Jak powinniśmy wydać unijne fundusze?

Jak dać, by dobrze wydać
Właśnie przystępujemy do boju o kolejną pulę unijnych funduszy. - Polska ciągle jest w budowie - mówi Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego, w wywiadzie dla POLITYKI.
Elżbieta Bieńkowska - jeden z najlepszych ministrów w rządzie Donalda Tuska.
Tomasz Adamowicz/Forum

Elżbieta Bieńkowska - jeden z najlepszych ministrów w rządzie Donalda Tuska.

Wydaliśmy 300 mld zł., teraz walczymy o tyle samo z przyszłego budżetu UE.
Tomasz Adamowicz/Forum

Wydaliśmy 300 mld zł., teraz walczymy o tyle samo z przyszłego budżetu UE.

Minister Bieńkowska podczas jednego z posiedzeń Rady Ministrów.
Adam Chełstowski/Forum

Minister Bieńkowska podczas jednego z posiedzeń Rady Ministrów.

Joanna Solska: Jest pani uzależniona?
Elżbieta Bieńkowska: Od opium absorpcji? Nie.

To określenie prof. Jerzego Hausnera, który ma rządowi za złe, że jego jedynym celem jest wydać jak najwięcej unijnych pieniędzy. Brakuje natomiast refleksji: na co?
Tak do niedawna było, także wtedy gdy prof. Hausner był wicepremierem. Rozwój planowano „pod środki”, zamiast najpierw stworzyć wizję, co chcemy zmienić, a potem zastanowić się, w jakiej części może ona być realizowana za pieniądze z Unii. Bez szerszego horyzontu planów. My taki horyzont stworzyliśmy. Skończyliśmy z chaosem, uporządkowaliśmy bałagan, zamiast kilkudziesięciu strategii dziś mamy dwie ogólne i dziewięć tzw. zintegrowanych, obejmujących obszary kluczowe z punktu widzenia rozwoju kraju. Narysowaliśmy czytelną mapę drogową co najmniej do 2020 roku.

Opozycja także rozlicza panią jedynie z tego, ile już wydaliśmy. I dlaczego tak mało, można było wycisnąć więcej.
W dyskursie politycznym liczy się tylko to. Na tym najlepiej znają się politycy, tylko to budzi zainteresowanie mediów. Największe wtedy, gdy mogliśmy wziąć więcej, a nie wzięliśmy. A ja, gdy tu przychodziłam, postanowiłam, że nie będę tylko kasjerem. Jeśli istnienie Ministerstwa Rozwoju Regionalnego ma mieć sens, to tylko wtedy, gdy będzie się tutaj ten rozwój planować. Dzięki takiemu podejściu kiedyś powstała Gdynia i Centralny Okręg Przemysłowy.

To gdzie ta Gdynia? Wydaliśmy już 300 mld zł!
Rośnie, wkrótce ją zobaczymy. Dla nas data otwarcia Euro 2012 nie była momentem, do którego wszystko musi być gotowe. Polska ciągle jest w budowie. Najwięcej wydaliśmy na infrastrukturę: drogi, lotniska, dworce. Te spore kawałki autostrad, które jeszcze rozsypane są na mapie, wkrótce zaczną się ze sobą łączyć. Bez nich nie byłoby mowy o modernizacji kraju. Nowe firmy nie powstaną w regionach, do których trudno dojechać. Jednocześnie nadrabialiśmy zapóźnienia cywilizacyjne, do czego zobowiązaliśmy się w traktacie akcesyjnym.

To, czego nie widać, ale już czuć?
Już nie czuć. Skanalizowaliśmy wieś, pociągnęliśmy wodociągi. W wielu miastach, także w Warszawie, z kranów płynie woda, którą możemy pić bez strachu i przegotowania. Zbudowaliśmy i ciągle budujemy oczyszczalnie, przestajemy zanieczyszczać Bałtyk. Pod względem ochrony środowiska jesteśmy dziś zupełnie innym krajem niż przed 10 laty.

Ale nie staliśmy się bardziej innowacyjni.
Zrobiliśmy jednak dużo, byśmy mogli być. Trzecim pod względem wielkości beneficjentem unijnych pieniędzy stały się wyższe uczelnie. Dostały ogromnie dużo. Mają dziś pracownie i laboratoria wyposażone tak, że nie odstają od światowego poziomu. Jak mnie zapraszają na otwarcie, to zapewniają, że w Europie nie ma nowocześniejszych urządzeń. Płyną granty na badania i rozwój. Niech teraz pokazują, co potrafią.

Większe środki dla uczelni nie dają wcale gwarancji, że wkrótce powstaną tam innowacyjne projekty. Nowe produkty i technologie o wiele częściej powstają w ośrodkach rozwojowych wielkich firm. W Polsce te wielkie firmy są filiami zagranicznych koncernów, które nad innowacjami pracują raczej w krajach macierzystych. U nas tylko otwierają montownie.
Ale niektóre chciałyby do nas przenosić także ośrodki badawczo-rozwojowe. Problem w tym, że sprzeciwiają się temu politycy z ich krajów. Wszyscy mówimy o wspólnej Europie, ale tak naprawdę coraz trudniej się ją buduje. Zdarza mi się na forum Komisji Europejskiej słyszeć pytanie: w zasadzie dlaczego fiat produkuje w Polsce? Mimo że on jest u nas już 40 lat!

Co nam dały te unijne pieniądze? Zanim zobaczymy tę Gdynię, o której pani opowiada, co mamy z nich już teraz?
Badania, nie tylko nasze, pokazują, że bez europejskich funduszy nasz Produkt Krajowy Brutto rósłby corocznie o połowę wolniej, a bezrobocie byłoby aż o 1,5 punktu procentowego wyższe.

Czyli dzięki tym 300 mld drepczemy w miejscu? Bezrobocie przecież nie spada, ciągle wynosi ponad 12 proc.
Byłoby jeszcze wyższe.

Na ile ten wzrost gospodarczy jest trwały? Może to tak, jak z dorzucaniem słomy do kominka. Pali się, dopóki dokładamy. Jak już zbudujemy te autostrady albo jak zabraknie na nie pieniędzy, to pracownicy firm drogowych stracą pracę. Dostawcy kruszyw i asfaltu także.
Ale ludzie z miejscowości do tej pory odciętych od świata łatwiej znajdą pracę w innym mieście, bo będą mogli szybciej do niego dojechać. Przy autostradach powstaną motele, zajazdy, stacje benzynowe. Kraj poprzecinany siecią dobrych dróg  staje się też atrakcyjniejszy dla inwestorów. Prognozy, które sięgają do 2020 r., są bardzo optymistyczne. Ale czasy niepewne, więc lepiej o nich nie mówić.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną