Historia biznesu: Kostki do gier

Nos do niszy
Przez 10 lat robili niestandardowe kości do gier fabularnych, kupowane na całym świecie. Teraz chcą podbić rynek Dice+, elektroniczną kostką, która pozwoli przenieść tradycyjne gry planszowe na tablety i ekrany telewizorów.
Dice+ - Elektroniczna kostka ma wymiary zwykłej i waży 25 gramów, ładuje się ją przez USB, a bateria zapewnia 20 godzin gry.
materiały prasowe

Dice+ - Elektroniczna kostka ma wymiary zwykłej i waży 25 gramów, ładuje się ją przez USB, a bateria zapewnia 20 godzin gry.

Patryk Strzelewicz twierdzi, że jego pomysł to nie tylko kostka, ale nowy rodzaj rozgrywki, o którym mówi „zasilane gry planszowe”.
Małgorzata Opala/Fotoaktywne.pl/materiały prasowe

Patryk Strzelewicz twierdzi, że jego pomysł to nie tylko kostka, ale nowy rodzaj rozgrywki, o którym mówi „zasilane gry planszowe”.

Q-workshop należy do grona czterech największych światowych producentów kości do gier na świecie.
materiały prasowe

Q-workshop należy do grona czterech największych światowych producentów kości do gier na świecie.

Co robi przeciętny 19-latek, gdy chce zarobić trochę grosza na wakacje? Szuka dorywczej pracy. Ale Patryk Strzelewicz 10 lat temu wolał pójść do kumpla pograć w „Warhammera”, czyli grę fabularną (ang. roleplaying game, w skrócie RPG) toczącą się w świecie fantasy. Nie wiedział w ogóle, o co w tym chodzi. Kolega wyłożył na stół gruby podręcznik oraz potrzebne gadżety: makiety, figurki i wielościenne kostki.

Od razu zrozumiałem, że kostki są w tym wszystkim najważniejsze i niezbędne jak myszka do komputera – mówi Patryk Strzelewicz. Jak się szybko okazało, miał rację. Dlaczego? Gry fabularne to rodzaj dramy polegającej na wcielaniu się w bohatera w określonym świecie. Może być to kraina fantasy, niczym wspomniany wyżej „Warhammer”, ale też horror, jak popularny „Świat Mroku”, a nawet XVII-wieczna Rzeczpospolita Obojga Narodów, jak w napisanych przez Polaków „Dzikich Polach”.

Zasady rządzące danym światem, mechanika rozgrywki opisane są w grubych podręcznikach, które jednak tworzą tylko ramę dla mistrza gry, czyli osoby, scenariusze poszczególnych zabaw. Te polegają na wspólnym opowiadaniu historii, mistrz gry jest narratorem, uszami i oczami graczy, a bohaterowie gry deklarują mu swoje działania. Upraszczając można powiedzieć, że gra fabularna to improwizowany teatr, z bardzo elastycznym reżyserem, który musi na bieżąco reagować na poczynania „aktorów”. Wspomniany podręcznik, czyli tzw. system, wprowadza reguły rozwiązywania różnych konfliktów: walki, skradania się, ucieczki, a nawet przekonywania innej osoby. W każdej takiej sytuacji o tym, czy dana czynność nam się powiodła, decyduje rzut kostką. Różne kostki – sześcienne, 10-ścienne czy 20-ścienne – są więc w ciągłym użyciu.

Strzelewicz wciągnął się w zabawę. – Zdziwiło mnie tylko to, że opowieść toczy się w jakiejś konwencji fantasy, a te kostki są takie zwykłe, zupełnie nie w klimacie – wspomina.

Prywaciarskie korzenie

Wrócił do domu i postanowił stworzyć swoją, niestandardową kostkę do „Warhammera”. Za pomocą prostych narzędzi wyrył na ściankach krasnoludzie runy (od krasnoludów – klasy postaci występujących w grze), a następnie wystawił ją na Allegro. W końcu cały czas potrzebował pieniędzy. Poszła za sumę trzykrotnie większą niż cena wywoławcza.

Strzelewicz sprawdził więc, czy ktoś przypadkiem nie robi już czegoś podobnego. Okazało się, że nie. Trafił na niszę i postanowił, że spróbuje na niej zarobić. Jak sam twierdzi, jego „prywaciarskie” korzenie (dziadek i ojciec mieli własne firmy) wyrobiły u niego nos do biznesu. Ojciec – złota rączka – zadeklarował pomoc. Tak powstał Q-workshop, który reklamował się hasłem „Unusual dice” (Niezwykłe kostki).

Przez pierwsze dwa lata kostki powstawały metodą chałupniczą. Najpierw Patryk i jego ojciec (który do dziś jest szefem produkcji Q-workshop) tworzyli modele poszczególnych kości ręcznie, a potem powielali je w prostych formach, podobnych do tych, w jakich odlewało się ołowiane żołnierzyki. Metoda miała jedną wadę – wysokie koszty produkcji i niską wydajność. Miesięcznie byli w stanie zrobić 400 sztuk – sprzedawali je przez Allegro i branżowe sklepy internetowe. Jak na 20-latka Strzelewicz zarabiał całkiem nieźle. Po odliczeniu kosztów produkcji zostawało mu jakieś 2 tys. zł miesięcznie. Oczywiście chciał więcej. W 2004 r. pojechał po raz pierwszy na największe w Europie targi gier RPG, planszowych i strategicznych do Essen. Kupili najgorsze miejsce na targach, na szarym końcu sali, nikt ich nie znał, a towar wieźli starym kombi na dwa razy. W ciągu 4 dni sprzedali wszystko i zarobili 5 tys. euro. Dla Patryka były to wówczas gigantyczne pieniądze. Zdał sobie sprawę, że nie powinien ograniczać się ze swoim biznesem do Polski.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną