Jak kręcą polscy ubezpieczyciele

Zaryzykuj, ubezpiecz się
Mordercza konkurencja na rynku ubezpieczeń nie służy konsumentom. Towarzystwa, nie mogąc podwyższać cen, coraz częściej sprzedają nam śmieciowe polisy. O tym, jak niewiele są warte, przekonujemy się, gdy dojdzie do wypadku.
Liczba osób uważających, że ubezpieczyciel ich skrzywdził, rośnie z każdym rokiem.
Sergey Nivens/PantherMedia

Liczba osób uważających, że ubezpieczyciel ich skrzywdził, rośnie z każdym rokiem.

Do sądów w całym kraju trafia coraz więcej pozwów od kierowców, którym ubezpieczyciel, ich zdaniem, zaniżył odszkodowanie.
Getty Images

Do sądów w całym kraju trafia coraz więcej pozwów od kierowców, którym ubezpieczyciel, ich zdaniem, zaniżył odszkodowanie.

Niechęć do ubezpieczania się w krajach naszego regionu jest o wiele większa niż różnice w zamożności między biedniejszą a bogatszą częścią Europy.
EAST NEWS

Niechęć do ubezpieczania się w krajach naszego regionu jest o wiele większa niż różnice w zamożności między biedniejszą a bogatszą częścią Europy.

Im więcej mamy, tym bardziej boimy się strat. Poczucie bezpieczeństwa mogą nam dać właśnie polisy. Kupujemy je po to, by w razie nieszczęścia jego finansowe skutki wziął na siebie ubezpieczyciel. Obywatele starej Unii, według OECD Insurance Statistics, wydają rocznie na ubezpieczenia średnio 3342 dol. Najwięcej Anglicy, bo 5230 dol. Nowi członkowie UE mocno jednak zaniżyli tę średnią. Częściowo dlatego, że jesteśmy biedniejsi. Nie stać nas na ubezpieczanie np. głosu czy nóg, jak robią to zachodni celebryci.

Najmniej chętnie ubezpieczają się Węgrzy. Wydają na ten cel zaledwie 403 dol. rocznie. My niewiele więcej – 466 dol. Niechęć do ubezpieczania się w krajach naszego regionu jest o wiele większa niż różnice w zamożności między biedniejszą a bogatszą częścią Europy. Coraz bardziej też utrwalają ją złe praktyki towarzystw ubezpieczeniowych.

Nierychliwa sprawiedliwość

Liczba osób uważających, że ubezpieczyciel ich skrzywdził, rośnie z każdym rokiem. Skarżą się do różnych instytucji – Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Komisji Nadzoru Finansowego – ale konkretnej pomocy spodziewają się od rzecznika ubezpieczonych. Rocznie trafia tu już ponad 15 tys. skarg. – Po wnikliwej lekturze około 30 proc. uznajemy za bezzasadne – twierdzi Aleksandra Wiktorow, rzecznik ubezpieczonych. – Poszkodowani nie przeczytali dokładnie umowy albo po prostu są pieniaczami. Reszta budzi jednak poważny niepokój, pretensje skarżących się na ubezpieczycieli wydają się bowiem głęboko uzasadnione. Wydają się? Tak, bo jeśli towarzystwo ubezpieczeniowe nie podzieli argumentów rzecznika i nie naprawi szkody od razu – co na naszym rynku ubezpieczeniowym jest raczej regułą niż wyjątkiem – sprawy trafiają do sądów. I tam utykają. Często na kilka lat.

Nie wiadomo, ile spraw trafia do sądów. Polska Izba Ubezpieczeń odmawia podania takiej statystyki. Informacje, którymi z rzecznikiem podzieliło się dziewięć firm ubezpieczeniowych, świadczą jednak o tym, że problem jest poważny i ciągle nabrzmiewa. Potwierdza to raport przygotowany przez Mikołaja Wilda z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości. Autor przeanalizował w nim 180 spraw, w których klienci poskarżyli się na ubezpieczyciela do sądu. Wygrali wszystkie, a odszkodowania przyznane im przez sąd były znacznie wyższe od sum proponowanych przez towarzystwa. Niekiedy nawet czterokrotnie! Płynie z tego wniosek bezsporny – trzeba się procesować. I uzbroić w cierpliwość, bo sprawiedliwość w naszym kraju jest wyjątkowo nierychliwa.

Przywykliśmy już do tego, że biorąc kredyt w banku, musimy go ubezpieczyć. Procedura wydaje się uzasadniona. Polisa chroni interesy zarówno banku, jak i pożyczkobiorcy. Jeśli coś mu się stanie i nie będzie mógł spłacać pożyczki, ciężar długu bierze na siebie ubezpieczyciel. W każdym razie tak sens kupna tego typu ubezpieczenia rozumieją klienci. – Problem w tym, że zgłasza się do nas coraz więcej osób, którym mimo polisy bank nakazuje spłacać pożyczkę zaciągniętą przez zmarłego właśnie członka rodziny – mówi pani rzecznik. – Polisa była śmieciowa. Jej warunki zostały skonstruowane tak, by w razie nieszczęścia ubezpieczyciel nie wziął na siebie finansowych zobowiązań. Dłużnik nie ma jednak o tym zielonego pojęcia. Nie zawsze z jego winy.

Często bank nawet nie pozwala mu się zapoznać z warunkami umowy. To pułapka, w którą kredytobiorcy łatwo wpadają. – Przy ubezpieczeniu grupowym, a o takie tu chodzi, kupującego polisę nie pyta się, czy cierpi na jakieś schorzenie przewlekłe – wyjaśnia Aleksandra Wiktorow. – Znamy przypadki, gdy takie ubezpieczenie sprzedawano osobie na wózku inwalidzkim, gdy jej choroba była widoczna, ale w momencie kupna polisy ubezpieczycielowi nie przeszkadzała. Regułą jest, że polisę mającą ubezpieczać pożyczkę sprzedaje się każdemu. Ale jeśli dłużnikowi przytrafi się nieszczęście, szuka się na niego haków. Umarł na zawał? Z pewnością cierpiał na nadciśnienie. Chorobę ukrył, więc dług muszą spłacać spadkobiercy. Teoretycznie, o czym klienci często nie wiedzą, wykupienie takiej polisy jest dobrowolne. Podpisują umowę przekonani, że bez polisy nie dostaną kredytu.

Podobne praktyki firmy ubezpieczeniowe stosują nie tylko w Polsce. Ostro zabrał się za nie nadzór finansowy w Wielkiej Brytanii. Banki udzielające pożyczek nie mogą zmuszać klientów do wykupienia bezwartościowego ubezpieczenia kredytu właśnie u nich. Klient może to zrobić nawet tydzień po podpisaniu umowy pożyczki i w dodatku niekoniecznie w banku, w którym się zapożyczył. Przez ten czas powinien dokładnie zapoznać się z warunkami umowy. Nie zawsze jednak dzięki temu uniknie się pułapek.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną