Wzrost słabnie. Będzie recesja?

Czarno za oknem
Za oknem coraz zimniej, w gospodarce coraz gorzej. Jest bardzo prawdopodobne, że na początku przyszłego roku wpadniemy w krótkotrwałą recesję. Zielona wyspa idzie pod wodę, a ratunkowych pontonów nie widać.

W III kwartale Produkt Krajowy Brutto, w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, wzrósł tylko o 1,4 proc. Jak na Polskę ostatnich lat to wyjątkowo marny wynik.

Ostre spadki PKB trwają w Polsce już trzeci kwartał z rzędu. Jeszcze przez cały 2011 rok wzrósł on o 4,4 proc., a i tak przecież narzekaliśmy. W I kwartale obecnego było to już tylko 3,6 proc., w drugim 2,3 proc., w minionym wspomniane 1,4 proc. Te liczby to na pewno jeszcze nie dramat, ale już duży kłopot. Dla rządu i dla nas wszystkich. Za tym kurczącym się, uniwersalnym miernikiem tempa rozwoju kryją się przecież coraz niższe inwestycje i zatrudnienie, wolniejsze tempo wzrostu płac, mniejszy popyt krajowy, słabnący eksport. W efekcie jest mniej pieniędzy dla firm, ich pracowników i budżetu żyjącego z naszych i firmowych podatków. Możemy pocieszać się, że do kłopotów Portugalii czy Hiszpanii ciągle nam daleko, ale naprawdę nie warto.

Przyczyny tego twardego lądowania są znane. Światowa gospodarka rozwija się wolniej, europejska jest bliska stagnacji (a to nasz główny partner handlowy), międzynarodowy system finansowy trzeszczy w szwach, w wielu branżach, w skali globalnej, trudno o nowe zamówienia. W efekcie siada ogólny klimat gospodarczy, przedsiębiorstwa i ich pracownicy tracą entuzjazm do wydawania. W Polsce w minionym kwartale ujawniło się to m.in. w ten sposób, że wzrost konsumpcji prywatnej skurczył się z 1,2 proc. do 0,1 proc. w III kwartale br. Tak marnego odczytu tego wskaźnika nie było od początku polskiej transformacji.

Co będzie dalej? Ekonomiści słusznie odpowiadają, że w krótkim okresie tylko gorzej. Komisja Europejska właśnie obniżyła prognozy gospodarcze dla Unii. Jej zdaniem w bieżącym roku PKB 27 krajów członkowskich skurczy się o 0,3 proc., krajów strefy euro o 0,4 proc. Niby niewiele, ale na pewno zaboli. W roku następnym ma być lepiej (aktualna prognoza dla całej UE to wzrost o 0,4 proc.), ale co będzie gdy i ta okaże się zbyt optymistyczna? Pozostanie liczyć na własne siły, bo na cudzym grzbiecie daleko nie zajedziemy.

Mając tego świadomość organizacje pracodawców namawiają rząd to powtórzenia manewru z 2009 roku z pakietem antykryzysowym, dealerzy samochodów do utworzenia państwowego systemu dopłat dla złomujących stare i jednocześnie kupujących nowe auta, no i jest – najważniejszy - program „Inwestycje polskie”, który zdaniem premiera podeprze polską gospodarkę. Na obecną stagnację może to i wystarczy. Na prawdziwą, europejską recesję już nie. Dlatego dziś wiele oczu zwraca się w stronę Rady Polityki Pieniężnej, a radykałowie podpowiadają, by  już w grudniu cięła stopy procentowe o więcej niż 0,5 punktu. Nawet jeśli to zrobi, skutki takiej decyzji odczujemy mniej więcej za rok. A kłopot mamy już teraz.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną