Rynek

Zaprząc długi do roboty

Inwestycje polskie – czy rozruszają gospodarkę?

Minister skarbu, mówiąc o inwestycjach, które dzięki programowi powstaną, w pierwszej kolejności wymienia energetykę. Minister skarbu, mówiąc o inwestycjach, które dzięki programowi powstaną, w pierwszej kolejności wymienia energetykę. Dave Reede / Corbis
Inwestycje Polskie mają być cudownym sposobem na zebranie miliardów złotych potrzebnych do rozruszania gospodarki, i to bez wzrostu długu publicznego. Z cudami w gospodarce trzeba jednak uważać.
Potrzebne są gazociągi oraz magazyny gazu.William Taufic/Corbis Potrzebne są gazociągi oraz magazyny gazu.
Minister skarbu Mikołaj Budzanowski (na fot. z wizualizacją gazoportu w Świnoujściu).Grzegorz Kawecki/Puls Biznesu/Forum Minister skarbu Mikołaj Budzanowski (na fot. z wizualizacją gazoportu w Świnoujściu).
Po dotychczasowych doświadczeniach, których efektem są bankructwa firm drogowych, sfinansowanie dokończenia najważniejszych szlaków komunikacyjnych będzie sporym wyzwaniem.Kacper Kowalski/Forum Po dotychczasowych doświadczeniach, których efektem są bankructwa firm drogowych, sfinansowanie dokończenia najważniejszych szlaków komunikacyjnych będzie sporym wyzwaniem.

Mikołaj Budzanowski, minister Skarbu Państwa i współtwórca programu Inwestycji Polskich, obrusza się, słysząc, że pomysł zdobycia kapitału potrzebnego do realizacji publicznych inwestycji może się opierać na finansowym triku. Nic z tych rzeczy. To nie jest koncepcja zaczerpnięta z podręcznika ekonomii alternatywnej ani tym bardziej projekt stworzenia Banku Zbożowego Nikodema Dyzmy, jak już zdążył to zrecenzować PiS. Wszystko jest policzone i ma solidny fundament rynkowy.

Kluczem do zrozumienia pomysłu są dwa słowa: dźwignia finansowa. To znane narzędzie biznesowe, nazywane także lewarem, wykorzystywane przez inwestorów giełdowych i przez spółki, polega na finansowaniu się długiem. Każdy właściciel firmy dobrze wie, że jeśli ma określony kapitał, może pożyczyć odpowiednio większą kwotę do zrealizowania planowanego przedsięwzięcia. Jego wiarygodność, kapitał i pomysł stanowią podstawę, na której oparta zostanie dźwignia, czyli kwota pozyskanych środków. Jej przełożenie, czyli stosunek kapitału własnego do pożyczanego, zależy od potrzeb zainteresowanego i jego wiarygodności. Jest tylko jeden warunek: żeby lewarowanie się opłaciło, przedsięwzięcie musi przynieść odpowiednio wysoki zysk.

– W przypadku programu Inwestycje Polskie wszystkie projekty będą przechodziły szczegółową, profesjonalną analizę i muszą zapewniać odpowiedni poziom rentowności – przekonuje minister Budzanowski. – Kredyty będą udzielane na zasadach rynkowych. Nie będzie wydawania pieniędzy tylko po to, żeby realizować czyjeś zamówienie polityczne.

Skąd jednak będą pochodziły pieniądze? Właśnie z owej dźwigni finansowej. Skarb Państwa dokapitalizuje Bank Gospodarstwa Krajowego, a ten pożyczy na rynku finansowym (emitując np. obligacje) odpowiednio duże pieniądze. Z każdej zainwestowanej w ten sposób złotówki można mieć nawet 67 kolejnych złotych.

W efekcie pojawi się długoterminowy kapitał potrzebny do licznych i niezbędnych krajowi inwestycji drogowych, kolejowych, energetycznych i przemysłowych. Chodzi szczególnie o przeskoczenie martwego okresu lat 201314 między starym a nowym budżetem UE, z którego współfinansowane są nasze inwestycje. Żeby skorzystać z unijnych dotacji, konieczne jest zapewnienie źródeł krajowych. W praktyce oznacza to, że na początku musimy wyłożyć całą potrzebną kwotę, bo dopiero po zrealizowaniu inwestycji Bruksela może nam zwrócić wydatki. Ważne jest przy tym, by pożyczanie pieniędzy nie obciążało budżetu państwa, który i tak jest solidnie zadłużony. Inaczej mogłoby dojść do przekroczenia dopuszczalnego przez konstytucję poziomu długu publicznego, wynoszącego 60 proc. PKB.

I państwowo, i prywatnie

O programie Inwestycji Polskich jako pierwszy powiedział premier Donald Tusk w swym wystąpieniu sejmowym, zwanym drugim exposé. Dzień później szczegóły zaprezentowali dziennikarzom ministrowie finansów i skarbu, tłumacząc, jak to wszystko ma działać.

Bank Gospodarstwa Krajowego miałby zostać dokapitalizowany akcjami spółek, w których Skarb Państwa jest akcjonariuszem. To martwy kapitał, który zacznie teraz pracować – tłumaczył minister Budzanowski. Wylewarowany przez BGK dostarczy pieniędzy niezbędnych do inwestycji. Bank Gospodarstwa Krajowego nie jest normalnym bankiem, lecz rodzajem pomocniczej instytucji finansowej rządu, zajmującej się m.in. przepływami środków europejskich, obsługującej fundusze celowe (np. drogowy, kolejowy), programy rządowe (np. Rodzina na Swoim). Teraz ma się zamienić w polski EBOiR, czyli krajowy odpowiednik Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, międzynarodowej instytucji kredytującej rozwojowe projekty w naszym regionie.

Drugą nogą programu ma być spółka specjalnego przeznaczenia, rodzaj państwowego funduszu inwestycyjnego. Na razie nazywana jest Celową Spółką Inwestycyjną (CSI). Będzie wchodzić jako pasywny wspólnik finansowy do spółek realizujących gospodarczo ważne i dobrze rokujące przedsięwzięcia. Trochę będzie przypominać Agencję Rozwoju Przemysłu, z tą różnicą, że ARP ratuje głównie upadające przedsiębiorstwa, a tu chodzi o inwestycje. W ten sposób wspierane będą mniejsze pod względem skali projekty niż te, które weźmie na siebie BGK.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam, że BGK zostanie dokapitalizowany akcjami spółek, zaniepokoiłam się. Akcje są niepłynnymi aktywami, więc pogorszyłby się współczynnik wypłacalności banku. O znacząco zwiększonej akcji kredytowej nie byłoby mowy – wyjaśnia dr Irena Herbst, była wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego i wiceminister gospodarki. Jej zdaniem ta wizerunkowa wpadka budzi obawy, na ile cały program jest przemyślany.

 

Wygląda na to, że błąd dostrzegli także autorzy Inwestycji Polskich. Dlatego – według skorygowanej wersji – Skarb Państwa przekaże wprawdzie akcje, ale te zostaną natychmiast sprzedane, by bank dysponował gotówką. – Będziemy to robić w miarę potrzeb programu – tłumaczy minister Budzanowski. – W przyszłym roku część pieniędzy z prywatyzacji, zamiast do budżetu, trafi do BGK i do CSI, a od 2014 r. będą one zasilane całością wpływów.

Skarb Państwa deklaruje, że przeznaczy na ten cel tzw. majątek nadwyżkowy, zatrzymując sobie jedynie pakiety kontrolne w spółkach strategicznych. W sumie powinno się uzbierać do 20 mld zł, ale wszystko zależy od rynkowej koniunktury. Do tego dojdą też pieniądze prywatne, bo założeniem programu jest wspieranie przedsięwzięć publiczno-prywatnych.

Marne skutki lewarowania

Ekonomiści są podzieleni w ocenie pomysłu Inwestycji Polskich. – To świetna idea, zwłaszcza dziś, kiedy polska gospodarka boryka się ze skutkami osłabienia gospodarczego. Inwestycje mogą ją pobudzić, podtrzymując wzrost i to bez powiększania deficytu budżetowego – przekonuje dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan i członek Rady Gospodarczej przy premierze, podkreślając, że jest jeszcze za wcześnie, by oceniać szczegóły programu.

Innego zdania jest prof. Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. Według niego Inwestycje Polskie to pomysł polityczny, stworzony dość pospiesznie na potrzeby exposé premiera. Ostrzega: – To, że ukryjemy zadłużenie, nie znaczy, że go nie będzie. Grecja także intensywnie korzystała z lewarowania i przez lata ukrywała ten fakt w statystykach. Wiadomo, z jakim skutkiem. Kryzys finansowy w 2008 r. wybuchł na skutek nadużywania przez bankowców dźwigni finansowej. Jeśli chcemy inwestować, musimy prywatyzować gospodarkę i ograniczać wydatki. Nie ma co wierzyć w cuda.

Media emocjonują się na razie personaliami: kto zostanie szefem Inwestycji Polskich, kto znajdzie tam pracę i ile zarobi? Ministra Mikołaja Budzanowskiego niecierpliwią takie pytania. Zarząd zostanie dobrany przez firmę doradczą. Do realizacji programu zostanie zaangażowana niewielka grupa specjalistów. Ocena dużych projektów inwestycyjnych pod względem ryzyka kredytowego to trudne zadanie, zwłaszcza że Bank Gospodarstwa Krajowego nie zajmował się na większą skalę tego typu działalnością. Dlatego bank i spółka mają wspólnie oceniać projekty, a przedstawiciele banku trafią do rady nadzorczej spółki.

Na etapie koncepcji panuje pełna zgoda. Trzeba jednak pamiętać, że BGK podlega ministrowi finansów, a spółka inwestycyjna będzie się znajdowała w dominium ministra skarbu. Relacje między obu resortami tradycyjnie nie należały do najlepszych. Teraz, daje słowo minister Budzanowski, będzie inaczej. To jeden z wielu słabych punktów projektu.

Minister, zamiast o międzyresortowych relacjach i personaliach, woli rozmawiać o inwestycjach, które mają powstać dzięki programowi IP. W pierwszej kolejności wymienia energetykę. Wiadomo – trzeba pilnie modernizować elektrownie, sieci przesyłowe. Na inwestycje czekają też drogi. No i gaz. Potrzebne są gazociągi, magazyny gazu. To tylko przykłady, bo możliwych do wsparcia inwestycji, także samorządowych i prywatnych, jest dużo więcej.

Program nie obejmie jednak kosztownych i ryzykownych poszukiwań gazu łupkowego. – Ale jeśli pojawi się inwestor z odkrytymi i potwierdzonymi złożami gazu i projektem uruchomienia kopalni, to może liczyć na współfinansowanie Inwestycji Polskich. Mamy spore zasoby gazu konwencjonalnego, którego dotychczas nie wydobywaliśmy – tłumaczy Mikołaj Budzanowski, kolejny raz podkreślając, że w każdym przypadku musi być zagwarantowana rentowność projektu. – Nie będzie rozdawania pieniędzy – podkreśla.

Nie wszyscy są do tego przekonani, bo program Inwestycji Polskich ma dotyczyć energetyki, a więc branży bardzo upolitycznionej i kontrolowanej przez państwo. Tu wciąż jest pokusa do wymuszania nieracjonalnych decyzji ekonomicznych pod hasłem walki o bezpieczeństwo energetyczne kraju. Na dodatek, wciąż nie bardzo wiadomo, w jakich warunkach rynkowych będzie funkcjonowała energetyka za 10–20 lat. Dlatego dziś banki prywatne bez entuzjazmu podchodzą do wielu propozycji kredytowania dużych, nie tylko energetycznych, inwestycji.

Nie wolno przesadzić z obciążaniem BGK projektami, których konsekwencji za kilka lat bank mógłby nie udźwignąć – ostrzega Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich. Banki komercyjne są zainteresowane pożyczaniem pieniędzy na inwestycje publiczne, oczekują jednak ze strony państwa jasnych reguł gry, a tych nie widzą. Od lat nie mogą się na przykład doprosić uregulowania sprawy restrukturyzacji firm znajdujących się kłopotach. Takich, w jakie popadło wiele firm budujących autostrady.

Bez prywaciarza nie pójdzie

Po dotychczasowych doświadczeniach, których efektem są bankructwa firm drogowych, sfinansowanie dokończenia najważniejszych szlaków komunikacyjnych będzie sporym wyzwaniem. Dlatego w ramach programu Inwestycji Polskich przewidywane jest udzielanie gwarancji dobrego i terminowego wykonawstwa firmom budującym drogi. Może więc dojść do sytuacji, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad będzie egzekwowała od BGK kary za nienależyte lub nieterminowe wykonanie autostrady i odprowadzała uzyskane pieniądze do BGK na konto Krajowego Funduszu Drogowego.

Naszym podstawowym problemem nie jest brak kapitału, ale brak zaufania. Wydaje się, że podobny efekt, jaki mają zapewnić Inwestycje Polskie, można byłoby uzyskać zapewne tańszym kosztem poprzez system poręczeń kredytowych – tłumaczy dr Irena Herbst, która tworzyła w ramach BGK fundusze: Poręczeń Kredytowych, Poręczeń Unijnych oraz Krajowy Fundusz Kapitałowy, z myślą o wspieraniu małych i średnich firm. Przypomina też o raporcie opracowanym przez zespół Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR), w którym przedstawiono możliwości utworzenia funduszu poręczeń dla inwestycji infrastruktury transportowej.

Autorzy Inwestycji Polskich nie kryją, że inspiracją był dla nich projekt IBnGR, ale poszli jednak dalej. Podkreślają, że wzorowali się na podobnych rozwiązaniach stosowanych w Niemczech, Francji, Korei, Wielkiej Brytanii i Indonezji. Czy jednak ich droga nie zaprowadzi nas na manowce?

Sposobem na rozwiązanie naszych problemów z inwestycjami mógłby być rozwój systemu partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Problem w tym, że PPP, choć w deklaracjach oficjalnie popierany, budzi w Polsce natychmiast podejrzenia i nieufność, stawiając w stan pogotowia wszystkie służby policyjno-kontrolne. Dlatego mamy tak niewiele inwestycji publicznych, w które zaangażowany jest kapitał prywatny. Okazuje się, że zaszczepiona w czasach PRL wizja prywaciarza, który chce się utuczyć na państwowym, jest jednym z najtrwalszych stereotypów. Tymczasem bez pieniędzy prywatnych nie uda nam się stworzyć nowoczesnej infrastruktury publicznej, nawet gdyby minister skarbu wyprzedał cały majątek i zastosował najdłuższą dźwignię finansową.

 

Jak to robią inni

Niemcy
Kreditanstalt für Wiederaufbau (KfW)
Powstał w 1948 r. z inicjatywy aliantów w ramach planu Marschalla. KfW, a później KfW Bankengruppe, jest bankiem publicznym współpracującym z bankami komercyjnymi oraz kasami oszczędności i bankami spółdzielczymi. Udziela gwarancji, kredytów, ale również w nieznacznym zakresie inwestuje kapitałowo. Wspomaga m.in. inwestycje infrastrukturalne, w tym projekty komunalne.

Wielka Brytania
The UK Guarantees Scheme
Program wsparcia inwestycji publicznych i prywatnych w infrastrukturę, ogłoszony przez rząd brytyjski w 2012 r., z łącznym limitem gwarancji wynoszącym 40 mld funtów. Administrowany przez Infrastructure UK, jednostkę ministerstwa skarbu. Rząd zachowuje dużą swobodę w kształtowaniu warunków oferowanych gwarancji w zależności od potrzeb indywidualnych projektów.

Francja
Program rządowych gwarancji kredytowych dla projektów PPP, administrowany przez MAPPP (rządowy ośrodek PPP, działający przy ministerstwie finansów). Stanowi część pakietu antykryzysowego z 2009 r. Łączna kwota gwarancji 10 mld euro jest przyznawana na warunkach rynkowych. Wymagane pokrycie do 80 proc. wartości finansowania projektu ze źródeł prywatnych.

Indonezja
Indonesia Infrastructure Guarantee Fund (IIGF) – PT Penjaminan Infrastruktur Indonesia to fundusz gwarancyjny o statusie przedsiębiorstwa państwowego. Rozpoczął działalność w maju 2010 r., początkowo z kapitałem 100 mln dol. Planowany wzrost do 500 mln dol.; wsparcie Banku Światowego to 480 mln dol.

Korea Południowa
Korea Infrastructure Credit Guarantee Fund (KICGF)
Fundusz gwarancji dla projektów infrastrukturalnych. Działa od 1995 r. pod zarządem rządowego organizmu gwarancji dla firm prywatnych. Kapitał KICGF na koniec 2011 r. wyniósł 457 mln dol.

Polityka 49.2012 (2886) z dnia 05.12.2012; Rynek; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Zaprząc długi do roboty"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Brunatne Podhale: Fajne chopaki, ideologiczne i narodowościowe

„Mundury – co tam. Schludnie ubrani. Po Chochołowskiej chodzą? A gdzie mają chodzić? Co do tych Żydów, to raczej niepotrzebnie na nich krzyczą. On osobiście raczej by nie krzyczał. Ale Żydzi są przebiegli, mają pieniądze, rządzą na świecie. Tak było, jest i będzie”.

Przemysław Witkowski
24.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną