Co z pieniędzmi na polskie drogi?

Zemsta Irlandczyków
Wstrzymanie wypłaty 3,5 mld zł z kasy UE to nie chwilowe nieporozumienie, ale sygnał, że polski program budowy dróg i autostrad znalazł się w poważnym kryzysie. Do końca tego roku być może uda się dokończyć drogi na Euro 2012. Co dalej? Nie wiadomo.
Komisja Europejska w listopadzie 2012 r. zareagowała na skargi irlandzkich firm przekonujących, że GDDKiA nie potrafi zarządzać dużymi projektami drogowymi.
Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta

Komisja Europejska w listopadzie 2012 r. zareagowała na skargi irlandzkich firm przekonujących, że GDDKiA nie potrafi zarządzać dużymi projektami drogowymi.

Budowa węzła Czerniewice pod Toruniem. W prace przy tym odcinku autostrady A1 zaangażowana była m.in. irlandzka firma SRB.
Tytus Żmijewski/PAP

Budowa węzła Czerniewice pod Toruniem. W prace przy tym odcinku autostrady A1 zaangażowana była m.in. irlandzka firma SRB.

Wciąż nie wiadomo, ile pieniędzy dostaniemy z UE w ramach nowego budżetu 2014–20.
Mike Dobel/Masterfile/EAST NEWS

Wciąż nie wiadomo, ile pieniędzy dostaniemy z UE w ramach nowego budżetu 2014–20.

Z całym szacunkiem sugeruję, by Komisja podjęła działania przeciwko polskim władzom za nieprzestrzeganie praworządności w ramach UE. Na podstawie dowodów, które zgromadził SIAC na A4 i doświadczeniach innych wykonawców na innych projektach drogowych, Komisja nie może mieć pewności, że jakiekolwiek środki UE na budowę dróg są zarządzane w sposób zgodny z prawem. Sądzę, że Komisja powinna zamrozić dalsze finansowanie polskich projektów drogowych do czasu, aż praktyka niewłaściwego administrowania zostanie usunięta” – napisał w sierpniu 2012 r. Pat the Cope Gallagher, irlandzki poseł do Parlamentu Europejskiego, w liście do komisarza UE ds. polityki regionalnej Johannesa Hahna.

Pismo, do którego udało nam się dotrzeć, dało początek polskim kłopotom z unijnymi pieniędzmi. Opisuje historię SIAC Construction Limited, irlandzkiej spółki budowlanej, która wspólnie z firmami z polskiej Grupy PBG (PBG, Hydrobudowa, Aprivia) budowała odcinek autostrady A4 między Tarnowem a Dębicą. Po bankructwie PBG, jesienią ubiegłego roku, doszło do konfliktu między inwestorem, czyli Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), a irlandzką spółką. GDDKiA uznała, że SIAC się guzdrze, wypowiedziała więc umowę i zażądała wypłacenia 44 mln zł gwarancji z tytułu nienależytego wykonania kontraktu.

SIAC stwierdził, że to on odstąpił od umowy jako pierwszy, bo GDDKiA nie wywiązywała się ze swoich obowiązków. Szef spółki na konferencji prasowej tłumaczył, że polski państwowy inwestor żądał od niego rzeczy niemożliwych. Zilustrował to przykładem sprawy kości zwierzęcych i chemikaliów znalezionych na terenie przyszłej autostrady. Usuwanie podobnych odkryć z terenu prac (także znalezisk archeologicznych, niewypałów itd.) nie należy do wykonawcy, ale inwestora. GDDKiA zajęło to 14 miesięcy, a mimo to nie zgodziła się na wydłużenie czasu inwestycji – twierdził Finn Lynden, szef SIAC. Irlandczycy próbowali sądownie zablokować egzekucję ich gwarancji bankowej, ale ponieśli porażkę. Sprawa nie jest ostatecznie zakończona.

Bardzo podobnie potoczyły się losy innego irlandzkiego wykonawcy, spółki SRB budującej (także wspólnie z PBG) autostradę A1 w województwie kujawsko-pomorskim. Tu także doszło do rozstania i nie wiadomo, kto zdecydował się na to pierwszy. Sprawę rozstrzygnie sąd.

Dobrze, że nas kontrolują

Irlandzkie firmy SIAC i SRB nie należą do europejskich gigantów. Dla nich straty, jakie poniosły w Polsce, nie będą łatwe do przełknięcia. Dlatego postanowiły poruszyć niebo i ziemię. Na ich wniosek nad sytuacją w Polsce debatowało w Wiedniu Europejskie Stowarzyszenie Budowlane (EAC). W ich obronie stanął także irlandzki premier Enda Kenny, który dwukrotnie wysyłał listy do Donalda Tuska. Irlandczycy skierowali też oficjalną skargę do Komisji Europejskiej. Sprawą zajęła się Barbara Linehan, znana w Brukseli wpływowa lobbystka. Jak dziś widać, nie bez sukcesu.

Komisja Europejska już w listopadzie zareagowała na skargi irlandzkich firm przekonujących, że GDDKiA nie potrafi zarządzać dużymi projektami drogowymi. Zarządzono kontrolę wykorzystania środków unijnych. Przedstawiciele KE rozpoczęli w Polsce audyt, przesłuchiwanie świadków, kontrolę dokumentów. Już wówczas było wiadomo, że może to grozić wstrzymaniem unijnego dofinansowania. Ze strony ministra transportu i GDDKiA padały jednak zapewnienia, że nie mamy się czego bać, bo wszystko jest we wzorowym porządku. Nawet dobrze, że nas kontrolują, bo zobaczą, jak należy wydawać unijne pieniądze. Wśród analizowanych spraw był przypadek podejrzenia zmowy cenowej, jakiej w 2009 r. miało się dopuścić 10 menedżerów z firm drogowych we współpracy z dyrektorem warszawskiej dyrekcji GDDKiA. Sprawa znana i wielokrotnie opisywana, o której polski rząd informował też Komisję Europejską, nie została jeszcze zakończona. Akt oskarżenia trafił do sądu, a inkryminowane firmy prowadzą budowę.

 

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj