Osoby czytające wydania polityki

„Polityka” - prezent, który cieszy cały rok.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Miał rację

Aleksander Gudzowaty (1938–2013)

W drugiej połowie lat 90. uważany za najbogatszego Polaka, od wielu już lat nie liczył się w biznesie.

Jego biznesowa gwiazda rozbłysła, gdy – do dziś nie ma jasnej odpowiedzi, dlaczego – rząd Rosji zdecydował się nikomu nieznanej polskiej firmie Bartimpex sprzedawać gaz. W dodatku , zamiast twardej waluty, biorąc w zamian polską żywność. Polskie Górnictwa Naftowe i Gazownictwo było wtedy mocno zadłużone i Rosjanie twierdzili, że jako partner handlowy, straciło dla nich wiarygodność. Miała ją firma Gudzowatego, który pierwsze kontakty w tym kraju nawiązywał jako szef centrali handlu zagranicznego Kolmex.

Gwiazda, jak szybko rozbłysła, tak nagle zgasła, gdy ekipę Jelcyna zastąpiła na Kremlu drużyna Putina. Bartimpex stracił lukratywny kontrakt. Od tej pory Aleksander Gudzowaty był już tylko człowiekiem bardzo bogatym. Bardzo jednak zależało mu, by utrzymać silną pozycję w polskiej gospodarce. Był znany z tego, że zatrudnia wielu ministrów z różnych rządów, najwyraźniej licząc na ich polityczne wpływy. Jednak się przeliczył. Miał się stać potentatem w produkcji biopaliw, niewiele z tego wyszło.

Pomysłem, który dawał spore nadzieje na to, że Gudzowaty znów w handlu gazem będzie postacią ważną, był projekt rurociągu Bernau - Szczecin. Ten krótki odcinek miał połączyć systemy gazowe Polski i Niemiec, uniezależniając nasz kraj od monopolistycznej pozycji Gazpromu w dostawach do Polski. Miał się stać istotnym elementem naszego bezpieczeństwa energetycznego. Kolejne ekipy rządowe podważały jednak sens jego budowy. Co to za bezpieczeństwo – mówiono – skoro gaz, który popłynąłby gazociągiem, też byłby rosyjski ? To prawda, gaz byłby rosyjski, ale dostawca, którego „zakręcenia kurka” tak się obawialiśmy, musiałby się zdecydować na taki gest nie wobec odbiorcy polskiego, ale – niemieckiego. A to mogłoby być dla Gazpromu zbytnio ryzykowne.

Reklama