Małysz, Kowalczyk i wojna o Polskie Koleje Liniowe

Przeciąganie liny
O kolejkę na Kasprowy Wierch w Zakopanem (i kilka innych) ostro walczą samorządowcy i bogate firmy. Ci pierwsi mają za sobą znane twarze, ci drudzy pieniądze.
Podczas prywatyzacji PKL potencjalni inwestorzy będą uważnie badać stan finansów firmy, już choćby po to, żeby samemu nie wpaść w podobną pułapkę jak Budimex.
Adam Brzoza/Fotonova

Podczas prywatyzacji PKL potencjalni inwestorzy będą uważnie badać stan finansów firmy, już choćby po to, żeby samemu nie wpaść w podobną pułapkę jak Budimex.

Można oczywiście protestować, jak robi to posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Paluch, wieszając na rogatkach Zakopanego plakaty zakazujące wjazdu politykom Platformy Obywatelskiej.
Adrian Gładecki/Tygodnik Podhalański/Reporter

Można oczywiście protestować, jak robi to posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Paluch, wieszając na rogatkach Zakopanego plakaty zakazujące wjazdu politykom Platformy Obywatelskiej.

W walkę o Polskie Koleje Linowe zaangażowali się nasi najlepsi sportowcy. Adam Małysz w internetowym klipie przekonuje, że skoro firma ma być prywatyzowana, to niech chociaż zostanie w rękach tatrzańskich samorządowców. W podobnym tonie wypowiada się Justyna Kowalczyk, zachwalając Kasprowy Wierch jako wyjątkowe dla Polaków miejsce.

Małysz i Kowalczyk popierają w wyścigu o PKL konsorcjum pod nazwą Polskie Koleje Górskie, utworzone przez Zakopane i trzy okoliczne gminy – Bukowinę Tatrzańską, Kościelisko i Poronin. Podhale zrozumiało, że właściciel PKL, czyli Grupa PKP, mimo społecznego oporu, nie zamierza ustąpić i w tym roku sprzeda wszystkie akcje temu, kto zaproponuje najwięcej pieniędzy. Można oczywiście protestować, jak robi to posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Paluch, wieszając na rogatkach Zakopanego plakaty zakazujące wjazdu politykom Platformy Obywatelskiej. Jednak ta strategia prywatyzacji nie zatrzyma.

Przez długi czas lokalne władze miały nadzieję, że rząd zamiast sprzedaży zdecyduje o usamorządowieniu spółki kojarzonej przede wszystkim z kolejką linową na Kasprowy. Opozycja chciała nawet środki z Funduszu Kolejowego wykorzystać na zakup PKL od Grupy PKP, a następnie przekazać nieodpłatnie linową spółkę samorządowi województwa małopolskiego. Jednak rząd się nie ugiął i chce na sprzedaży PKL zarobić, a nie przesuwać publiczne pieniądze z jednego miejsca w drugie.

Na razie poparcie Małysza i Kowalczyk okazało się pomocne, bo Polskie Koleje Górskie podhalańskich samorządowców przeszły do drugiego etapu konkursu. Mają jednak pięciu silnych konkurentów, więc wynik walki o PKL jest trudny do przewidzenia. Zakopane i sąsiednie gminy mogą cieszyć się z darmowej reklamy zapewnianej przez dwójkę najlepszych zawodników w sportach zimowych, jednak ciągle nie wiadomo, jak znajdą pieniądze na zakup kolejek. Przekonywali, że rozmawiają z inwestorami finansowymi, ale żaden z nich nie wszedł do konsorcjum. Burmistrz Zakopanego zapowiadał nawet emisję obligacji, które mieliby kupować w czynie patriotycznym mieszkańcy kurortu. Teraz spółka o pieniądzach nie chce rozmawiać, bo boi się PKP. Kolejarze zakazali wszystkim zainteresowanym kupnem PKL ujawniania szczegółów. – Deklarowaliśmy, że nasza oferta będzie wiarygodna i atrakcyjna. Zakwalifikowaliśmy się do kolejnego etapu, to chyba najlepsze potwierdzenie tych deklaracji – mówi Łukasz Chmielowski, prezes Polskich Kolei Górskich.

Kłopot samorządowców polega na tym, że ich konkurenci pieniądze z pewnością mają, i to niemałe. Jednym z faworytów jest Grupa Inwestycyjna Bachleda, skupiająca znaną nie tylko na Podhalu rodzinę, z której wywodzi się były burmistrz Zakopanego i działacz AWS, Adam Bachleda-Curuś. Grupa ma centra handlowe, nieruchomości w całej Polsce, wyciąg narciarski w Zakopanem, a w zeszłym roku przejęła słynny hotel Kasprowy.

W publicznych rękach

Jednak najpoważniejszym kandydatem do zakupu PKL wydają się teraz Lasy Państwowe, które chciałyby znaleźć nowe, obok sprzedaży drewna, stabilne źródło przychodów. To ogromna firma, klasyfikowana ostatnio na 22 miejscu listy 500 największych polskich przedsiębiorstw POLITYKI. Lasy o pieniądze martwić się nie muszą, bo co roku przynoszą duże zyski. Tylko w 2011 r. zarobiły na czysto ponad 800 mln zł. Wybór Lasów mógłby okazać się dla rządu wygodnym rozwiązaniem. Z jednej strony znalazłby partnera, który jest skłonny dużo zapłacić i nie musi mozolnie zbierać pieniędzy, jak podhalańscy samorządowcy. Równocześnie choć trochę mógłby uspokoić górali, przekonując, że PKL pozostają w publicznych rękach, bo Lasy Państwowe nie są przewidziane do prywatyzacji.

Wybierając LP na inwestora, udałoby się też zmniejszyć obawy ekologów, którzy przepowiadają katastrofę w Tatrzańskim Parku Narodowym, jeśli nowy właściciel spróbuje wycisnąć z kolejki linowej jak najwięcej pieniędzy. Wreszcie Lasy byłyby do przyjęcia przez koalicyjny PSL, niechętny prywatyzacji kolejek.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną