Słodko – gorzkie dane o PKB

Jedziemy na eksporcie
Polska gospodarka wciąż na plusie, a spowolnienie raczej nie zamieni się w recesję. Niestety, wysiadł podstawowy silnik napędzający wzrost PKB, czyli nasze zakupy.

Pesymiści przewidywali, że w ostatnim kwartale poprzedniego roku nasza gospodarka wpadła w poważne tarapaty. Na szczęście szacunek podany przez Główny Urząd Statystyczny jest nieco lepszy od prognoz. Przez ostatnie trzy miesiące 2012 r. polski PKB wzrósł o 0,2 proc. w porównaniu do poprzedniego kwartału i o 1,1 proc. w stosunku do okresu rok wcześniej. Są to oczywiście dane bardzo słabe, najgorsze od początku 2009 r., ale wśród ekonomistów dominuje jednak poczucie ulgi, a nie rozczarowania. Dlaczego?

Wielu obawiało się, na podstawie różnych innych liczb publikowanych wcześniej, że polska gospodarka w IV kwartale skurczyła się, a w tej chwili jest może nawet w lekkiej recesji. Byłaby to sytuacja, jakiej udawało nam się uniknąć przez ponad dwadzieścia lat, czyli po przezwyciężeniu tąpnięcia na początku lat 90. Wszystko jednak wskazuje na to, że tak jak cztery lata temu, pozostaniemy na zielono, czyli na plusie. O wyspie tym razem nie można mówić, chociaż niewiele krajów Unii Europejskiej jest w tej chwili w lepszej kondycji niż my. Wyraźnie szybciej rozwijają się tylko Litwa, Łotwa i Estonia, ale one odreagowują po drastycznej recesji ostatnich lat.

Wolny, ale jednak ciągły rozwój zawdzięczamy przede wszystkim polskim eksporterom, którzy okazali się znów bardzo dobrze przygotowani na europejski kryzys. Pomaga im niezbyt silny złoty, ale sukces zawdzięczają przede wszystkim umiejętności produkowania taniej od konkurentów, ale równocześnie utrzymywania dobrej jakości swoich wyrobów. Eksport chroni nas przed recesją, jednak nie wystarcza, aby rozwijać się w przyzwoitym tempie. Do tego potrzebny jest powrót Polaków do sklepów.

To właśnie ogromny spadek konsumpcji spowodował znaczne spowolnienie polskiej gospodarki. Przypomnijmy, że ubiegły rok zaczynaliśmy z tempem wzrostu powyżej 4 proc. PKB, a kończymy go z wynikiem o trzy punkty procentowe gorszym. Niestety, w 2012 r. po raz pierwszy od transformacji nastąpił realny spadek płac, czyli rosły one wolniej niż inflacja. Polacy natychmiast odczuli, że pogorszyła się ich siła nabywcza. A gdy zaczęło rosnąć bezrobocie, postanowili pieniądze oszczędzać zamiast je wydawać. Jeśli nie zmienią swojego podejścia, ten rok będzie okresem tylko minimalnego wzrostu.

Dane o PKB są bardzo uspokajające dla międzynarodowych opinii o naszej gospodarce. Po raz kolejny udało nam się udowodnić, że Polska jest jednym z najbardziej odpornych na kryzys krajów Unii Europejskiej. Niedawno jedna z najważniejszych agencji ratingowych, Fitch, poprawiła tzw. perspektywę dla Polski, co w przyszłości może zaowocować podniesieniem oceny naszej wiarygodności kredytowej. Ministerstwo Finansów chwali się, że właśnie polski rating podniosła japońska agencja o nazwie Japan Credit Rating Agency, ale jej opinia nie ma zbyt dużego wpływu na rynek. Niestety, żadne ratingi nie zlikwidują największego w tej chwili problemu Polski. A jest nim rosnące bezrobocie, bo nasza gospodarka przy jednoprocentowym wzroście nie jest w stanie utrzymać dotychczasowej liczby miejsc pracy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną