Kto nam wypłaci emerytury?

Jesień pod uschniętą palmą
Ponad głowami przyszłych emerytów toczy się walka o ich pieniądze. Na wypłatach z II filara zarabiać chce zarówno państwowy ZUS, jak i prywatne towarzystwa. Nie zarobią tylko sami emeryci. Dla nich każdy wariant jest głodowy.
Warszawa, happening „Tak wyglądają emerytury pod palmami”.
Leszek Szymański/PAP

Warszawa, happening „Tak wyglądają emerytury pod palmami”.

Zanim dojdzie do wypłaty emerytury, z naszych małych oszczędności zrobią się jeszcze mniejsze. Nie będzie czego wypłacać.
Christian Bieri/PantherMedia

Zanim dojdzie do wypłaty emerytury, z naszych małych oszczędności zrobią się jeszcze mniejsze. Nie będzie czego wypłacać.

Pierwsze emerytury z Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) miały być wypłacone w 2010 r., gdy pracę w wieku 60 lat kończyły najstarsze roczniki kobiet objęte reformą z 1999 r. To one powiedziały nowemu systemowi: sprawdzam. I marnie na tym wyszły. Okazało się, że po 10 latach „pomnażania” przez OFE ich oszczędności (a było to wtedy aż 7,2 proc. składki emerytalnej) kapitałowa część emerytury będzie wynosić zaledwie kilkadziesiąt złotych. Zamiast obiecywanych wakacji pod palmami, pojawiło się niby proste pytanie: jak, a raczej: za co żyć?

Wysokości kapitałowej części świadczeń wystraszyli się także politycy i szybko otworzyli furtkę umożliwiającą kobietom powrót do ZUS. Państwowy ubezpieczyciel obliczał im emeryturę w taki sposób, jakby nigdy członkiniami OFE nie były i całą swoją składkę zostawiały w ZUS. Gdyby nie podjęły złej dla nich, jak się okazało, decyzji, te same pieniądze, księgowane tylko na indywidualnym koncie w ZUS, dawałyby im wyższe świadczenie.

Dobre państwo uchwaliło więc prawo, które działało wstecz. Dzięki temu byłe członkinie OFE dostają więcej, niż pozwalał na to stan ich oszczędności w OFE. Różnicę dopłacamy z podatków. Cieszyć się mogą tylko towarzystwa emerytalne. Przez te 10 lat nieźle zarobiły na opłatach, których nikt im przecież nie odbierze.

Przy pierwszych wypłatach z OFE ekonomiści tłumaczyli, że powody tak żałosnej wielkości świadczenia są dwa. Pierwszy to zbyt krótki okres oszczędzania. Efektywności rynku kapitałowego nie można oceniać po dekadzie. Żeby odczuć efekty pomnażania, powinniśmy zbierać w II filarze o wiele dłużej. Ostatnie symulacje Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych zakładają, że co najmniej 40 lat.

Drugi powód to światowy kryzys. Przy spadku cen akcji wartość naszych oszczędności skurczyła się wtedy znacznie. Ale – jak wynika z entuzjastycznych zapewnień towarzystw – w 2012 r. ich wyniki inwestycyjne były imponujące.

Mimo to kolejne tysiące kobiet, kończąc pracę, wycofują się z decyzji podjętej w 1999 r. W tym – jak nieoficjalnie można się dowiedzieć w ZUS – twórczyni zasad reformy emerytalnej, a potem główna propagatorka zalet OFE. Ona także wyliczyła, że na OFE dobrze nie wyszła, i poprosiła o emeryturę tak, jakby nigdy do funduszu nie należała. Chociaż rocznie kończy aktywność zawodową około 200 tys. osób, z czego połowa to kobiety (nie wszystkie, oczywiście, były w OFE), obecnie zaledwie 2,9 tys. osób pobiera emeryturę dwuczęściową, czyli z I filara (ZUS) i OFE. Przeciętna wielkość części kapitałowej wynosi raptem 82 zł miesięcznie. Jak na 14 lat pomnażania to niewiele.

Moment rozczarowania przychodzi późno, dopiero w chwili przejścia na emeryturę. Wcześniej można wprawdzie zorientować się w stanie emerytalnego konta, ale ani OFE, ani ZUS nie wykonają dodatkowej pracy i nie policzą hipotetycznej wielkości świadczenia z każdego filara. Osoby młodsze nie mają więc pojęcia, co je czeka. Połowa z 16 mln członków OFE przez całe 14 lat nigdy nie zainteresowała się nawet stanem swojego konta! Obie strony, czyli z jednej politycy, z drugiej przedstawiciele rynku finansowego, manipulują naszymi emocjami, a jednocześnie nie dostarczają rzetelnej wiedzy, jaką starość nam gotują. Pewnie dlatego, że będzie ona głodowa.

Wyciskanie emeryta

Obecnie stan przeciętnych oszczędności członka OFE wynosi około 30 tys. zł. Ale ogólna suma składek, którymi zarządzają fundusze, robi wrażenie. Przez te 14 lat uzbieraliśmy w OFE już ponad 270 mld zł. To ogromne pieniądze, większe niż ZUS potrzebuje na roczną wypłatę świadczeń dla obecnej armii emerytów i rencistów (emerytów ze wszystkich systemów, łącznie z rolnikami, jest już ok. 9,5 mln). Taka informacja nie daje spać politykom, zwłaszcza wicepremierowi Jackowi Rostowskiemu. Gdyby jakimś cudem zyskał dostęp do tego worka z pieniędzmi, rozwiązałby – niestety, tylko pozornie – problem z deficytem budżetu. Ten cud jest możliwy, można nawet powiedzieć, że na wyciągnięcie ręki. Ciągle bowiem nie stworzono systemu wypłat emerytur z OFE. Od kilku lat tkwimy w stanie prowizorki. Brakuje ostatniego ogniwa zamykającego reformę, czyli zakładów emerytalnych.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną