Rynek

GUS w gorsecie

Czy GUS jest jeszcze Polakom potrzebny

Budynek Głównego Urzędu Statystycznego, Warszawa. Budynek Głównego Urzędu Statystycznego, Warszawa. masti / Wikipedia
Główny Urząd Statystyczny ma monopol na publiczną statystykę, a badania kosztują setki milionów. Wyniki zaś ogłasza często z takim opóźnieniem, że pojawił się żart, aby GUS włączyć do Instytutu Pamięci Narodowej.
GUS jest najstarszym polskim urzędem. Powołany 13 lipca 1918 r. jeszcze przez Radę Regencyjną Królestwa Polskiego, kontynuował działalność w odrodzonej Polsce.Piotr Socha/Polityka GUS jest najstarszym polskim urzędem. Powołany 13 lipca 1918 r. jeszcze przez Radę Regencyjną Królestwa Polskiego, kontynuował działalność w odrodzonej Polsce.

[Polemika GUS i odpowiedź Autora na końcu artykułu]

Zanim pod czyimś honorowym patronatem rozpoczną się obchody 95-lecia GUS, warto się przyjrzeć temu urzędowi, krytykowanemu dziś przez różne środowiska. A jest za co krytykować. W ub.r. nie wydrukowano ok. 90 publikacji z planu wydawniczego GUS i Wojewódzkich Urzędów Statystycznych, w tym 74 z serii „Narodowy Spis Powszechny”. GUS, dysponując informatycznymi narzędziami, wyniki ostatniego spisu liczy i publikuje mniej więcej w takim tempie, jak podczas pierwszego spisu – 92 lata temu. Opóźnienia mają być nadrobione do połowy br. Ale wątpliwości budzi rzetelność niektórych już opublikowanych danych, jak choćby liczba obywateli narodowości niemieckiej, która po kolejnych „doszacowaniach” przez GUS urosła ze 108 tys. do 148 tys. osób.

Dużo krytycznych uwag o ograniczaniu dostępu do danych usłyszeć można od naukowców, przedstawicieli organizacji pozarządowych i samorządowców. Domagają się oni, by zasoby statystyczne znalazły się w tzw. domenie publicznej – powstały przecież za pieniądze publiczne i powinny służyć wszystkim. Wątpliwości budzi też przydatność wielu pracowicie zbieranych i gromadzonych informacji. Czy GUS co roku musi wydawać np. Rocznik Gospodarki Morskiej, skoro dziś w tej gałęzi gospodarki jest zatrudnionych ledwie 63 tys. osób (0,6 proc. ogółu pracujących)?

Odkrywcze propozycje

GUS podlega premierowi. Budżet urzędu bada NIK, natomiast prezes GUS nie ma ustawowego obowiązku składania publicznego sprawozdania z merytorycznej działalności – podobnego do tych, które składają (Sejmowi czy premierowi) i udostępniają obywatelom w Internecie m.in.: prokurator generalny, prezesi trybunałów, prezes IPN, przewodniczący KRRiT, rzecznik praw obywatelskich, szef CBA. Dla wielu urzędów w Polsce to już standard w publicznej działalności – w przypadku GUS jeszcze nie. Brak sprawozdania rodzi pytania o zasadność wydatków urzędu statystycznego (już ok. 390 mln zł w br. plus dodatkowe kilkaset milionów, rozłożone na parę lat na spis powszechny i rolny) i o zadania wykonywane przez ok. 6250 podwładnych prezesa GUS i dyrektorów WUS. Zwłaszcza że istnieje jeszcze dodatkowa armia urzędników w NBP i w ministerstwach od tzw. statystyki resortowej: podatkowej, oświatowej, medycznej, pracy, wymiaru sprawiedliwości. Budżet łoży na nią dodatkowe kilkadziesiąt milionów.

Aby statystycy nie przeszkadzali sobie wzajemnie i nie dublowali pracy, Rada Ministrów uchwala coroczny program badań. Jego projekt, w porozumieniu z Radą Statystyki (organ doradczy premiera), przygotowuje prezes GUS. W ok. 500-stronicowym dokumencie wylicza się proponowane programy badawcze i ich wykonawców, wskazuje źródła danych, określa terminy badań i publikacji wyników oraz ich koszt. Rozsyłany on jest do konsultacji ministrom, marszałkom województw i tzw. partnerom społecznym (ok. 150 podmiotów), z których większość zazwyczaj nic do projektu nie wnosi.

Ale bywają i propozycje odkrywcze. Choćby z urzędu marszałka mazowieckiego Adama Struzika, skąd postulowano, by poza danymi statystycznymi o kłusownictwie zbierać też dane o szkodach „wyrządzanych przez zdziczałe i wałęsające się psy i koty”. Zarobiliby zapewne na tych badaniach leśnicy i myśliwi, w znacznej części sympatycy partii spod znaku zielonej koniczynki. Urzędnicy ministra Michała Boniego, w ramach badania „Wskaźniki społeczeństwa informacyjnego”, chcieliby natomiast poznać liczbę założonych przez nas stron internetowych, blogów oraz kont w serwisach społecznościowych i aukcyjnych. Z pisma MAiC nie wynika, by dostawcy usług internetowych (dysponujący tymi informacjami na co dzień) odmawiali ich udostępnienia. Po co zatem obciążać statystyków tym zadaniem?

Przyjęty program badań na 2013 r. liczy 243 pozycje i kosztować ma 416 mln zł. Podmioty gospodarcze i organizacje, a i obywatele, będą się mogli „spowiadać” statystykom na 471 wzorach formularzy, kwestionariuszy i ankiet. Zebrane informacje zasilą banki danych nie tylko w Polsce. W ub.r. dokonano ok. 1660 przekazów danych z Polski do organizacji międzynarodowych, w tym 1328 do Eurostatu, unijnego urzędu statystycznego.

 

Liczy i publikuje

Nawet gdyby prezes GUS chciał zrezygnować z części prowadzonych badań, wielkiego pola do manewru nie ma. Tkwi w gorsecie ok. 150 unijnych aktów prawnych, zobowiązujących GUS do badań na potrzeby europejskiej statystyki. Starania o wprowadzenie międzynarodowych standardów badań statystycznych i prowadzenie ich w zbliżonych terminach (zwłaszcza spisów powszechnych) mają kilkudziesięcioletnią historię. Statystycy jednak przyznają, że różnice metodologiczne w opracowaniach statystycznych poszczególnych krajów nadal powodują, że zebrane dane nie zawsze są w pełni porównywalne.

Niektóre kraje pewne zjawiska inaczej liczą też na użytek krajowy i międzynarodowy. W Polsce stopę bezrobocia liczy minister pracy na podstawie danych o zarejestrowanych bezrobotnych w urzędach pracy oraz GUS, inną metodą, badając tzw. ekonomiczną aktywność obywateli, i te dane przekazuje do Eurostatu. Kraje szacując inflację wkładają też do statystycznego koszyka różne produkty i usługi oraz nadają im różne wagi. Dlatego statystycy zalecają, aby korzystając z roczników statystycznych, uważnie czytać wskazówki metodologiczne zapisane pod tabelami.

Polskie prawo nałożyło na GUS także obowiązek prowadzenia różnych klasyfikacji i rejestrów, m.in. podmiotów gospodarczych (REGON) i jednostek podziału terytorialnego (TERYT). GUS liczy też i publikuje co miesiąc, parę razy w roku bądź raz w roku ok. 40 statystycznych wielkości i wskaźników, m.in. o przeciętnym wynagrodzeniu, stopie bezrobocia, inflacji czy szacowanej wartości PKB. Pokazują one kondycję gospodarki, a na podstawie niektórych rewaloryzuje się emerytury, wylicza zasiłki dla bezrobotnych, określa wysokość podatku rolnego, leśnego i ulg w spłatach niektórych kredytów mieszkaniowych.

Wskaźniki służą do opracowywania poważnych analiz i prognoz, a także do podgrzewania nastrojów i demagogii w politycznej walce. Niektóre są historyczną zaszłością, świadectwem partykularnych interesów jakiegoś lobby lub braku lepszego pomysłu u ustawodawcy. GUS m.in. liczy i ogłasza przeciętną średnioroczną cenę detaliczną tony węgla, bo na jej podstawie ustala się ekwiwalent za deputat węgla przysługujący kolejarzom na emeryturze bądź rencie i podaje wielkość przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw (liczonego za cały miniony rok), potrzebny do ustalenia wysokości wynagrodzenia członków Krajowej Rady Akredytacyjnej Szkolnictwa Medycznego.

GUS musi każdy wskaźnik liczyć i ogłaszać do czasu, aż nie zostanie znowelizowana czy zniesiona wprowadzająca go ustawa. – Od dawna postulujemy ich weryfikację, ale nasz wpływ na GUS jest niewielki, z uwagi na jego unijne i ustawowe uwikłania – przyznaje Marek Kłoczko, reprezentujący w Radzie Statystyki Krajową Izbę Gospodarczą. – Jako Izba uważamy, że należy robić więcej badań regionalnych. To samo proponuje Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich, zgłoszony do Rady przez samorządowców. Opowiada, że jeszcze parę lat temu, kiedy był radnym, z danych GUS wiedział, ile w Poznaniu jest krów, a nie mógł się dowiedzieć, ilu ma przedszkolaków, bo zliczano ich na poziomie województwa, a nie gmin. – Musieliśmy stworzyć własne Biuro Analiz Samorządowych, dopiero teraz GUS w większym niż kiedyś stopniu zaspokaja nasze potrzeby.

Góra pieniędzy nęci

Kolejną kadencję członkiem Rady (a w poprzedniej przez trzy lata był jej przewodniczącym) jest Jan Guz, przewodniczący OPZZ. – Mam tu wgląd w statystyczną kuchnię. Widzę, jak liczy się przeciętną płacę czy stopę bezrobocia oraz co i z jakich sklepów wkłada do koszyka, badając wzrost cen. Pilnuję tego, co interesuje ludzi pracy.

Sceptycznie do takiej roli niektórych członków Rady odnosi się socjolog prof. Henryk Domański, reprezentujący w niej środowisko nauk społecznych. Uważa, że dwa miejsca w 18-osobowej Radzie dla naukowców (drugie jest dla przedstawiciela nauk ekonomicznych) to stanowczo za mało. – Przede wszystkim trzeba otworzyć GUS dla potrzeb nauki. Nie może być tak, że ja niezbędne informacje dostanę szybko, bo mnie tam znają, a kolega będzie czekał nie wiadomo, jak długo. Dlatego ważna jest kwestia swobodnego dostępu do danych GUS, oczywiście z poszanowaniem zasad ochrony tajemnicy statystycznej. Nas też obowiązuje tajemnica prowadzonych badań naukowych.

 

Za jawność naszą i waszą – pod tym hasłem działa Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich. Jego prezes Szymon Osowski też uskarża się na GUS. W ub.r. SLLGO skierowało do premiera skargę na prezesa GUS i na dyrektora warszawskiego WUS do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, zarzucając im odmowę udostępniania danych. Stowarzyszenie zaangażowało się we wspieranie mieszkańców sołectw w uzyskaniu środków z funduszy sołeckich. Aby we wniosku wyliczyć ich wysokość, gminy musiały np. podać liczbę swoich mieszkańców, wziętą nie z gminnej ewidencji ludności, a podaną przez prezesa GUS, m.in. na podstawie wyników spisu powszechnego. GUS planował je dać w październiku, a gminy i sołtysi, by sprostać wymogom ustawy o funduszach sołeckich, danych tych potrzebowali dwa–trzy miesiące wcześniej. – GUS zaproponował nawet wątpliwe prawnie rozwiązanie, by wyliczyć tymczasową kwotę funduszu na podstawie danych z poprzedniego roku i urealnić ją po uzyskaniu danych ze spisu – mówi Osowski. – Ale my nie ustąpiliśmy i GUS podał dane o liczbie mieszkańców gmin wcześniej, niż planował. Nie byłoby tego zamieszania, gdyby organizacje pozarządowe mogły sięgać do „surowych” danych GUS.

Prof. Janusz Witkowski, prezes GUS, przekonuje, że urząd nie odmawia udostępniania informacji. W 2012 r. zrealizowano 4096 zamówień na obsługę informacyjną odbiorców krajowych i 586 dla zagranicznych. Za same dane się nie płaci, a jedynie za ich wyszukanie, ewentualną obróbkę i udostępnianie. Pracownicy GUS robią to na podstawie umów zleceń, poza godzinami pracy.

I może tu jest pies pogrzebany. Niebawem Forum Obywatelskiego Rozwoju, fundacja kierowana przez prof. Leszka Balcerowicza, ma opublikować raport o dostępie do danych GUS i jego kosztach. Z zebranych przez FOR informacji wynika, że w latach 2004–11 dochody jednostek statystyki publicznej ogółem, w ramach wpływów z usług, wyniosły 37,5 mln zł. Usługi te obejmowały wykonywanie badań zlecanych z zewnątrz i odpłatne udostępnianie przez GUS bezpłatnie wcześniej uzyskanych informacji od przedsiębiorców rejestrujących się w systemie REGON. – Modelu biznesowego GUS, prowadzącego statystykę publiczną, pozazdrościć mógłby niejeden prywatny przedsiębiorca – uważa Marek Tatała, autor raportu FOR.

Pieniądze za dodatkowe zlecenia podreperowały niejeden domowy budżet słabo opłacanych statystyków z GUS (przeciętna płaca w 2011 r. to 3650 zł). A skoro w tym roku przyjęty program badań statystycznych oszacowano na prawie 420 mln zł, nie można się dziwić, że taka góra pieniędzy nęci prywatne firmy badawcze czy grupy badaczy. Nie ma w tym nic złego, zwłaszcza że już pokazali, że potrafią wykonać sprawnie i za dużo mniejsze środki znakomite raporty (choćby kolejne „Diagnozy społeczne” pod kierunkiem prof. Janusza Czapińskiego i prof. Tomasza Panka).

Być może, po niezbędnych zmianach ustawowych, warto więc na część programu badań statystycznych ogłosić przetargi i sprawdzić, czy nie za dużo kosztuje nas monopol GUS i współpracujących z nim resortów. Urząd być może powinien stać się organizatorem i regulatorem takich badań, dbać o ich metodologię, a nie wszystko liczyć sam. Nie należy też znosić tajemnicy statystycznej, bo to podważyłoby zaufanie do badań ze strony przedsiębiorców i obywateli. Jednak wszystko, co tej tajemnicy nie narusza, powinno trafić do otwartych zasobów.

A gdyby jeszcze wzrósł poziom edukacji statystycznej obywateli, to w głowach by im nie mąciła ani firma badawcza, ani fundacja twierdzące, że w Polsce jest 800 tys. głodnych dzieci, ani polityk wyposażany w rzekomo statystyczne argumenty.

Jak rósł GUS

GUS jest najstarszym polskim urzędem. Powołany 13 lipca 1918 r. jeszcze przez Radę Regencyjną Królestwa Polskiego, kontynuował działalność w odrodzonej Polsce. Przez pierwsze 11 lat kierował nim prof. Józef Buzek, stryjeczny dziadek premiera III RP. To wtedy sejm przyjął ustawę o organizacji statystyki i ukazały się pierwsze Roczniki Statystyczne RP. W 1921 r. przeprowadzono I Powszechny Spis Ludności.

***

POLEMIKA GUS I ODPOWIEDŹ AUTORA

GUS bez gorsetu

Dobrze się stało, że w Międzynarodowym Roku Statystyki POLITYKA („GUS w gorsecie”, POLITYKA 14) podjęła temat Głównego Urzędu Statystycznego i ogólnie statystyki publicznej. W Polsce statystyka nie leży w centrum zainteresowania opinii publicznej. W krajach Zachodu bardziej docenia się wagę informacji ekonomicznej. Pozostaje nam wiele do zrobienia w zakresie edukacji ekonomicznej i statystycznej.

GUS jest służebną wobec państwa i społeczeństwa niezależną merytorycznie instytucją administracji rządowej. Realizuje nałożone nań wymagania ustawowe, spełniając ważną misję informowania społeczeństwa i decydentów głównie o sytuacji gospodarczej i społecznej kraju. Waga poprawnie, szybko i profesjonalnie sporządzanych informacji statystycznych dla funkcjonowania społeczeństwa i państwa jest ogromna. Na oficjalnych danych GUS bazują wszystkie indeksacje, waloryzacje, budżet państwa, plany rozwoju gospodarczego i społecznego kraju i Unii czy przyznawanie środków unijnych.

Problemem GUS nie jest gorset zobowiązań wobec rządu, Eurostatu, międzynarodowych organizacji, prowadzenie rejestrów czy opracowywanie klasyfikacji, co sugeruje Marek Henzler. GUS pracuje nad zmniejszeniem obowiązków statystycznych nakładanych na respondentów. Mogłyby one być mniejsze, gdyby GUS, wzorem krajów skandynawskich i nie tylko, miał lepszy dostęp do tzw. rejestrów administracyjnych. Upraszczając nieco, można byłoby ograniczyć część sprawozdawczości, gdyby GUS mógł bieżąco korzystać np. z jednostkowych danych ZUS czy z baz podatkowych Ministerstwa Finansów.

Gentlemani nie powinni rozmawiać o pieniądzach, jednak oszczędzanie na i tak niedofinansowanej statystyce byłoby nierozsądne. Rachunek ekonomiczny pokazuje, że warto płacić za wiarygodne informacje, których brak lub zła jakość może przynosić państwu poważne straty finansowe. Budżet całej statystyki publicznej, nie tylko GUS, to 415,1 mln złotych w 2013 roku, na GUS przypadło 386,3 mln zł. Pomijając wydatki na spisy (powszechny i rolny), budżet GUS realnie nie zwiększa się z roku na rok, wbrew temu, co pisze „Polityka”. W corocznym Programie Badań Statystycznych rozliczone są finanse wszystkich realizowanych badań, a sprawozdanie finansowe i merytoryczne jest co roku przedstawiane Sejmowej Komisji Finansów Publicznych. Uznano najwyraźniej, że nie ma potrzeby rozpatrywania sprawozdania GUS przed Wysoką Izbą w pełnym składzie.

Problem ze statystyką bierze się między innymi stąd, że zainteresowanie nią szerokiej opinii publicznej i części instytucji państwowych jest sporadyczne, najczęściej nasila się w sytuacjach kryzysowych. Z kolei pełne zaspokojenie często sprzecznych oczekiwań różnych grup i osób zainteresowanych danymi jest niemożliwe, co w oczywisty sposób może przyczyniać się do niezadowolenia użytkowników statystyki. Redaktor Marek Henzler w swoim tekście z jednej strony wyśmiewa absurdalne oczekiwania wobec GUS, a jednocześnie formułuje kolejne, postulując m.in. udostępnianie gminom „surowych danych” przez GUS. Takie dane nie spełniałyby wymogów oficjalnych statystyk i tym samym prezes GUS nie mógłby wywiązać się z ciążących na nim zobowiązań ustawowych.

Kwestia statystyki publicznej i GUS nie jest taka prosta i oczywista, jak pisze to POLITYKA. Określenie „monopol GUS na statystykę publiczną” jest niefortunne. To tak jakby czynić zarzut z tego, że Sejm ma „monopol na kreowanie prawa”, a NBP na „prowadzenie polityki pieniężnej”. Nigdzie w świecie firmom komercyjnym nie powierza się zadań statystyki publicznej. Nie wyklucza to jednak w żadnym wypadku współpracy z ośrodkami naukowymi i podejmowania wspólnych przedsięwzięć badawczych. Przytoczony w artykule przykład, znakomitej zresztą, „Diagnozy społecznej” jest bardzo dobry (choć wniosek chybiony), bowiem w badanie zaangażowano rzesze ankieterów GUS, o pracy których autorzy „Diagnozy” wyrażają się z najwyższym uznaniem.

W świecie spotyka się dwa modele statystyki: scentralizowany i zdecentralizowany. W międzynarodowym środowisku statystycznym panuje jednoznaczna opinia, że model scentralizowany, polegający na tym, że opracowanie metodologii i prowadzenie badań realizuje wyspecjalizowany urząd statystyczny, czyli taki, jaki mamy w Polsce, jest bardziej racjonalny. Przewiduje on oczywiście zaangażowanie specjalistów z innych wyspecjalizowanych resortów, takich jak zdrowie czy praca. Przykładowo, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej sumuje zarejestrowanych bezrobotnych, a GUS wylicza oficjalną stopę bezrobocia.

Niewątpliwą zaletą, a nie wadą, statystyki jest przedstawianie pewnych zjawisk przy zastosowaniu różnych podejść. Umożliwia to bardziej wszechstronne analizy i daje decydentom więcej informacji niezbędnych do podejmowania decyzji. Bezrobocie rejestrowane nie informuje o pracujących w „szarej strefie” ani o niezarejestrowanych bezrobotnych, co czyni międzynarodowa metodologia Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL), stosowana przez GUS od 1992 roku. Podobnie rzecz ma się z inflacją. Jest ona liczona według koncepcji krajowej i europejskiej (przejście z jednej na drugą jest dość proste), a ponadto NBP wylicza dodatkowo inflację bazową.

Tematem rzeką jest zamawianie w GUS informacji rozszerzających dane podawane bezpłatnie (w Internecie bądź w publikacjach). Opłaty za dodatkowe opracowanie i przetwarzanie danych (poza Programem Badań Statystycznych) są przychodem budżetu państwa i źródłem pokrycia kosztów dodatkowego przetwarzania danych. Postulat bezpłatnego przetwarzania danych jest niewykonalny. Apetyt odbiorców statystyk w społeczeństwie, w którym informacja jest cennym towarem, byłby nie do zaspokojenia.

GUS stale monitoruje potrzeby odbiorców statystyki i stara się dostosować do nich swoją działalność wydawniczą. Wszystkie publikacje dostępne są na portalu internetowym GUS, niektóre są dostępne na płytach CD, inne w wersji papierowej lub w obu. Formy publikacji są dostosowywane do potrzeb odbiorców. Przykładem jest przywrócenie papierowej wersji publikacji o cenach producentów w budownictwie na wniosek przedsiębiorców. Dla regionów nadmorskich Polski ukazujący się co roku „Rocznik Gospodarki Morskiej” jest niezwykle istotnym źródłem danych, a z morza – bezpośrednio i pośrednio – utrzymuje się kilka razy więcej ludzi, niż podaje to red. Henzler. Pamiętajmy też, że gospodarka morska to jeden z priorytetów Komisji Europejskiej.

Pewne dane statystyczne publikowane są w krótkim czasie, przygotowanie innych – zgodnie z międzynarodowymi standardami i metodologią – wymaga kolejnych iteracji wraz z dostępem do pełnych danych źródłowych. Podstawowe dane publikowane są już w dwa do trzech tygodni po badanym okresie. W niektórych rzadkich przypadkach GUS podaje kolejne, bardziej dokładne szacunki i nie powinno to być przedmiotem krytyki. Lepsza jest szybka – mniej dokładna informacja, później weryfikowana – niż żadna. W USA kolejne przybliżenia i rewizje danych o PKB i jego elementach niekiedy różnią się nawet o punkty procentowe i nikogo to nie dziwi. Opinia publiczna i eksperci akceptują takie podejście.

Narodowy Spis Powszechny został przeprowadzony nowatorską metodą, po raz pierwszy z szerokim wykorzystaniem źródeł administracyjnych, zmniejszającym obciążenie respondentów. Przeprowadzenie spisu w nowych warunkach organizacyjnych i technologicznych spowodowało wydłużenie opracowania jego wyników, stąd opóźnienia w ich publikacji. Mimo to najważniejsze pierwsze dane zostały ogłoszone w marcu 2012 r. na Kongresie Demograficznym, a raport z wynikami spisu został opublikowany 26 lipca 2012 r. Przywołane w artykule Marka Henzlera wyniki spisu z 1921 r. publikowano 5 do 10 lat po spisie. Terminy publikacji danych tego i pozostałych spisów można łatwo sprawdzić sięgając do zasobów biblioteki statystycznej mieszczącej się w gmachu GUS. Jest to druga największa europejska i trzecia na świecie biblioteka statystyczna pod względem wielkości zbiorów, po Bibliotece ONZ w Nowym Jorku i Bibliotece Głównej Komisji Europejskiej.

Bohdan Wyżnikiewicz

były prezes GUS, doradca prezesa GUS i członek Naukowej Rady Statystycznej

***

Od autora: Doceniam to, iż w sprawie statystyki publicznej i mojego artykułu wypowiada się były prezes GUS, a dziś doradca prezesa. Na wiele kwestii mamy spojrzenie podobne. Niemniej wypada mi odnieść się do uwag pod moim adresem.

Dr Bohdan Wyżnikiewicz koryguje mnie, pisząc: „budżet GUS realnie nie zwiększa się z roku na rok” i w 2013 r. wyniesie 386,3 mln zł. Mogę tylko przytoczyć dane o wykonaniu budżetu GUS: w 2006  r. –  279,5 mln zł, w 2007 r. – 291,8 mln zł, w 2008 r. – 360,7 mln zł, itd. – przy o kilkaset osób wyższym wtedy niż dziś zatrudnieniu.

Nadal uważam, że GUS powinien publikować coroczne sprawozdanie z działalności. Sejmowa kontrola w praktyce jest fikcją. 22 grudnia 2011 r., kiedy sejmowa Komisja Finansów Publicznych opiniowano prawie 400-milionowy budżet GUS na 2012 r., poza posłem sprawozdawcą, głosu nie zabrał żaden inny poseł czy ekspert. A 26 czerwca 2012 r., kiedy GUS rozliczano z wykonania budżetu w 2011 r., na posiedzenie komisji nie raczył przyjść żaden z trzech prezesów GUS, co Urzędowi wytknął przewodniczący komisji poseł prof. Dariusz Rosati.

Dr Wyżnikiewicz napisał, iż postuluję „udostępnianie gminom »surowych danych« przez GUS”. Prostuję, to postulat nie mój, a cytowanego w artykule prezesa organizacji pozarządowej, który mówił o udostępnianiu ich nie gminom, a organizacjom z trzeciego sektora.

Napisałem natomiast, że przy liczeniu wyników spisu, po kolejnych „doszacowaniach” liczba obywateli narodowości niemieckiej urosła ze 108 tys. do 148 tys. Dr Wyżnikiewicz broni GUS i twierdzi, że „lepsza jest szybka – mniej dokładna informacja, później weryfikowana – niż żadna”. Takie podejście do wyników badań trudno jest pogodzić z art. 3 ustawy o statystyce publicznej, który mówi, że ta ma zapewnić „rzetelne, obiektywne i systematyczne informowanie” obywateli i władz. Korekta jakiegokolwiek wyniku spisu po kilku miesiącach aż o 37 proc. budzić będzie wątpliwości, zwłaszcza gdy dotyczy tak wrażliwej społecznie sprawy, jaką jest liczba obywateli tej czy innej narodowości.

Trudno mi podzielić zachwyt nad „nowatorską metodą” jaką przeprowadzano ostatni spis, skoro to, jak przyznaje dr Wyżnikiewicz, „spowodowało wydłużenie opracowania jego wyników, stąd opóźnienia w ich publikacji”. Ostatni tom wyników spisu z 1921 r. publikowano w 1932 r., tyle że w latach 20-tych XX w. GUS zatrudniał średnio ok. 400 stałych pracowników, a dziś prezes GUS ma 6,3 tys. podwładnych i do tego komputery. I czy można uznać za sukces podanie przez GUS w marcu 2012 r. pierwszych danych z ostatniego spisu (po 9 miesiącach od jego zakończenia), skoro „Tymczasowe rezultaty spisu ludności” z 1921 r. opublikowano po niecałych trzech miesiącach od dnia spisu. Zakres danych był inny niż tych z 2012 r., ale tempo liczenia imponuje. Sprawozdania przekazywano nie siecią komputerową, a drogą telegraficzną.

Marek Henzler

Polityka 14.2013 (2902) z dnia 02.04.2013; Rynek; s. 39
Oryginalny tytuł tekstu: "GUS w gorsecie"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ludzie i style

Mury Granady. Co zachwyca w Andaluzji

Gdy w Polsce zimno i plucha, tylko niespełna trzy godziny lotu dzielą nas od Andaluzji, gdzie cieszyć możemy się promieniami słońca i niezwykłymi zabytkami.

Paweł Moskalewicz
10.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną