Rynek

Pieniądz w pliku

Bitcoin – waluta internetowa na kryzys

Bitcoiny może kupić każdy, anonimowo i bez potrzeby wypełniania jakichkolwiek formularzy. Bitcoiny może kupić każdy, anonimowo i bez potrzeby wypełniania jakichkolwiek formularzy. Jakub Krechowicz / PantherMedia
Internet rodzi cuda i potworki. Do której grupy należy wirtualna waluta bitcoin? Ma być alternatywą dla tradycyjnych pieniędzy i bronić nas przed inflacją. Najpierw jednak musi zdobyć wiarygodność.
Projekt utworzenia bitcoinów powstał na początku obecnego kryzysu finansowego, a kolejne zawirowania tylko przysparzają mu zwolenników.AN Projekt utworzenia bitcoinów powstał na początku obecnego kryzysu finansowego, a kolejne zawirowania tylko przysparzają mu zwolenników.

Artykuł w wersji audio

Zanim Mitt Romney przegrał ostatnie wybory prezydenckie w USA, wielokrotnie musiał tłumaczyć, dlaczego płaci niskie podatki, chociaż jest nieprzyzwoicie bogaty. Podejrzewano go o wykorzystywanie luk w prawie, ale kandydat republikanów odmawiał ujawnienia podatkowych zeznań. We wrześniu anonimowy internauta groził, że wszyscy Amerykanie poznają podatkowe formularze Romneya i jego żony, jeśli polityk nie zapłaci mu miliona dolarów. Okup miał zostać przelany za pomocą tzw. bitcoinów. Wkrótce potem w stanie Tennessee aresztowany został niejaki Michael Brown, podejrzany o szantażowanie republikańskiego polityka. Brown do winy się nie przyznał, a do internautów apelował o pieniądze na obronę dobrego imienia. Nie precyzował, w jakiej walucie.

Bitcoin ma na razie krótką i burzliwą historię, a wykorzystanie go do politycznego szantażu przyniosło mu jeszcze większy rozgłos. Istnieje zaledwie cztery lata, wyłącznie w przestrzeni wirtualnej. Nie ma też, jak na razie, znanych planów emisji monet i banknotów.

Pieniądz przyszłości

Projekt utworzenia bitcoinów powstał na początku obecnego kryzysu finansowego, a kolejne zawirowania tylko przysparzają mu zwolenników. Chaos na Cyprze też mocno zwiększył zainteresowanie bitcoinami, zwłaszcza na południu Europy, gdzie ludzie coraz mniej ufają tradycyjnym bankom i szukają lepszych sposobów przechowywania oszczędności. Chociaż jest tylko wirtualnym zapisem ciągu znaków, to na całym świecie przybywa osób, które właśnie w nim widzą pieniądz przyszłości, wolny od części wad tradycyjnych walut.

Sam pomysł na bitcoiny wziął się z nieufności wobec rządów i banków centralnych. W kryzysie zwiększyły one przecież emisję narodowych walut, żeby ratować gospodarki przed kompletnym upadkiem. W ten sposób jednak rośnie ryzyko inflacji, jeśli w odpowiednim momencie nadmiar pieniędzy nie zostanie odessany. Wielu ekonomistów przekonuje, że zadłużenie krajów europejskich i Stanów Zjednoczonych jest niemożliwe do spłacenia normalnymi metodami. Zatem, nawet jeśli państwa nie zbankrutują, to dopuszczą wyższą inflację, aby w ten sposób szybciej pozbyć się góry długów. Główną ofiarą tego rodzaju operacji będą oczywiście właściciele oszczędności. Tymczasem bitcoin od tych wad ma być wolny.

Nie stoi za nim żaden rząd ani bank centralny. Bitcoin jest pieniądzem, którego tempo emisji reguluje konkretny algorytm. Wiadomo z góry, jaka ilość wirtualnych monet jest wprowadzana każdego dnia do obiegu i kiedy liczba bitcoinów osiągnie docelowy poziom. Nikt nie może zatem dokonać manipulacji, nikt nie ma prawa dowolnie zmienić tempa emisji.

Bitcoin powstał w wirtualnej przestrzeni i teraz ma funkcjonować bez nadzoru jakiejkolwiek organizacji, która miałaby nad nim władzę. Nie wiadomo też, kto jest ojcem tego nowego pieniądza. Algorytm napisał Satoshi Nakamoto, ale to tylko pseudonim twórcy (a może nawet twórców, bo nie brak spekulacji, że dość skomplikowany projekt jest owocem prac tajemniczego zespołu). Początki bitcoina giną zatem w zakamarkach sieci, a sam Satoshi Nakamoto przestał pisać na forach internetowych. Tłumaczy, że teraz ma inne zajęcia. Istnieje co prawda Fundacja Bitcoina, zajmująca się promocją tej waluty, ale sama nie ma wpływu na emisję.

 

Bitcoin nie tylko nie ma banku centralnego czy zarządu, ale nawet głównego serwera. To też ma gwarantować maksymalną niezależność systemu i zwiększyć bezpieczeństwo posiadaczy nietypowych pieniędzy. – Sieć bitcoina opiera się na tysiącach rozsianych po całym świecie prywatnych komputerów. Każdy może się przyłączyć, udostępniając moc obliczeniową swojego peceta dla potrzeb systemu – mówi Andrzej Bruell, redaktor serwisu Bitcoin.pl. Sieć jest niezbędna do funkcjonowania waluty, bo to właśnie ona obsługuje wszystkie przelewy. Wyłącznie w sieci następuje też wirtualna emisja kolejnych monet. Mniej więcej co dziesięć minut przybywa 25 kolejnych bitcoinów. Do kogo trafiają?

Szanse na to mają posiadacze najmocniejszych komputerów będących w sieci bitcoina. To nagroda za ich udostępnienie dla potrzeb systemu. – Z czasem emisja będzie coraz mniejsza, a od 2033 r. stanie się śladowa. Wówczas w obiegu znajdzie się prawie 21 mln bitcoinów. Natomiast posiadacze komputerów będących w sieci bitcoin mają wówczas zarabiać na prowizjach od wykonywanych transakcji, których będzie zapewne znacznie więcej niż teraz – wyjaśnia Andrzej Bruell.

Użyteczne narzędzie

Bitcoiny może kupić każdy, anonimowo i bez potrzeby wypełniania jakichkolwiek formularzy. Istnieje wiele giełd internetowych, na których handluje się bitcoinami, wymieniając je na dolary, euro, a nawet bezpośrednio na złotówki. Na początku swojego istnienia jeden bitcoin kosztował zaledwie kilka amerykańskich centów. W ciągu czterech lat zaliczył już okresy hossy i bessy, a w 2011 r. wydawało się, że nastąpił koniec spekulacyjnej bańki. Od tego czasu jednak wartość bitcoina znów rośnie, a ostatnie tygodnie przypominają prawdziwą gorączkę złota.

Kryzys cypryjski spowodował wzrost kursu do 100 dol. za jednego bitcoina. Teraz jest to już ok. 130 dol. Trudno powiedzieć, co będzie dalej, bo na razie to waluta mocno spekulacyjna, dla wąskiego grona pasjonatów. Łącznie w obiegu znajduje się w tej chwili ok. 11 mln bitcoinów. Jednak miesięczny obrót na całym świecie bitcoinami wart jest zaledwie równowartość ok. 10 mln dol. Skąd te dysproporcje?

Większość posiadaczy bitcoinów traktuje je na razie jako rodzaj inwestycji, bo mają nadzieję, że bitcoin nadal będzie zyskiwał na wartości. Do płacenia za produkty i usługi nadaje się mniej, wykorzystuje się go głównie w Stanach Zjednoczonych. Tam coraz więcej sklepów internetowych akceptuje ten internetowy pieniądz, chociaż dotąd na ten krok nie zdecydowali się giganci handlu z Amazonem na czele. W Polsce bitcoiny można wykorzystać zaledwie w kilku miejscach, jak np. internetowy sklep z poduszkami czy jedna z fundacji, akceptująca darowizny przesyłane w bitcoinach.

Kto zatem chce aktywnie korzystać z bitcoinów, temu pozostają głównie sieciowe przelewy. Bitcoin znakomicie nadaje się do przesyłania pieniędzy za granicę, zwłaszcza do odległych krajów. – Prowizje są bardzo niskie i ustalane dowolnie przez zlecającego przelew. Zazwyczaj wynoszą równowartość kilkunastu groszy, ale można w ogóle ich nie płacić. Wtedy bitcoinowy przelew będzie szedł nieco dłużej – mówi Piotr Włodarek, właściciel serwisu Bitfon.pl, dzięki któremu można doładować polską komórkę tą wirtualną walutą. Większość przelewów zostaje zatwierdzona w ciągu kilkunastu minut. – Co więcej, system bitcoina jest tak skonstruowany, że pamięta każdą wykonaną transakcję. Dzięki temu nie da się raz wydanych bitcoinów nielegalnie sprzedać ponownie – dodaje Piotr Włodarek.

Bitcoinowe przelewy mogą być anonimowe. Wystarczy znać tzw. klucz publiczny adresata, czyli ciąg trzydziestu kilku znaków. Nie potrzeba imienia, nazwiska, numeru konta ani nazwy banku. Bitcoin może okazać się użytecznym narzędziem, zwłaszcza w biednych krajach, gdzie tradycyjne systemy bankowe są słabo rozwinięte, a prowizje bardzo wysokie. Tymczasem dla bitcoina nie ma znaczenia, czy pieniądze są wysyłane z Polski do Niemiec, czy też na Haiti albo na Madagaskar. Bitcoin pozwala również ominąć międzynarodowe sankcje i dokonać przelewu na przykład do Iranu, który został odcięty od tradycyjnego systemu bankowego. Kto jednak chce wysyłać pieniądze w ten sposób, musi się najpierw dobrze zastanowić. Transakcje bitcoinami są nieodwracalne i po zleceniu nie można ich anulować.

 

Anonimowość to zarówno siła, jak i potencjalna słabość systemu. Już teraz niektórzy politycy amerykańscy uważają go za narzędzie idealne do prania brudnych pieniędzy i handlowania nielegalnymi przedmiotami. Do używania bitcoinów przy przesyłaniu darowizn zachęca słynny portal Wikileaks. Z bitcoinów korzystają niektórzy sprzedający i kupujący narkotyki przez Internet. Mają nadzieję, że w ten sposób trudniej będzie ich namierzyć. Także internetowy hazard coraz chętniej posługuje się tą walutą. Zwolennicy bitcoinów utrzymują, że nielegalne zastosowania to margines obrotu. Z kolei ich przeciwnicy tego właśnie argumentu będą używać przy ewentualnej rozprawie z niemożliwym do kontroli pieniądzem.

Druga młodość

Na razie żaden kraj nie zdecydował się zakazać bitcoina, ale też nikt go oficjalnie nie uznał. Niedawno Amerykanie stwierdzili, że trzeba nadzorować giełdy wymiany bitcoinów na dolary, tak jak wszystkie inne miejsca handlowania papierami wartościowymi w sieci. Jednak posiadacze tej waluty nie zostali objęci żadnymi specjalnymi regulacjami. Jeśli bitcoin będzie nadal zyskiwał na popularności, na pewno więcej państw się nim zainteresuje. Choćby po to, żeby sprawdzić, czy nie jest wykorzystywany do unikania płacenia podatków.

Sam bitcoin skonstruowany został w sposób przejrzysty i bezpieczny. Niestety, musi się on zmierzyć ze światem, który nie jest idealny. Kto kupi bitcoiny, ten staje przed sporym dylematem – gdzie najbezpieczniej je przechowywać? Na razie tradycyjne banki nie prowadzą kont denominowanych w bitcoinach, chociaż we Francji trwają prace nad stworzeniem takiej możliwości. Najprościej bitcoiny trzymać oczywiście na domowym komputerze, ale potrzebne są kopie zapasowe na wypadek jego awarii. Bitcoiny to zapis cyfrowy, którego w wypadku utraty nie da się odzyskać. Powstało wiele stron internetowych oferujących tzw. wirtualne portmonetki, zabezpieczone hasłami, do przechowywania bitcoinów. Niestety, nie wszystkie okazały się wystarczająco bezpieczne.

W kilku przypadkach doszło do włamań hakerów, którzy bitcoiny po prostu ukradli i natychmiast je wymienili na tradycyjne waluty. Niektórzy stracili w ten sposób tysiące dolarów, a właściciele feralnych serwisów bezradnie rozłożyli ręce. W 2011 r. miał miejsce atak na najważniejszą giełdę handlującą bitcoinami. Przez pewien czas była ona zamknięta, kurs bitcoina drastycznie spadł, a koniec nowej waluty wydawał się niemal pewny. Jednak bitcoin te wszystkie przeciwności pokonał i teraz przeżywa drugą młodość.

Nie wiadomo, czy stanie się kiedyś alternatywą dla tradycyjnych walut, czy też będzie zawsze ciekawostką dla wąskiego kręgu miłośników internetowych nowinek. Jeśli jednak świat nie wydobędzie się z kryzysu, a cypryjska historia z utratą części oszczędności zacznie się powtarzać w innych krajach, bitcoin może mieć przed sobą świetlaną przyszłość.

 

Gdzie wymienić złotówki na bitcoiny?

• Bitcurex.com • MtGox.com • Intersango.com

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Inteligencja emocjonalna w życiu zawodowym

Jakie pożytki niesie bycie emocjonalnie inteligentnym pracownikiem i szefem.

Grzegorz Gustaw
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną