O co chodzi w sporze o gaz. Analiza Adama Grzeszaka

Bomba gazowa
Rosjanie podstępnie zdetonowali w Polsce bombę gazową. Ofiarą padli m.in. premier, wicepremier, minister skarbu państwa, szef MSZ. Wszyscy są w szoku i mocno obrażeni.Okazuje się, że nikt ich nie uprzedził, że Gazprom rzuci pomysł budowy gazociągu Jamał II przez Polskę.
George Shuklin/Wikipedia

W przededniu smoleńskiej rocznicy trwa zażarty spór o przyczynę katastrofy: czy był to zamach czy też efekt polskiego bałaganu i bylejakości. Stawiam na bałagan, a upewniają mnie w tym ostatnie wydarzenia związane z gazociągiem Jamał II. Rosyjska deklaracja o powrocie do budowy gazowej rury przez terytorium Polski i podpisanie przez polskiego prezesa EuRoPol Gazu oraz szefa Gazpromu listu intencyjnego w tej sprawie, dostarczają kolejnego dowodu, że nawet w tak wrażliwych kwestiach jak polityka energetyczna i stosunki polsko-rosyjskie, panuje u nas kompletny chaos. Nikt o niczym nie wie,  każdy mówi i robi co mu przyjdzie do głowy.

Nikt nic nie wie

Sytuacja w której premier dowiaduje się o całej sprawie od dziennikarzy, a minister skarbu na pół dnia znika, żeby się czegoś dowiedzieć, wydaje marne świadectwo tajnym i jawnym służbom informacyjnym, które powinny wiedzieć o sprawach, które przecież nie są dziełem konspiratorów. Świadczy też o fatalnym przepływie informacji między resortem skarbu państwa i strategicznymi spółkami.

Z naszych informacji wynika, że wiadomość o przygotowywanym liście intencyjnym wyszła z PGNiG (które jest akcjonariuszem EuRoPol Gazu) do Ministerstwa Skarbu Państwa jeszcze w marcu. Wygląda na to, że ani w PGNiG ani w MSP nikt nie przeczytał tej informacji, bo każdy, kto by to zrobił, zdałby sobie sprawę z jej politycznego znaczenia. Nic nie  dotarło więc do ministra Budzanowskiego ani do premiera. Taka jest przynajmniej wersja oficjalna

Prezes EuRoPol Gazu Mirosław Dobrut przed wylotem do Petersburga gdzie podpisał list intencyjny, spotkał się z ministrem gospodarki Januszem Piechocińskim, ale wicepremier też widać do końca nie zrozumiał o co prezesowi chodzi, bo w ślad za nim poleciał do Petersburga i tam dopytywał się u szefa Gazpromu o szczegóły. Ale już o po podpisaniu porozumienia, którego jak się okazuje podpisywać nie należało. Przy okazji wyszło na jaw, że przedstawiciele Gazpromu od pół roku dobijali się o spotkanie z ministrem gospodarki, ale ani Waldemar Pawlak ani Janusz Piechociński nie mieli dla nich czasu. Ten ostatni tłumaczy, że do spotkania nie doszło, bo Rosjanie wyraźnie nie uprzedzili, że chodzi im o Jamał II. Wydawało się, że chcą tylko ponarzekać na funkcjonowanie prawa unijnego w efekcie którego Jamał I przeszedł pod operacyjną kontrolę polskiego Gaz Systemu. Piechociński nie chce mówić o szczegółach, bo trzeba „prać brudy we własnym rządzie”. Zobaczymy, kto zostanie sprany najbardziej.

W sumie więc mamy dwa problemy. Pierwszy: co zrobić z ofertą Gazpormu w sprawie budowy Jamału II? Pomysł wygląda na bardzo polityczny, bo Rosjanie tak naprawdę dodatkowej rury do Europy nie potrzebują. Przypomnijmy, że niedawno został oddany do użytku potężny gazociąg bałtycki którego zdolności przesyłowe zostaną wkrótce podwojone. Trwają prace przy drugiej wielkiej  magistrali South Stream przez Bałkany. Więc dla kolejnych miliardów metrów gazu miejsca raczej nie ma. Tyle tylko, że Rosjanie wrócili do pomysłu „pieremyczki” czyli rodzaju gazowego bypassu pozwalającego przez terytorium Polski ominąć Ukrainę, z którą wciąż toczą gazowe wojny. To zaś sprawia, że argumenty ekonomiczne nie są tak ważne.

Nie mówmy „nie”

Polska już raz odrzuciła ten pomysł powołując się na solidarność z Ukrainą. Zapewne teraz też tak zrobimy, bo już pojawiły się podejrzenia, że Rosjanie chcą w ten sposób zablokować wydobycie gazu z polskich łupków i storpedować budowę Gazoportu. Rosyjskiego gazu nie potrzebujemy, gazociągi budujemy sobie sami – zadeklarował minister Mikołaj Budzanowski. Argument nie jest do końca trafiony, bo rura to jedno, a kupowanie gazu drugie. Dziś kupujemy 60 proc. gazu od Gazpromu, ale jedynie niewielka jego cześć trafia do nas za pośrednictwem Jamału I. Od kiedy weszła w życie unijna III Dyrektywa gazowa, korzystamy z tej rury dzięki opłatom za tranzyt, a także dzięki tzw. wirtualnemu rewersowi: gaz kupujemy od zachodnich kontrahentów, a fizycznie odbieramy go z jamalskiej rury. Po prostu gazowi kontrahenci mają ze sobą rozmaite rozliczenia i w efekcie możliwy jest taki handel. Dlatego Jamał II, mógłby stać się dla nas dodatkową infrastrukturą zaopatrzeniową, bez konieczności pogłębiania naszej zależności od rosyjskiego dostawcy.

Nie ma więc co mówić od razu „nie”, bo utrwali to w Europie wrażenie Polski jako rusofoba, który na dodatek nie wie czego chce. Jeszcze niedawno, kiedy Rosjanie budowali gazociąg bałtycki protestowaliśmy przypominając, że zobowiązali się do budowy przez Polskę Jamału II. Teraz nasze „nie” zabrzmi dziwnie, zaś Rosjanie nagłośnią to w UE. Nikt nie będzie analizował, że my i oni inaczej rozumiemy pojęcie Jamału II. Oni chcą wzdłuż wschodniej granicy Polski poprowadzić rurę na Słowację, my przekonujemy, że może to być tylko druga równoległa nitka prowadząca do Niemiec.

To problem pierwszy. Jest i drugi: jak wygląda nadzór państwa nad sektorem gazowym? Dotychczas wydawało się, że żadna branża nie ma takiej opieki ze strony rządu. Gazem zajmują się ministrowie: skarbu państwa, gospodarki, spraw zagranicznych, środowiska. Wszystko znajduje się pod kontrolą państwowych strategicznych spółek, których minister skarbu nie spuszcza oka. Tymczasem okrazuje się, że ta kontrola jest iluzoryczna, że każdy robi co chce. Nagle okazuje się, że prezes EuRoPol Gazu podpisuje dokument, o którym nie wie nawet rada nadzorcza spółki.

Gazowa bomba zdetonowana przez Rosjan najboleśniej rani więc ministra Budzanowskiego, który ma ostatnio fatalną passę. Sypie się budowa Gazoportu, narastają opóźnienia, a moment kiedy przypłynie pierwszy statek z gazem jest coraz bliżej. Z gazem łupkowym też krucho. Odwiertów niewiele, a co gorsza okazuje się, że amerykańska technologia słabo sprawdza się w polskich warunkach. Tymczasem premier postawił wyraźne zadanie: ma być gaz z łupków już w 2014 roku. Kolejny problem, który zaskoczył ministra to upadek LOT. Obiecał premierowi, że uratuje bankruta, ale nie wydaje się, by miał dobry pomysł, jak to zrobić. A teraz jeszcze ta niespodzianka z Jamałem II…    

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną