Co się stało z dotacjami dla rolników?

Udajemy Greków
Można pomyśleć, że prawie 80 mln euro kary za złe wykorzystanie funduszy rolnych to pestka w porównaniu z ponad 30 mld euro, które od 2004 r. popłynęły na polską wieś.
Flickr CC by 2.0

Nawet jeśli uwzględnimy jeszcze 34,4 mln euro, które w lutym tego roku Bruksela odebrała nam za nieprawidłowości w przyznawaniu rent dla rolników. Można też, jak niektórzy politycy Platformy, uważać, że Bruksela na gwałt szuka sposobów zasypania dziury w unijnym budżecie i dlatego nałożyła 230 mln euro kar na 14 krajów członkowskich za złe gospodarowanie pieniędzmi przeznaczonymi na wsparcie gospodarstw niskotowarowych. I pocieszać się, że mała Grecja zapłaci jeszcze więcej, bo 107,6 mln euro. Można rozgłaszać, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości, do którego się odwołamy, na pewno nam tę karę obniży. Bo tego, że błędy były, zakwestionować się jednak nie da.

Albo można jeszcze inaczej. Na przykład zajrzeć do przepisów Wspólnej Polityki Rolnej i przeczytać, w jakim celu Unia z takim uporem wciąż przeznacza prawie 40 proc. budżetu na wsparcie dla rolnictwa. I zapytać, czy Polska, będąc największym beneficjentem tych olbrzymich pieniędzy, cele te realizuje? Jakie korzyści odnosi z nich nasze rolnictwo? Rząd PO-PSL takich pytań sobie nie zadaje, podobnie zresztą jak poprzednicy. Dlatego kara, jaką nałożyła na nas Komisja Europejska, nie jest wprawdzie pierwszą, ale może nie być też ostatnią. Ani najwyższą.

Błędem kolejnych, od 2004 r., ministrów rolnictwa (zarówno z SLD, jak i PiS, a obecnie PSL) przy rozdzielaniu wsparcia dla małych gospodarstw było nie tylko lekceważenie unijnych procedur. Żądane przez Brukselę kilkuletnie biznesplany – jakich nie wymagały polskie władze od polskich rolników starających się o 1250 euro rocznie – nie były tylko przejawem rozdętej biurokracji. Miały z grupy starających się o wsparcie niedochodowych gospodarstw wyłonić te, którym umożliwi ono trwałe osiąganie rentowności. Spośród prawie 2 mln gospodarstw rolnych w naszym kraju zaledwie jedna trzecia produkuje cokolwiek na rynek. Tylko o nich można powiedzieć, że są rolnictwem. Właścicielom kolejnej jednej trzeciej należałoby pomóc znaleźć źródła utrzymania poza rolnictwem, ich gospodarstwa nie są rozwojowe, a ich wspieranie nie ma ekonomicznego sensu. Środki, za których złe wykorzystanie mamy zostać ukarani, miały służyć kolejnej grupie, tej, co to „na dwoje babka wróżyła”. Czyli wyselekcjonowaniu z niej tych gospodarstw, które dzięki wsparciu mają szanse doszlusować do towarowych i poprawić zacofaną strukturę naszego rolnictwa. Tymczasem i te wydane pieniądze okazały się pomocą socjalną, utrwaliły tylko wiejski skansen. Założony cel nie został osiągnięty.

Polscy rolnicy mogą sięgać po unijne pieniądze do kilkudziesięciu różnych kieszeni. W każdej te pieniądze są po coś i na coś, mają pomóc zrealizować jakiś cel. My główkujemy przede wszystkim, jak się do nich dobrać. Jeśli sami nie zadamy sobie pytania „po co?”, w końcu zrobią to za nas unijni audytorzy. A wtedy pieniądze będą musiały popłynąć w drugą stronę.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj