Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

Rząd rozrusza

Gospodarka wspierana przez państwo

Najgorsze mamy za sobą – zakomunikował premier Donald Tusk. Teraz ma być już tylko lepiej.

Przede wszystkim przybędzie pracy, a umowy „śmieciowe” staną się nieco mniej śmieciowe. Poprawę koniunktury odczujemy w naszych domowych portfelach, nie tylko w mitycznych wskaźnikach PKB, z którymi raczej trudno się identyfikować. Premier widzi, że rynek bez pomocy państwa z kryzysem sobie nie radzi. Bez dosypywania publicznych pieniędzy się nie ożywia. Tusk nie jest w tej konstatacji odosobniony, świat też zmienił recepty.

To państwo ma więc poprawić koniunkturę. Doda unijnych pieniędzy na rozgrzebane odcinki autostrad i szlaki kolejowe. Pojawi się na nich więcej wykonawców, robota ruszy żwawiej. W tym roku pojedyncze odcinki mają wreszcie zacząć się ze sobą łączyć. Rozpocznie też kilka kolejnych, wielkich budów kapitalizmu – takich jak rozbudowa elektrowni Opole i Kozienice. Prywatne firmy, które staną się generalnymi wykonawcami tych ogromnych publicznych zamówień, będą potrzebowały mnóstwa podwykonawców. A ci – ludzi do pracy. Bezrobocie powinno więc zacząć maleć.

Rząd wreszcie wyciąga też wnioski z wielkiej klapy poprzednich lat. Z tego, że za miliardy państwowych złotych zdewastowano rynek pracy. Zepchnięto wielu ludzi do szarej strefy, a wiele firm splajtowało. Bo państwo, wybierając wykonawców, np. autostrad, jedynie według kryterium najniższej ceny, nie dostrzegło, że firmy budowlane – aby móc ją oferować – zatrudniały ludzi na czarno. W najlepszym razie – na śmieciówki. Zamiast wykwalifikowanej kadry pracowników na placach budowy pojawiło się pospolite ruszenie. Zawalane były terminy. Niska cena okazywała się fikcją. Teraz ma się to zmienić. Wykonawcy muszą tak kalkulować cenę, żeby się w niej zmieściły co najmniej legalne płace minimalne. Tak, będzie ona wtedy wyższa, ale – realna. To postulat związkowców, ale także pracodawców.

Z „ozusowaniem” śmieciówek sprawa jest już nieco mniej oczywista. Przede wszystkim dla samych zainteresowanych. Do tej pory składki odprowadzano tylko od pierwszej (z tego właśnie powodu najniższej) umowy zlecenia. Kolejne były już bezskładkowe, na indywidualne emerytalne konto pracownika nie wpływało nic. Teraz ma wpływać od każdego zlecenia co najmniej tyle, ile od płacy minimalnej. Jeśli te pieniądze wyłożą pracodawcy (w co wątpię), pracownicy i ZUS będą się tylko cieszyć. Minister Władysław Kosiniak-Kamysz liczy nawet na 650 mln zł rocznie, co wydaje się dość wątpliwe. Jeśli jednak pracodawca odliczy te pieniądze od tego, co do tej pory pracownik dostawał na rękę – jego realne wynagrodzenie się obniży. Niekoniecznie zrekompensuje je radość, że za to więcej uzbiera na emeryturę.

Po kilku latach kryzysu mocno stopniało grono tych, którzy uważają, że gospodarka poradzi sobie bez państwa. Ale wyłonił się problem, czy nasze państwo jest wystarczająco sprawne, żeby poradzić sobie z inwestowaniem? Do tej pory z tym raczej było słabo, ale nie można wykluczyć, że rząd jednak uczy się na własnych błędach.

Polityka 3.2014 (2941) z dnia 14.01.2014; Komentarze; s. 8
Oryginalny tytuł tekstu: "Rząd rozrusza"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną