LOT uratowany, ale sam daleko nie poleci

Lot z pomocą
Komisja Europejska na razie nie doprowadzi do bankructwa naszego narodowego przewoźnika. Jednak jego przyszłość wciąż jest niepewna.
BriYYZ/Flickr CC by SA

Z Brukseli nadeszły pozytywne sygnały – postępowanie w sprawie pomocy publicznej polskiego rządu dla LOT-u jeszcze się co prawda formalnie nie zakończyło, ale należy spodziewać się decyzji pozytywnej dla naszej linii. Oznacza to, że LOT nie musi zwracać 400 mln zł, które dostał od nas wszystkich – podatników – jako zastrzyk umożliwiający przeżycie. Poza tym polska linia wciąż może wystąpić do rządu o drugą transzę pomocy podobnej wielkości. Na razie LOT odkładał ten moment, szczycąc się coraz lepszymi wynikami, ale wkrótce prawdopodobnie będzie musiał jeszcze raz sięgnąć do budżetu państwa. Bo chociaż jego bieżące finanse są rzeczywiście w lepszej kondycji, to lata ogromnych strat wydrenowały spółkę z kapitału i pozbawiły ją finansowego bezpieczeństwa.

Jeśli rzeczywiście decyzja Brukseli będzie korzystna, prezes Sebastian Mikosz zapisze na swoim koncie spory sukces. Bo to on został przez skarb państwa wyznaczony do roli ratownika, chociaż wielu ekspertów wątpiło, czy uda mu się utrzymać LOT przy życiu. Linie lotnicze w naszym regionie Europy w ostatnich latach padały jak muchy. Zarówno znane marki – jak węgierski Malev – jak i podejrzane przedsięwzięcia typu OLT Express zakończyły swój żywot, utrudniając życie tysiącom pasażerów. Inni – jak czeski przewoźnik CSA – przetrwali, ale tylko dzięki sprzedaniu za bezcen zagranicznym inwestorom takim jak Korean Air. LOT postanowił walczyć samodzielnie i wszystko wskazuje na to, że najgorsze dla niego na razie minęło.

Poprawa wyników finansowych naszego przewoźnika to zasługa bardzo wielu czynników, chociaż oczywiście wszystkie one by nie wystarczyły bez państwowej kroplówki. Udało się porozumieć z Boeingiem w sprawie odszkodowań za początkowe kłopoty z Dreamlinerami. Po serii usterek te maszyny sprawują się coraz lepiej i pozwalają dużo oszczędzić na paliwie w porównaniu ze starymi Boeingami 767. Zarząd LOT-u zamknął część najbardziej deficytowych połączeń i skupia się na zyskownych kierunkach.

Część zmian poprawiających kondycję linii na pewno nie wzbudziła entuzjazmu wśród pasażerów, którzy stracili darmowy poczęstunek w klasie ekonomicznej, a miejsce za darmo mogą wybrać dopiero dobę przed odlotem. Lot coraz bardziej pod względem poziomu usług dodatkowych upodabnia się do linii niskokosztowych jak Wizz Air czy Ryanair. Trudno jednak go za to krytykować, bo tak robią dziś wszystkie uznane marki na europejskim niebie z niemiecką Lufthansą na czele. Choć dla klientów to trudne do przyjęcia, nasz narodowy przewoźnik próbuje po prostu, tak jak konkurencja, wyciskać pieniądze od pasażerów wszędzie tam, gdzie to możliwe.

Jednak wszystkie te ważne zmiany, dokonywane przez Sebastiana Mikosza, na dłuższą metę i tak nie wystarczą, jeśli LOT nie znajdzie silnego partnera. Sam jest skazany na z góry przegraną walkę z coraz potężniejszymi rywalami. Pierwszym etapem ratowania było wyprowadzenie przewoźnika na prostą, aby zwiększyć jego wartość i atrakcyjność. Teraz trzeba mu znaleźć solidne zaplecze finansowe, dzięki któremu wykorzysta swoje atuty.

Nie jest to zadanie łatwe, bo wiele linii albo nie chce już powiększać swoich imperiów (Lufthansa), albo szuka desperatów, których można przejąć za bezcen jak Etihad. Jeśli jednak resort skarbu zbytnio ucieszy się uratowaniem LOT-u, może uwierzyć, jak wielu przedtem, że własnymi siłami LOT z kilkoma Dreamlinerami da radę. Byłaby to tragiczna pomyłka, szczególnie, że na kolejną pomoc publiczną w najbliższych latach Bruksela na pewno zgody już nie wyda. Taki manewr można było przeprowadzić jeden jedyny raz. Polski podatnik zasługuje na to, żeby teraz linii uratowanej jego pieniędzmi zapewnić spokojną przyszłość.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną