Rynek

Świńskie stosunki

Rosjanie na zakupach w Polsce

Andriej z Kaliningradu na zakupach w Braniewie. Bez Rosjan żyłoby się tu ciężko. Andriej z Kaliningradu na zakupach w Braniewie. Bez Rosjan żyłoby się tu ciężko. Andrzej Sidor
Wieprzowina jako narzędzie rosyjskiej polityki zagranicznej nie spełniła wszystkich pokładanych w niej nadziei. Można nawet śmiało powiedzieć, że okazała się zwykłą świnią.
Warsztaty samochodowe w Braniewie naprawiają głównie samochody z Rosji.Andrzej Sidor Warsztaty samochodowe w Braniewie naprawiają głównie samochody z Rosji.

Zapadalność polskich świń na choroby jest barometrem stosunków polsko-rosyjskich. Patrząc z tej perspektywy, wychodzi na to, że ostatnio polskie świnie są śmiertelnie chore. Choć jeszcze na początku roku polska świnia była w Rosji pożądana i mile widziana. Co prawda przerobiona na kiełbasę, parówkę albo boczek i nazwana tak, żeby tą swoją polskością za bardzo nie epatować.

Polska wieprzowina stała się jednym z beneficjentów wstąpienia Rosji do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Po najdłuższych w historii organizacji negocjacjach (18 lat) w sierpniu 2012 r. Rosja stała się 156 członkiem WTO. A kilka tygodni później tiry z polską kiełbasą ruszyły na Moskwę. Polska świnia w obszar celny Federacji Rosyjskiej wchodziła niemal tanecznym krokiem ze względu na obniżone cła, niską cenę i ogólnie dobrą jakość. Po długiej przerwie spowodowanej kryzysem z 1998 r. i dwuletnim embargiem z 2005 r., handlowało się dobrze i światowo. – W latach 90. to była męka. Nawet do śniadania trzeba było wypić wiadro wódki. Teraz twarde picie ustąpiło twardym negocjacjom i to po angielsku – wspomina jeden z handlowców.

Krótka rewia świni

Ale widać sukces polskiej świni kłuł w oczy, bo szczęśliwe współżycie polskiej wieprzowiny z rosyjskim klientem trwało zaledwie kilka miodowych miesięcy. Po świetnym 2013 r. i bardzo dobrym styczniu 2014 r. w lutym doszło do separacji, a następnie dramatycznego rozwodu. – Po naszej stronie moce przerobowe rosły tak szybko, że to musiało się tak skończyć – mówi jeden z handlowców w branży mięsnej. Tylko jeden z polskich producentów wysyłał do Rosji 500 ton wędlin miesięcznie i z miesiąca na miesiąc zwiększał eksport o kolejnych 50 ton.

Eksport gotowych produktów z zewnątrz to również eksport bezrobocia. Jak kiełbasę zrobi polski robotnik, to rosyjski tylko ją zje i nic na tym nie zarobi – tłumaczy proste mechanizmy jeden z dużych graczy mięsnych. Rosja potrzebowała więc pretekstu, żeby móc bronić swojego rynku, a jednocześnie nie złamać porozumień z WTO.

Pomogły jej w tym dzikie świnie. Konkretnie dwa dziki zarażone afrykańskim pomorem świń (ASF), znalezione niedaleko granicy z Białorusią. Polscy hodowcy w sprawie zarażonych dzików domagali się nawet interwencji służb specjalnych, twierdząc, że chore zwierzęta podrzucono, bo polskie dziki tendencji do ASF nie wykazywały. Co innego te zza wschodniej granicy. Tam chorowały. Jednym słowem, podłożono nam świnię i tyle.

Rossielchoznadzor (Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego Federacji Rosyjskiej) zadziałał błyskawicznie, dając rosyjskiej dyplomacji kolejne narzędzie do testowania unijnej jedności. Choć cała wieprzowina z UE objęta jest jednym obszarem weterynaryjnym i świnie duńskie solidarnie muszą cierpieć restrykcje z tymi polskimi, to Rosjanie sugerowali, że wcale tak być nie musi. Niech polska świnia kuruje się w Polsce, a w tym czasie do kiełbasy trafi ta zdrowa, duńska. I w Danii przyjęto to ze zrozumieniem. Ale eksport z pominięciem Polski powstrzymała Bruksela. W efekcie rosyjski klient cierpi równie solidarnie, jak europejscy hodowcy, bo polska świnia była tania, wyrazista w smaku i trzymająca balans w proporcji mięsa do tłuszczu.

Polsza z gazetek

Wielka polityka do Uszakowa (obwód kaliningradzki, Federacja Rosyjska) dociera z rzadka i rządzi się własną logiką. Tej uszakowskiej zupełnie nie respektując. I działa na ślepo, bo raz pogłaszcze, innym razem wychłoszcze. 27 lipca 2012 r. pogłaskała, bo uszakowscy tak jak wszyscy inni mieszkańcy obwodu kaliningradzkiego załapali się na mały ruch graniczny i z pominięciem większości formalności mogli jeździć do Polski. A to oznaczało konkretne i wymierne korzyści, jak o połowę tańsze parówki, o 30 proc. tańsze kurczaki, smaczne serki w pysznej cenie. Albo o 20 proc. tańsze części do samochodów. No i jakąś namiastkę Zachodu. A dla tych z żyłką do ryzyka również zarobek na przemycie papierosów. Przebitka prawie trzykrotna, to trudno się dziwić, że chętnych nie brakowało.

 

Dobrze się tym z Uszakowa do Braniewa jeździło. Brał kluczyki, motor odpalał, sorok kilometrów i już mógł ładować koszyk w Lidlu czy Biedronce. Tym bardziej że na rosyjskiej granicy swoich szybciej przepuszczali. Z czasem to i do Warszawy się zapuszczali. Sklepy w obwodzie zaczęły zdychać, bo towar nie ten, a ceny to już w ogóle zgroza. Za to w Braniewie handel kwitł. – Miasto ma 18 tys. mieszkańców, a sklepów tyle co w 60-tys. Ale my pół obwodu jeszcze żywiliśmy, to nikt na brak klienta nie narzekał – mówi Henryk Mroziński, burmistrz Braniewa.

Rosyjski klient szybko rozpoznał rynek i wyspecjalizował się w zakupach z gazetek. – Na najpopularniejszym portalu w obwodzie pojawiła się nawet zakładka Polsza z linkami do gazetek z promocjami w polskich dyskontach – dodaje burmistrz Mroziński. Ci z Braniewa szybko zrozumieli, że we własnym mieście stali się klientem drugiej jakości, bo pod tych z Rosji dostosowano nawet godziny otwarcia sklepów. U nich czas o godzinę do przodu nastawiony, to i w Polsce godzinę wcześniej zaczęli sklepy otwierać. Skarżyli się nawet ludzie, że na co lepsze promocje w Lidlu do Elbląga muszą jeździć, bo w rodzinnym mieście Rusaki, jak nazywają sąsiadów, wszystko im wykupują.

Klient nieawanturujący się

Burmistrz ze spokojem obserwował sytuację, bo zawsze mógł spytać, gdzie paliwo jeden z drugim tankuje, a jakiej marki papierosem się zaciąga? I zaraz spokój miał i zrozumienie. Inwestorów zaczął ściągać, bo okazało się, że trzy Biedronki (jedna w rozbudowie), Lidl i Netto to za mało, żeby zaspokoić apetyty lokalne i zagraniczne. 10 miesięcy temu do peletonu dołączyło Intermarché. – Nie ukrywam, że do Braniewa zwabiła nas bliskość granicy i duża ilość klientów ze Wschodu – mówi Bartłomiej Ulatowski, właściciel sklepu. Trudno, żeby ukrywał, skoro jako pierwszy zaczął drukować gazetki promocyjne po rosyjsku i dystrybuować bezpośrednio w obwodzie kaliningradzkim.

Na fali rewizyt uczyli się ludzie wzajemnych relacji i testowali mentalność. Okazało się, że wbrew obawom klient ze Wschodu jest obyty. Nie kradnie i ogólnie się nie awanturuje. Płaci gotówką, którą niemal w 90 proc. przypadków nosi w małej torebeczce z paskiem na ramię, zwanej powszechnie pedałówką. Jego partnerkę można rozpoznać po fryzurze i obuwiu w klasycznym fasonie oraz wykonaniu. Za to pod sklep podjeżdża z reguły dużo większym i droższym samochodem niż Polak. I zdecydowanie dużo więcej kupuje, co u części kasjerek spotykało się z kąśliwymi uwagami: – Ruski to zawsze nawalili towaru do wózka, jak do kamaza. Rosjanie okazali się też wdzięcznymi klientami, jeśli chodzi o promocje. – Towary w ofertach specjalnych kupowali w ilościach niemalże hurtowych – mówi Monika Krasicka, kierownik sklepu Intermarché. Dziwić powinno, jak klient może je przewieźć do Rosji. Ale tylko tych, którzy nie mieszkają przy granicy.

Jednak towarem strategicznym okazało się mięso. Intermarché zdecydowało się na postawienie przy sklepie własnej masarni. Inwestycja trafiona, bo sklep nie jest gigantyczny, a miesięcznie przerabiał 20 ton mięsa. Rosjanie na polskie wędliny patrzyli nieufnie, bo ich asortyment kształtuje się zupełnie inaczej. Najtańsze, czyli doktorskie wędliny, to odpowiedniki naszych mortadel. Tych lepiej nie jadać. Szczyty jakości i ceny wyznaczają kiełbasy podsuszane na bazie wołowiny. Całkiem smaczne. Polskie kiełbasy wypełniły niszę. Podwawelska i śląska zaczęły podbijać obwód kaliningradzki.

 

A Rosjanki serca lokalnych emerytów. – Nie ma co ukrywać, że nasi emeryci bardzo chętnie szukali żon za wschodnią granicą, bo widocznie miały w sobie coś takiego, czego zabrakło Polkom – mówi burmistrz Mroziński. Co konkretnie, tego burmistrz nie wie, bo ma żonę, dwoje dzieci i jest w wieku produkcyjnym.

I byłaby ta hossa i bratanie trwało jeszcze dłużej, gdyby się znów wielka polityka nie odezwała.

Martwy, a ożył

– Po kwietniowo-majowym załamaniu sprzedaż powoli wraca do normy – wspomina Bartłomiej Ulatowski. Handlowcy szykowali się na żniwa, bo to przecież okres świąteczny. Ale Rosjanie niemal z dnia na dzień przestali się pojawiać w sklepach. 7 kwietnia Federacja Rosyjska wprowadziła embargo na polską wieprzowinę. A na granicy zdziwieni Rosjanie dowiadywali się, że mogą wwieźć z Polski zaledwie pięć kilo produktów spożywczych na osobę. – To nie jest nowy przepis. Obowiązywał wiele miesięcy wcześniej – przypomina Natalia Kadancewa, rzecznik prasowy Urzędu Celnego w Kaliningradzie. Tyle że przepis był martwy i ku ogólnemu zaskoczeniu ożył. Mało tego, jeśli w tych 5 kg znalazł się produkt z zawartością wieprzowiny, to towar był konfiskowany. Kwiecień był czarnym miesiącem dla handlowców z Braniewa i okolic.

Okazało się, że w mieście ludziom jednak Rusaków brakuje, bo miejscowi nie wykształcili jeszcze w pełni nawyku chodzenia do restauracji. Bez ich wkładu sklepom nie opłaciło się tak bardzo obniżać cen. I nawet aptekom zaczął zaglądać strach w oczy, bo aż trzy nowe powstały po otwarciu granic, a jeszcze nie zdążyły na siebie zarobić.

Na początku maja ruch graniczny zaczął odzyskiwać dynamikę. Ale sprzedaż nie, bo Rosjanie smętnie przechodzili się pomiędzy półkami, niewiele z nich ściągając. Celnicy dalej sprawdzali, czy ludzie rzeczywiście mają po 5 kg na osobę. Co bardziej zdeterminowani na zakupy zaczęli wozić nawet dzieci i starców. Ale kamazów pod kasami ciągle nie było.

Mięso zeszło do podziemia. W skrytkach, w których do Polski szmuglowano papierosy w drugą stronę zaczęły jeździć świńskie półtusze.

W takich sytuacjach zawsze działa proste prawo popytu i podaży – mówi Wojciech Penkalski, pochodzący z Braniewa poseł. – Przemyt był, jest i będzie. Tym bardziej że w obwodzie kaliningradzkim powstało kilka dużych zakładów mięsnych, które przerabiały setki ton mięsa dziennie. Kiełbasy spod Kaliningradu jechały prosto do Moskwy. Pozbawione surowca zakłady zaczęły ograniczać produkcję. A te najmniejsze zdobywać go na własną rękę. Najczęściej w Polsce.

Bezpieczny jak Szarik

Po dwóch miesiącach klinczu okazało się, że szachowanie embargiem nie opłaca się żadnej ze stron. – Nasi celnicy mięsa za bardzo nie szukają, bo czemu mieliby utrudniać ludziom życie? Rosyjscy od maja też złagodnieli – mówi jeden z lokalnych przedsiębiorców. Przepisy przepisami, ale jeść coś trzeba. Zwłaszcza że Moskwa daleko. A do Braniewa jest rzut beretem. – Po kwietniowo-majowym załamaniu sprzedaż wróciła do normy – mówi Bartłomiej Ulatowski z Intermarché.

Obroty handlowe w ramach Tax Free nawet mocno się zwiększyły. A na przejściu granicznym w Grzechotkach wróciła normalna wahadłowość. Z samego rana na zakupy jadą Rosjanie. Po południu w drugą stronę ciągną Polacy. Zatankować paliwo za 3 zł litr, kupić papierosy za 2 zł w sklepie wolnocłowym i napić się kwasu chlebowego, do którego przekonuje się coraz więcej osób. Późnym popołudniem jedni i drudzy mijają się na drogach, mruganiem świateł ostrzegając przed milicją i policją. W sierpniu decyzją prezydenta Putina jeszcze bardziej zaostrzono przepisy celne. Przy granicy jakoś sobie radzą, ale nie chcą wchodzić w szczegóły. – Jest taka lista tematów, których unikamy – Putin, Ukraina. Ale na przykład o Szariku i czterech pancernych zawsze warto porozmawiać, bo to temat bezpieczny i przyjemny dla obydwu stron – mówi pan Marek. Czasu ma sporo, bo czeka na wolne miejsce w warsztacie. Prawie połowa naprawianych samochodów w Braniewie ma rejestrację z obwodu kaliningradzkiego.

Polityka 41.2014 (2979) z dnia 07.10.2014; Rynek; s. 35
Oryginalny tytuł tekstu: "Świńskie stosunki"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Młodzi: monogamia to tylko jedna z opcji

Amelia chętnie słucha, gdy jej chłopak opowiada, jak mu się udała randka z drugą dziewczyną. Dla coraz większej liczby młodych monogamia przestaje być normą. Staje się tylko jedną z opcji.

Norbert Frątczak
11.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną