Gorączka przedświątecznych zakupów

Wyścigi Mikołajów
W euforii przedświątecznych zakupów zapominamy, na co nas stać. Zwłaszcza że handel – w przekonywaniu, że możemy kupić „więcej za mniej” – stać już na wszystko. W tym roku w pojedynku Świętych Mikołajów zestaw chwytów wzbogacił się o nowe narzędzia. W tym nóż.
Przy tym tempie wzrostu majątku finansowego przeciętnego Polaka dogonimy Europę za 43 lata.
Louisa Gouliamaki/AFP/EAST NEWS

Przy tym tempie wzrostu majątku finansowego przeciętnego Polaka dogonimy Europę za 43 lata.

Aż 22 proc. Polaków świąteczne prezenty kupi na kredyt.
Andrejs Zemdega/Getty Images

Aż 22 proc. Polaków świąteczne prezenty kupi na kredyt.

Na prezenty wydajemy 40 proc. świątecznego budżetu – proporcjonalnie tyle samo co Niemcy i Francuzi.
Deyan Georgiev/PantherMedia

Na prezenty wydajemy 40 proc. świątecznego budżetu – proporcjonalnie tyle samo co Niemcy i Francuzi.

Po dość słabym statystycznie roku i obawach, że deflacja, czyli spadek cen, może spowodować odkładanie zakupów, grudzień będzie decydujący dla wyników wielu firm. Dlatego, jak mogą, podgrzewają emocje, proponując świąteczne superokazje. Zwłaszcza że my, Polacy, akurat przed Bożym Narodzeniem dość łatwo wpadamy w zakupową gorączkę. Podczas gdy przeciętnie Europejczycy przeznaczą w tym roku na świąteczne wydatki średnio 442 euro (równowartość 1847 zł), my zamierzamy wydać 277 euro, czyli 1158 zł. Przy trzykrotnie niższych zarobkach.

Kiedy inni (najbardziej Włosi i Grecy) zaciskają pasa i na tegoroczne święta wydadzą mniej niż rok wcześniej, to polscy konsumenci zwiększą wydatki (według ich deklaracji) aż o 13 proc. Najmocniej w Europie!

Najbardziej powściągliwi zaś są ci, których akurat stać na rozrzutność, czyli Niemcy. Ich świąteczny budżet zamknie się w 458 euro, nieznacznie tylko różniąc się na plus od ubiegłorocznego. To mniej niż wydają Francuzi (518 euro) i Brytyjczycy (764 euro).

Mikołaj z chwilówką zagrzewa do zakupów

Zakupowej gorączki i chęci wydania aż o 13 proc. więcej nie da się uzasadnić wzrostem naszych zarobków. Średnia płaca wprawdzie wzrosła, ale zaledwie o ponad 3 proc. Nie dołożymy też do świąt z posiadanych zasobów finansowych, bo tych mamy siedem razy mniej, niż wynosi średnia unijna, ale wydawać chcielibyśmy tyle samo. – Nasza zamożność rośnie w ostatnich sześciu latach w tempie 4,6 proc. – wyliczył Andrzej Marczak, partner w KPMG. Gdyby takie tempo wzrostu majątku finansowego przeciętnego Polaka się utrzymało, dogonilibyśmy Europę za 43 lata. Ale od czego są firmy pożyczkowe?

Z badania przeprowadzonego przez Ipsos wynika, że aż 22 proc. Polaków świąteczne prezenty kupi na kredyt. Skoro stanem portfela nie przejmuje się więcej niż co piąty, to może warto skorzystać z chwilówki? – sugerują wyniki. Przed świętami z wnioskiem o chwilówkę zgłasza się do firm pożyczkowych aż o 33 proc. Polaków więcej niż w innych okresach. Jeszcze chętniej od nas zadłużają się tylko Bułgarzy. Tam co trzeci kupuje prezenty za pożyczone.

Tak się składa, że wspomniane badanie przeprowadzono na zlecenie Profi Credit – firmy, która pożycza „bez BIK” (od Biura Informacji Kredytowej), czyli osobom, którym banki pożyczać się boją. O tym, ile trzeba oddać, można się dowiedzieć od jej klientów w internecie. Z niedawnego raportu Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że roczne oprocentowanie kredytów w parabankach może sięgać nawet… kilku tysięcy procent!

Firmy, gotowe ratować nas chwilówkami, walczą nie tyle z bankami, które takich klientów odsyłają z kwitkiem, ile same ze sobą. Małe, wchodzące dopiero na polski rynek, psują interesy już na nim zakorzenionym. Nie dziwi więc, że przed nową konkurencją ostrzega np. przedstawiciel Providenta. „Firmy nie pożyczają pieniędzy za „zero złotych”, bo wtedy na tym nie zarabiają” – wyjaśnia Rafał Jamiołkowski na portalu Mobilna INTERIA.pl. Przestrzega, że takie oferty z reguły mają drugie dno. Jak ktoś proponuje środki za darmo, powinniśmy uważać. Zazwyczaj to oznacza, że albo firma chce przyciągnąć klientów i za chwilę zaoferuje inny produkt, albo pożyczka nie jest darmowa i będzie wiązała się z kosztami, o których w komunikacji marketingowej nie ma słowa.

W zasadzie my to wszystko wiemy. – Aż 53 proc. Polaków nie ufa instytucjom parabankowym – uważa Krzysztof Kaczmar, prezes Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowym. – Jednocześnie z nich korzysta. Mimo że co piąty badany przyznaje, że w momencie podpisania umowy nie jest w stanie policzyć całkowitych kosztów kredytu. Na ostrzeżenia jednych Mikołajów przed innymi pozostajemy głusi.

Mikołaj z dyskontu podgryza delikatesy

Do tej pory najważniejszą pozycją w naszych świątecznych wydatkach była żywność, przeznaczaliśmy na jej zakup największą część budżetu, to cecha biednych społeczeństw. Różniliśmy się od mieszkańców bogatszej części Europy, którzy najwięcej pieniędzy wydawali na prezenty. W tym roku to się zmienia. Na prezenty wydajemy 40 proc. świątecznego budżetu – proporcjonalnie tyle samo co Niemcy i Francuzi. Licząc na sztuki, przeciętnie kupimy po dziewięć upominków: jak święta, to święta. Najbardziej pożądanym podarunkiem – budzącym też największe wątpliwości co do prawdziwości deklaracji ankietowanych – są książki. Rok wcześniej była to gotówka-kopertówka. Zmieniamy styl czy chcemy lepiej wypaść w badaniach?

Dobrego nosa do wyczuwania nowych tendencji w naszych zachowaniach konsumenckich mają Mikołaje z niemieckiej sieci dyskontów Lidl. Doskonale wiedzą, jak bardzo udajemy. Szpanujemy, że jesteśmy bogatsi i bardziej wybredni, podczas gdy jednocześnie masowo polujemy na promocje i przenosimy się z zakupami do dyskontów. Na Zachodzie to sklepy dla biednych; większość kupuje w o wiele lepiej zaopatrzonych hipermarketach, a po prezenty zagląda do sklepów specjalistycznych, licząc na profesjonalną poradę sprzedawcy i wyższą jakość. Polska staje się pod tym względem wyjątkowa, dla nas argumenty jakościowe stają się coraz mniej istotne. Jeszcze w 2012 r. po świąteczne zakupy do dyskontów wybierało się 28 proc. polskich konsumentów, w tym – już 63 proc.

Więc dyskonty udają razem z nami. Że stały się delikatesami z wyszukanym asortymentem dla bardzo wymagających klientów. Argentyńską pieczenią z zająca w cenie 34,99 zł za 1250 g, foie gras po 22 zł za 230 g czy homarem po 24,99 za 325-gramowe opakowanie. Luksusową ofertą „za minipieniądze”, dostępną tylko przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. Utwierdzają nas w przekonaniu, że wdrapaliśmy się na wyższą konsumencką półkę. Bo przecież te same dania, które w reklamach i na pokazach dla dziennikarzy przygotowują Pascal Brodnicki z Karolem Okrasą, w eleganckich restauracjach kosztują kilkakrotnie więcej – przekonują marketingowcy sieci.

 

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną