Państwo polskie z jednej strony zniechęca, a z drugiej namawia do picia. O co w tym wszystkim chodzi?

Przelizane
Nasze państwo niby zniechęca do jedzenia słodyczy, palenia papierosów czy picia alkoholu, a jednocześnie do tego samego pośrednio zachęca. O co tu chodzi?
Im częściej Polacy zaglądają do kieliszka, tym więcej pieniędzy dostaje PARPA na walkę z piciem.
Simone Piccoli/PantherMedia

Im częściej Polacy zaglądają do kieliszka, tym więcej pieniędzy dostaje PARPA na walkę z piciem.

[Tekst ukazał się w tygodniku POLITYKA 27 października 2015 roku]

Sprzedaży cukierków zakazano szkolnym sklepikom, a w tym samym czasie wielkie sieci obniżają ceny lizaków i landrynek o 30 proc., bo mają dostęp do konkurencyjnej oferty zagranicznej. Tanie słodycze w coraz większych ilościach sprowadza się od ponad roku z Ukrainy, więc ich spożycie rośnie. Ale rodzimym producentom w oczy zagląda bankructwo. Zamieszanie na rynku spowodowali politycy. Mało pocieszające, że unijni.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną