Kosztowny plan PiS zaczyna się realizować. Grozi nam grecki scenariusz?

Prezenty na kredyt
Deficyt budżetowy już rośnie, a przecież jeszcze nie zrealizowano wyborczych obietnic. Nowy rząd liczy, że zajęta poważnymi problemami Europa nie zauważy naszego popuszczania pasa.
Henryk Sawko/PantherMedia

Święta w tym roku nadejdą wcześniej, przynajmniej w polskiej polityce. W ekspresowym tempie przez parlament zostaną uchwalone „dobre zmiany”. Obniżenie wieku emerytalnego, 500 zł na dziecko, wyższa kwota wolna od podatku – znajdą się pod choinką, jeszcze zanim na niebie pojawi się pierwsza gwiazdka. Rząd pod względem szczodrości nie różni się specjalnie od wielu z nas. Najpierw rozdaje, a potem zastanawia się, jak zapłaci.

Jeszcze dziesięć lat temu, przed światowym kryzysem, taka postawa raczej nikogo by nie gorszyła. Jednak w międzyczasie zebraliśmy często tragiczne doświadczenia krajów żyjących ponad stan z Grecją na czele. Wydawałoby się, że teraz zwłaszcza państwa na dorobku, takie jak Polska, będą się bardzo pilnować. Nic z tych rzeczy. Pierwszą poważną decyzją rządu PiS w sferze gospodarki ma być zwiększenie deficytu budżetowego i to jeszcze za ten rok – o 5–10 miliardów złotych. Bruksela, zajęta uchodźcami, wojną w Syrii i brytyjskim referendum, alarmu szybko i tak przecież nie podniesie.

Każda władza ma prawo do takiego kształtowania budżetu, jak jej się podoba, ale pod jednym warunkiem – że na swoje nowe wydatki znajdzie nowe źródła przychodów. A rząd mało komu chce zabierać, za to wielu pragnie dawać. Nawet Robin Hood przestrzegał księgowych reguł, bo pomagał biednym, ale za pieniądze bogatych. Do interesu raczej nie dokładał.

Tymczasem teraz po jednej stronie bilansu mamy wyższą kwotę wolną, zasiłki na dzieci, obniżanie wieku emerytalnego, pomoc dla frankowiczów i kolejne socjalne pomysły. Sama wyższa kwota wolna to dla budżetu koszt przynajmniej 15 mld zł, a „500+” – ponad 22 mld zł rocznie. Druga kolumna – dodatkowych przychodów – jest zdecydowanie uboższa. To na razie dodatkowe podatki od banków i dużych sklepów – z każdego w najlepszym razie da się wycisnąć po kilka miliardów rocznie.

W zasypaniu gigantycznej dziury ma pomóc imponujący, wielomiliardowy wzrost ściągalności VAT. Na pewno w przypadku tego podatku dochodzi do wielu nadużyć. Jednak najpierw należałoby naprawdę uszczelnić VAT i wydawać konkretne, zaoszczędzone w ten sposób pieniądze, a nie zupełnie wirtualne oszczędności, które nigdy w takiej skali się nie urzeczywistnią.

Polska na pewno szybko nie stanie się drugą Grecją, nawet przy takim szastaniu publicznymi pieniędzmi. Ale pamiętajmy, że Grecja też nie wpadła w kryzys zadłużeniowy z dnia na dzień. Pracowała na niego przez wiele lat, sukcesywnie pogarszając swoje finanse publiczne i tuszując problemy.

Tak samo poważne tarapaty w naszym regionie nie działy się z dnia na dzień. Węgry doprowadzono na skraj upadku również długoletnią, nieodpowiedzialną polityką. I zawsze zaczynało się od trochę większego deficytu, żeby sfinansować podarki na te czy inne święta. Przecież każdy z nas lubi dostawać prezenty, najlepiej przez cały rok.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną