Podatkiem w polskie sklepy. Pomysł PiS niekoniecznie uderzy w tych, w których miał uderzyć
Nowa opłata od dużych sklepów miała podobno pomóc wyrównać szanse na rynku handlu detalicznego. Tymczasem najwięcej mogą na niej stracić polskie sieci, a nie ich zagraniczni rywale.
06photo/PantherMedia

Inaczej niż w przypadku podatku bankowego ten od sklepów wielkopowierzchniowych ma służyć nie tylko łataniu rosnącej, z powodu realizacji obietnic, dziury budżetowej. W tle kryje się też walka o sprawiedliwość społeczną. Według posłów PiS chodzi o pomoc małym sklepom (o powierzchni poniżej 250 metrów kwadratowych) w starciu z dużymi sieciami, znacznie tańszymi i otwierającymi kolejne punkty praktycznie codziennie. PiS przekonuje, że mimo tego podatku ceny nie wzrosną z powodu ogromnej konkurencji. Czy tak rzeczywiście będzie, zobaczymy.

Argument dotyczący płacenia przez wielkie sieci bardzo niskich podatków w Polsce trafia na pewno na podatny grunt. Handlowcy są oskarżani o transferowanie zysków za granicę, chociaż sami bronią się, argumentując, że – inaczej niż banki – mają bardzo niskie marże. Jednak takie wyjaśnienia mało kogo przekonują. Nic więc dziwnego, że spora część społeczeństwa jest przychylnie nastawiona do takiej dodatkowej daniny, zgodnie z zasadą: „na biednego nie trafiło”.

Jednak największe wątpliwości budzą skutki tego podatku dla konkurencji między dużymi sieciami. Daninę zapłacą zarówno portugalska Biedronka, niemiecki Lidl czy francuski Carrefour, jak i polskie Alma albo Piotr i Paweł. Z analiz Klubu Jagiellońskiego, centrum analitycznego raczej bliskiego PiS, wynika, że to właśnie polskie sieci stracą na nowym podatku więcej niż ich zagraniczni rywale, bo one mają niższe marże.

Można mieć też spore wątpliwości, czy taki podatek rzeczywiście nagle zachęci Polaków do robienia zakupów w małym sklepiku osiedlowym, a nie lokalnym dyskoncie. Różnice w cenach pozostaną znaczne, chociażby dlatego, że dostawcy, jeszcze ostrzej naciskani przez wielkie sieci, zaoferują im dodatkowe upusty, ale odbiją to sobie, podnosząc ceny najmniejszym, mającym niewielkie możliwości negocjacyjne.

Podatek sklepowy, jak inne ostatnie zmiany, ma zostać przeprowadzony przez parlament szybko, czyli bez dokładnego zbadania jego skutków. Przyniesie podobno ok. 3,5 mld zł rocznie – raczej niewiele, ale za to wpływ na nasz rynek handlu detalicznego może mieć już dużo większy. I niekoniecznie taki, jakiego oczekują jego pomysłodawcy.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną