Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Robótki na drutach

Czy letnie blackouty powrócą

Najbardziej gorącym tematem są elektrownie węglowe, których przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Najbardziej gorącym tematem są elektrownie węglowe, których przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Dirk Dümpelmann / PantherMedia
Polscy energetycy modlą się o deszcz. Tegoroczne fale afrykańskich upałów wystawiają nasz system energetyczny na ciężkie próby. Kolejnych może nie znieść. W czerwcu kilka razy było o włos.
Zeszłoroczne sierpniowe załamanie powstało w klasyczny letni sposób: upał, bezwietrzna pogoda plus awaria potężnego bloku o mocy 858 MW.Gallo Images Roots Collection/Getty Images Zeszłoroczne sierpniowe załamanie powstało w klasyczny letni sposób: upał, bezwietrzna pogoda plus awaria potężnego bloku o mocy 858 MW.

Deszcz jest potrzebny nie tylko rolnikom, którzy już kolejny rok zmagają się z suszą. Jak kania dżdżu wyglądają go też polskie elektrownie. Upał i niski stan wód rzek mają kilka fatalnych konsekwencji. Nie tylko ograniczają i tak niewielką produkcję energii w hydroelektrowniach, ale przede wszystkim pogarszają warunki pracy tradycyjnych elektrowni węglowych. W wielu z nich pracują wysłużone bloki, chłodzone w tzw. systemie otwartym wodą z pobliskich rzek i jezior. Blisko połowa energii pochodzi z takich elektrowni. Kiedy nadchodzi upał, wody w rzekach ubywa, a na dodatek jest ciepła, nie daje się nią skutecznie chłodzić bloków. Zwłaszcza że przepisy środowiskowe wymagają, by temperatura wody zrzucanej przez elektrownię nie przekraczała 35 st. C. Jeśli woda w rzece już przy pobieraniu jest ciepła, to trudno cokolwiek ochłodzić. To powoduje konieczność ograniczania produkcji prądu i to w chwili, kiedy jest on najbardziej potrzebny.

Każdy stopień na skali termometru powyżej 20 st. C oznacza wzrost krajowego zapotrzebowania na energię średnio o 100 MW. A tych megawatów zaczyna nam brakować. Kiedy mamy 35 st. C, w Krajowej Dyspozycji Mocy (KDM) robi się naprawdę gorąco. I to mimo że centrum energetycznego dowodzenia, ulokowane głęboko pod ziemią w podwarszawskim Konstancinie-Jeziornie, jest dobrze klimatyzowane i zabezpieczone przed nagłym wyłączeniem zasilania.

Czarny piątek

Tak było pod koniec czerwca, gdy nad Polskę napłynął gorący wyż i temperatura zaczęła zbliżać się do 40 st. C. W czwartek 23 czerwca padł rekord: zapotrzebowanie w szczycie rannym osiągnęło 22 630 MW. Nigdy latem Polska nie potrzebowała tyle energii.

Polityka 29.2016 (3068) z dnia 12.07.2016; Rynek; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Robótki na drutach"
Reklama