Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

A jednak się nie da!

Prezydent zmienia przedwyborcze obietnice wobec frankowiczów

W przeddzień rocznicy objęcia prezydentury Andrzej Duda zaprezentował drugi już projekt ustawy o pomocy dla frankowiczów.

Krańcowo odmienny od pierwszego, który obiecywał przeliczenie kredytów we frankach na złote, ale po kursie z dnia zaciągania pożyczki. Przy takim rozwiązaniu dłużnicy byliby winni bankom o wiele mniej niż obecnie. Ta właśnie obietnica sprawiła, że frankowicze tak chętnie pokazywali się w klipach wyborczych z kandydatem jako jego zwolennicy. Ale nie tylko im głęboko zapadły w pamięć słowa Dudy: „Nie wierzcie, że się nie da! Wystarczy dobrze rządzić, a pieniądze znajdą się same”.

Drugi projekt rozwiązania problemu jest dowodem, że jednak się nie dało. Pieniądze się nie znalazły. Prezydent proponuje już tylko, żeby banki zwróciły dłużnikom nienależnie pobrane spready, co kosztowałoby je około 4–5 mld zł. Dla zadłużonych w szwajcarskiej walucie to ulga niewielka, wręcz symboliczna. Wycofanie się prezydenta z obietnic przedwyborczych rozwścieczyło więc frankowiczów. Padły oskarżenia, że prezydent uległ lobbingowi banksterów. Ciężkie. Ale przynajmniej słabnący od miesięcy złoty nieco się wzmocnił. Tymczasem prezydent winien jest sobie sam. Już w momencie składania nierealnych obietnic wykazał się skrajną nieodpowiedzialnością za państwo. Sam siebie postawił przed wyborem: albo ich nie spełni, albo rozwali finanse publiczne. Polskę, którą tak w deklaracjach kocha, narazi na kryzys. Rzecz idzie bowiem nie o banki, lecz o pieniądze, które musiałoby wyłożyć państwo na ratowanie w nich naszych oszczędności, gdyby prezydent obietnice spełnił. Bo kilka z nich musiałoby stać się niewypłacalnymi.

Wyraźnie wynikało to z wyliczeń NBP za prezesury Marka Belki. Potwierdziła te wyliczenia Komisja Nadzoru Finansowego, ale to też się nie liczy, bo ciągle kieruje nią jeszcze nominat poprzedniej władzy.

Polityka 33.2016 (3072) z dnia 09.08.2016; Komentarze; s. 7
Oryginalny tytuł tekstu: "A jednak się nie da!"
Reklama