Po co nam banknot 500 zł

Druga odsiecz wiedeńska
Rząd próbuje zniechęcać do papierowych pieniędzy, tymczasem Narodowy Bank Polski wprowadza właśnie nowy banknot 500 zł. Czy stanie się ulubieńcem przestępców jak 500 euro?
Nowe 500 zł zaprojektował Andrzej Heidrich – ten sam, który jest autorem innych aktualnych banknotów.
Andrzej Barabasz/materiały prasowe

Nowe 500 zł zaprojektował Andrzej Heidrich – ten sam, który jest autorem innych aktualnych banknotów.

Większość mieszkańców strefy euro nigdy nie miała w ręku fioletowego banknotu o najwyższym nominale.
Creativ Studio Heinemann/BEW

Większość mieszkańców strefy euro nigdy nie miała w ręku fioletowego banknotu o najwyższym nominale.

Szanowny Panie Prezesie. Mając na uwadze obecne potrzeby gospodarcze Polski, uprzejmie proszę o ponowne rozważenie zasadności wprowadzania do powszechnego użytku banknotu o nominale 500 PLN, ewentualnie ograniczenia dostępności tego banknotu wyłącznie do obrotu międzybankowego” – zaapelował wiceminister rozwoju Tadeusz Kościński w liście skierowanym do prezesa NBP Adama Glapińskiego. Aby podkreślić dramatyzm sytuacji, nadawca list upublicznił.

Ministerstwo Rozwoju kierowane przez Mateusza Morawieckiego za jeden z głównych celów postawiło sobie bowiem walkę z gotówką. Stara się, jak może, promować płatności bezgotówkowe, czyli karty i przelewy. Morawieckiemu udało się doprowadzić do obniżenia limitu rozliczeń gotówkowych między firmami. Od początku tego roku wynosi już nie 15 tys. euro, tylko 15 tys. zł. Ponadto resort zachęca banki do stworzenia polskiej karty płatniczej i obiecuje, że będzie można za jej pomocą załatwić wiele spraw w urzędach. Równolegle przyjęto nową ustawę, dzięki której banki będą musiały w przyszłym roku zaoferować osobom dotąd „nieubankowionym” darmowy rachunek razem z kartą płatniczą. Dzięki temu do obrotu bezgotówkowego mają zostać przekonani także ci, którzy dotąd nie mieli konta, bo bali się wysokich prowizji.

Broń obosieczna

„Gotówka – w nadmiernych ilościach – jest hamulcem gospodarki” – przekonuje Kościński i tłumaczy, że „pomimo dynamicznego rozwoju rynku innowacyjnych instrumentów i usług płatniczych, do których w szczególności należą karty zbliżeniowe i płatności mobilne, w ciągu ostatnich 6 lat wartość banknotów i monet w polskiej gospodarce niemalże podwoiła się (obecnie wartość obiegu gotówkowego w Polsce wynosi blisko 180 mld zł)”.

Tymczasem, gdy rząd chce zachęcać Polaków do pieniądza elektronicznego, bank centralny daje im do ręki potężne narzędzie ułatwiające płacenie gotówką także przy wysokich kwotach. Wygodniej będzie teraz kupić używany samochód albo pożyczyć większą sumę od znajomego, nie używając do tego przelewów. Oczywiście pod warunkiem, że Polacy nowego banknotu nie będą się bali i zaufają bankowi centralnemu. Ten zapewnia, że pięćsetka jest świetnie zabezpieczona, a będzie ją zdobił wizerunek Jana III Sobieskiego.

Kiedyś miała na nim być królowa Jadwiga. Bo pierwszy banknot o nominale 500 zł zaprojektowano razem z innymi w 1994 r., gdy Polska przygotowywała się do denominacji. Jednak wówczas pięćsetka nie została wprowadzona do obiegu. W 1994 r. średnia pensja wynosiła nieco ponad 5 mln starych, czyli 500 nowych złotych. Uznano, że emisja tak cennego banknotu nie ma sensu. Wystarczyła dwusetka, która do dziś ma stosunkowo niewielki udział w obiegu. Mimo to kilka lat temu NBP postanowił powrócić do starego pomysłu. Z jedną różnicą – Jadwigę zastąpił Sobieski.

Jadwiga zaburzałaby bowiem chronologię, bo na razie im wyższy nominał, tym późniejszy władca. Jadwiga zmarła pod koniec XIV w., a dwusetkę zdobi Zygmunt Stary, panujący w pierwszej połowie XVI w. Z drugiej strony, wreszcie na polskim banknocie pojawiłaby się kobieta. Do tego Jadwiga, o czym mało kto wie, była pełnoprawnym władcą, a nie tylko żoną monarchy jak inne królowe. W zasadzie należy nazywać ją królem. Jednak lobby żony Jagiełły, czyli tego ze 100 zł, okazało się w NBP za słabe. Rywalizację wygrał Sobieski, a nowe 500 zł zaprojektował Andrzej Heidrich – ten sam, który jest autorem innych aktualnych banknotów.

Chociaż decyzję o emisji nowego pieniądza podjął jeszcze poprzedni prezes NBP Marek Belka, rząd liczył, że dogada się z obecnym, czyli Adamem Glapińskim. W końcu to swój człowiek. List prawej ręki wicepremiera Morawieckiego z apelem o rezygnację z pięćsetki nie zrobił na adresacie wrażenia. Wydrukowane wcześniej banknoty wejdą do obiegu zgodnie z planem. Bank centralny przekonuje, że są Polsce potrzebne. Dlaczego?

Chociaż coraz więcej płacimy kartami, popyt na gotówkę w naszym kraju wciąż rośnie. Nic dziwnego, bo odpowiada ona za ok. 80 proc. wszystkich transakcji. W tej chwili w obiegu znajduje się już 1,9 mld sztuk polskich banknotów. Tylko w ciągu ostatniego roku ta liczba wzrosła aż o 200 mln. Dominują przede wszystkim pieniądze o większych nominałach. Samych setek jest aż 1,2 mld sztuk. Do tego dochodzi jeszcze ponad 250 mln sztuk dwusetek, które przez lata były mało popularne. Ostatnio jednak zaczęło ich szybko przybywać. Dla NBP rachunek jest prosty: im więcej banknotów, tym większe koszty emisji. Wynoszą one w tej chwili 250 mln zł rocznie. To może niedużo przy rocznym zysku banku centralnego sięgającym ostatnio 8 mld zł, ale NBP nie chce być oskarżany o niegospodarność. Jedna pięćsetka może zastąpić aż pięć setek, a koszt wydrukowania każdego banknotu jest podobny.

Inny często powtarzany argument to porównywanie się do sąsiadów. Polska rzeczywiście wypada słabo w naszym regionie pod względem najcenniejszych banknotów. Czesi mają na przykład 5 tys. koron warte ponad 800 zł. Duńczycy mogą płacić banknotem o nominale tysiąc koron, a Chorwaci – tysiąc kun. Oba te pieniądze warte są prawie 600 zł. Jeszcze dalej nam do Szwajcarów, gdzie dostępne jest tysiąc franków, czyli odpowiednik aż 4 tys. zł. A w strefie euro banknot o najwyższym nominale to na razie 500 euro warte ponad 2 tys. zł. Tyle tylko, że porównywanie się do innych może być bronią obosieczną. Bo chociaż jest w Europie i na świecie sporo banknotów, przy których polskie 200 zł wypada marnie, to wielkie nominały znajdują się w odwrocie.

Nie po raz pierwszy Polska trochę się spóźnia, naśladując innych. Stany Zjednoczone już pod koniec lat 60. ubiegłego wieku zaprzestały emisji banknotów o nominałach większych niż 100 dol. i zaczęły stopniowo wycofywać je z obiegu. Teoretycznie wciąż wolno płacić pieniądzem wartym nawet 10 tys. dol., z wizerunkiem senatora Salmona Chase’a, ale w praktyce bardzo trudno go spotkać. W 2000 r. przykład ze swojego południowego sąsiada wzięła Kanada i zaprzestała emisji własnego tysiąca dolarów. W 2014 r. podobną decyzję podjął Singapur co do banknotu o nominale 10 tys. dol. wartego prawie 29 tys. zł! Ta decyzja spowodowała, że dzisiaj najcenniejszym na świecie banknotem, który wciąż jest emitowany, pozostaje 10 tys. dol. Brunei, warte tyle samo co 10 tys. dol. singapurskich.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną