Leki: wkrótce do kupienia tylko w aptece

Ból głowy suwerena
Na polskich stacjach benzynowych przybywa defibrylatorów do reanimacji, ale jednocześnie będą znikać z nich pigułki na zgagę, gorączkę czy biegunkę. Dlaczego?
W Polsce aż 11,2 mld zł na leki bez recepty rodacy zostawiają w aptekach.
Anna Puhan/PantherMedia

W Polsce aż 11,2 mld zł na leki bez recepty rodacy zostawiają w aptekach.

Na stacjach benzynowych i w handlu pozaaptecznym Polacy wydają 394 mln zł. Czyli zaledwie 3 proc. rynku.
Marek Wiśniewski/Puls Biznesu/Forum

Na stacjach benzynowych i w handlu pozaaptecznym Polacy wydają 394 mln zł. Czyli zaledwie 3 proc. rynku.

Na biegunkę, tyle że legislacyjną, cierpią członkowie biało-czerwonej drużyny Beaty Szydło. Ministrowie ścigają się w wymyślaniu przepisów, które wybranym grupom wyborców mają pomóc zarabiać. Poważne ograniczenie sprzedaży leków bez recepty na stacjach benzynowych oraz w sklepach – na czele z etopiryną, apapem, paracetamolem czy aspiryną – ma usatysfakcjonować aptekarzy.

Dla Ministerstwa Zdrowia drobni właściciele aptek stali się grupą specjalnej troski, bo nigdy nie ukrywali niechęci do poprzedniego rządu. Były szef Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorz Kucharewicz, właściciel apteki w Białymstoku, startował nawet w ostatnich wyborach do Sejmu z listy PiS, ale się nie dostał. Aptekarze od dawna też lobbują za tym, żeby leki dostępne bez recepty (od bólu głowy, gardła, na nadkwaśność czy biegunkę) mogły być sprzedawane tylko w aptekach. Teraz dostępne są w sklepach spożywczych czy na stacjach benzynowych. Poprzednie rządy nie chciały takiej zmiany. Obecny jak najbardziej: chciałby się za poparcie w wyborach odwdzięczyć.

Minister zdrowia chce obietnicę zrealizować bez zawracania głowy parlamentarzystom. Już i tak mozolnie pracują nad powstałym w niejasnych okolicznościach projektem ustawy „apteka dla aptekarza”, który przewiduje, że ktoś, kto ma już cztery apteki, nie może otworzyć piątej. Ale nawet druga nie będzie miała prawa powstać na terenie, który zamieszkuje mniej niż 3 tys. osób i znajduje się już na nim jedna apteka. Taka ustawa byłaby jawnym pogwałceniem wolności gospodarczej, więc na razie entuzjazm posłów przyblokował wicepremier Mateusz Morawiecki. Aptekarzy to nie zniechęca, idą za ciosem. Zanim doczekają się „apteki dla aptekarza”, forsują „leki tylko z apteki”. W praktyce oznaczałoby to ich monopol. Ale Elżbieta Piotrowska-Rutkowska, obecna prezes NRA, uważa, że jest to sposób, aby Polacy leków zażywali mniej.

Coś na ból gardła

Powrót do aptecznego monopolu byłby na rynku rewolucją pociągającą wiele ofiar. Dziwi więc, że Ministerstwo Zdrowia chce tę rewolucję przeprowadzić na skróty, nie zmieniając prawa farmaceutycznego. Chce zmienić jedynie rozporządzenie, wydawane w resorcie i będące tylko prawem powielaczowym. Po jego wprowadzeniu w życie, czyli do końca roku, olbrzymia większość leków bez recepty będzie dostępna tylko w aptekach. Specyfiki niesprzedane, których termin ważności mija później, powiększą straty właścicieli sklepów i hurtowni.

Ministerstwo, za Naczelną Radą Aptekarską, zapewnia, że restrykcyjne przepisy będą służyć dobru pacjentów. Polacy są lekomanami. Należy ich więc zmusić, żeby brali leki rzadziej. – Ministerstwo Zdrowia tak chce zmienić zasady sprzedaży leków na rynku pozaaptecznym, żeby zniknęło z niego 90 proc. dotychczas sprzedawanych tam specyfików – uważa Ewa Jankowska, prezes Polskiego Związku Producentów Leków bez Recepty PASMI.

Polacy rocznie wydają na leki bez recepty (OTC) 44,7 euro na głowę. To dane IMS HEALTH, obejmujące okres od kwietnia 2015 do marca 2016 r., czyli świeże. Według tej samej firmy badawczej Francuzi, którzy mogą te specyfiki kupować tylko w aptekach, wydali w tym samym czasie 62,3 euro. Zważywszy na o wiele większą siłę nabywczą francuskiego portfela, wydajemy rzeczywiście dużo, może nawet niepotrzebnie. Niekoniecznie jednak z powodu łatwej dostępności do leków. Brytyjczycy bowiem, w odróżnieniu od Francuzów mający szeroki dostęp do OTC, wydają na nie zaledwie 22,6 euro na głowę. Podobnie Holendrzy – 17,3 euro. Może więc sumy wydawane na medykamenty więcej mają wspólnego ze sprawnością publicznej służby zdrowia niż z lekomanią?

Tezy, że drastyczne ograniczenie dostępu do leków spowoduje zmniejszenie ich spożycia, żadną miarą udowodnić się nie da. Zwłaszcza że w Polsce aż 11,2 mld zł na leki bez recepty rodacy zostawiają w aptekach. Na stacjach benzynowych i w handlu pozaaptecznym – 394 mln zł. Czyli zaledwie 3 proc.

Z projektu rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia wynika, że po jego wejściu w życie spożycie leków OTC może wzrosnąć – obawia się Ewa Jankowska. W przypadku wielu specyfików przeciwbólowych uznaną na świecie dawką terapeutyczną, której skuteczność potwierdzono badaniami klinicznymi, jest 500 mg. Producenci takie właśnie tabletki dostarczają. Ale nasze MZ postanowiło, nie bardzo wiadomo dlaczego, maksymalną dawkę zmniejszyć z 500 mg do 300 mg. Więc pacjent, którego głowa po jednej pastylce nie przestanie boleć, weźmie drugą. Zamiast 500 mg przyjmie 600. To marny sposób na walkę z lekomanią.

Małych farmaceutycznych firm rodzimych, takich jak Medico Pharma z Radomia, nie stać na zakup nowych linii inaczej dawkujących leki – twierdzi Cezary Kilczewski, prezes firmy. Zwłaszcza że oznaczałoby to także konieczność ich ponownej rejestracji, co jest kosztowne i długotrwałe. Na razie nowym wymaganiom resortu jest w stanie sprostać tylko jedna firma.

Mniejsze mają być także opakowania, co dla konsumenta oznacza, że za jedną tabletkę zapłaci drożej. Popularne i tanie dotychczas polskie specyfiki od bólu głowy, takie jak radomska kopiryna i coffepiryna, znikną z rynku. Hurtownie zaopatrujące apteki nie są nimi zainteresowane, za mało zarabiają na marży. Obecnie sprzedawane są głównie poza aptekami.

W sklepach i na stacjach benzynowych nie można też będzie sprzedawać bardzo popularnej etopiryny Polpharmy (tej, którą w reklamach polecała pani Goździkowa). Największą polską firmę farmaceutyczną stać byłoby na zakup nowej linii produkcyjnej, ale etopiryna zostanie wyeliminowana z innego paragrafu. Poza aptekami wolno będzie sprzedawać tylko specyfiki zawierające jedną substancję aktywną. Tymczasem etopiryna zawiera trzy. Polska firma ze sprzedaży sklepowej zostanie więc wyeliminowana. Jednym rozporządzeniem Ministerstwo Zdrowia ukatrupić może wiele polskich spółek.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną