Listonosze strajkują, a to dopiero początek problemów Poczty Polskiej

Ludzie listów nie piszą
Poczta Polska klientom podnosi ceny, a listonoszom płaci marnie. Niestety, jedyny dotąd poważny konkurent nie pomoże, bo poddał się i sam walczy o przetrwanie.
Protesty listonoszy to przypomnienie, że w Poczcie Polskiej dzieje się źle.
Grzegorz Lyko/Forum

Protesty listonoszy to przypomnienie, że w Poczcie Polskiej dzieje się źle.

Dzisiejsze protesty listonoszy w wielu miastach to przypomnienie, że w Poczcie Polskiej dzieje się źle. Z jednej strony pracownicy są niezadowoleni, bo zamiast podwyżek mają dostawać premie – uzależnione od wielu elementów. Listonosze żądający przynajmniej tysiąca złotych więcej na miesiąc zarabiają rzeczywiście marnie, bo często niewiele więcej niż wynosi płaca minimalna.

Tymczasem pracę mają ciężką – zwłaszcza od kiedy muszą dostarczać mnóstwo reklam. Do tego mają często kontakt z klientami niezadowolonymi z jakości usług. Od 1 lutego ceny na poczcie wzrosły, i to bardzo wyraźnie. Wysłanie zwykłego listu kosztuje 2,60 zł zamiast 2 zł. Jeszcze mocniej poszły w górę ceny listów priorytetowych, które – przynajmniej w teorii – idą szybciej.

Kryzys Poczty Polskiej

Przez lata Poczta Polska swoje kłopoty mogła tłumaczyć ostrą konkurencją ze strony InPostu. Ta firma toczyła z państwowym molochem ostrą walkę o korespondencję firm i wygrywała wiele przetargów. Obaj gracze walczyli ze sobą dumpingowymi cenami i obaj za to zapłacili.

InPost po przegranym przetargu na obsługę korespondencji sądowej praktycznie wycofał się z rynku listów. Zwolnił większość pracowników i skupia się na działalności kurierskiej oraz paczkomatach. Jego sytuacja jest fatalna. Grupa Integer.pl, której częścią jest InPost, ma zostać wycofana z giełdy i uratowana przez nowego inwestora.

Poczta Polska co prawda może świętować wygraną wojnę, ale drogo ją okupiła. Nic dziwnego, że nie ma pieniędzy na przyzwoite podwyżki. Na listach traci spore pieniądze. Zarabia na wysyłaniu paczek, ale to też trudny rynek, bo walczą o niego kurierskie potęgi z całej Europy.

Najgorzej mają ci Polacy, którzy wciąż – z różnych powodów – muszą wysyłać listy. Oni będą płacić coraz więcej za usługę wykonywaną coraz gorzej, bo przez niezadowolonych pracowników Poczty Polskiej. Ale skoro nie ma już konkurencji, to Poczta nie musi się przejmować. Po cichu pewnie liczy, że z czasem wszyscy przejdą na elektroniczne formy komunikacji, więc skrzynki będzie można zlikwidować, a listonoszy zamienić na kurierów.

Z Poczty Polskiej zadowolony może być natomiast PiS. Co prawda ceny są coraz wyższe, a pracownicy grożą strajkiem, ale za to urzędy pocztowe udało się przekształcić w punkty handlowe, specjalizujące się w sprzedaży książek religijnych i patriotycznych, mających wychowywać klientów. Skoro i tak stoją w długich kolejkach po odbiór awiza, to mogą sobie przynajmniej poczytać porządną literaturę. Nic dziwnego, że PiS obiecuje nie likwidować kolejnych placówek pocztowych. Znaleziono dla nich przecież jakże użyteczne zastosowanie.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną