PiS obiecywał drogi ekspresowe, ale nic z tego. Bo łatwiej planować, niż coś zbudować

Palcem po mapie
Wszystko wskazuje na to, że ministrowi infrastruktury lepiej wychodzi opowiadanie o inwestycjach niż ich realizowanie.
Opóźnienia w programie drogowym dotyczą już 130 km budowanych tras ekspresowych.
Jonathan Petersson/StockSnap.io

Opóźnienia w programie drogowym dotyczą już 130 km budowanych tras ekspresowych.

Ogłoszone kilka dni temu przez GUS wyniki pierwszego kwartału wzbudziły euforię. PKB wzrosło o 4 proc.! Wreszcie gospodarka ruszyła, wreszcie ruszyły inwestycje. Niestety, ta radość może być przedwczesna. Publiczne inwestycje wciąż kuleją. Zwłaszcza kolejowe i drogowe. Zagrożone mogą być pieniądze, które w bieżącym unijnym budżecie zarezerwowane są na naszą infrastrukturę komunikacyjną.

„Gazeta Wyborcza” policzyła, że opóźnienia w programie drogowym dotyczą już 130 km budowanych tras ekspresowych. Na nowe inwestycje też za bardzo nie ma co liczyć, bo od czerwca zeszłego roku podpisano jedynie dwie umowy na budowę krótkich odcinków obwodnic Bolkowa i Dąbrowy Tarnowskiej. A przecież przyjęty przez poprzedni rząd „Program budowy dróg krajowych na lata 2014–2023” przewiduje wydanie 107 mld zł na budowę 3,9 tys. km dróg.

PiS przyjął ten program do realizacji, mało tego, mówi o jego rozszerzeniu o dodatkowe odcinki. Prace nad nowym programem trwają. Choć jednocześnie szefowie resortu infrastruktury przyznają, że koszty są niedoszacowane i na realizację może zabraknąć pieniędzy – nawet 90 mld zł.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że ministrowi infrastruktury Andrzejowi Adamczykowi lepiej wychodzi opowiadanie o inwestycjach niż ich praktyczna realizacja. Bo z drogami to jeszcze nic, ale inwestycje kolejowe to jest dopiero porażka. Minister ma masę pomysłów – jak obniżyć koszty realizacji programu drogowego. Deklaruje gotowość współpracy z branżą budowlaną, mówi o typizacji obiektów (mostów, przejść dla zwierząt itp.). Chce też złagodzić wymogi dotyczące rezerwy na budowę trzecich pasów szybkich dróg – będą one tworzone tylko tam, gdzie uzasadniają to prognozy ruchu.

Wiele z tych propozycji jest sensownych i wartych zastosowania. Byle tylko państwowy inwestor trochę się ogarnął i wziął do roboty. Niestety, jak we wszystkich branżach, także tu działają autodestrukcyjne mechanizmy zaszyte w DNA PiS: podejrzliwość, brak zaufania do fachowców, karuzela kadrowa, skłonność od nieustannych reorganizacji, dominacja polityki itd.

Skutki karuzeli stanowisk

W efekcie przeorana kadrowo Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad została sparaliżowana, nie ma komu podejmować decyzji, panuje strach, bo zaraz mogą być podejrzenia.

Kiedy ludzie odpowiedzialni za w sumie proste inwestycje nie są w stanie ruszyć z miejsca, polityków rozsadzają pomysły na nowe inwestycje: megalotnisko, przekop Mierzei, elektrownia atomowa, autostrady wodne itd. Najłatwiej buduje się, siedząc przy biurku i wodząc palcem po mapie. Politycy wierzą, że od takich obietnic wzrosną im słupki poparcia. Gorzej, że Polsce słupki wzrostu gospodarczego nie wzrosną.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj