Czy Polska Wódka podbije świat?

Pije wódka do piwa
Sejm ogłosił 2017 rokiem troski o trzeźwość narodu. Trwa myślenie, jak to przekuć w czyny. Tymczasem idzie lato i suweren chciałby się napić.
Wódka, zwłaszcza czysta, jest wciąż podstawowym dla polskiego rynku alkoholem mocnym.
Michael Gottschalk/Forum

Wódka, zwłaszcza czysta, jest wciąż podstawowym dla polskiego rynku alkoholem mocnym.

Polacy stali się jednymi z największych w Europie piwoszy.
Krzysztof Wójcik/Forum

Polacy stali się jednymi z największych w Europie piwoszy.

audio

AudioPolityka Adam Grzeszak - Pije wódka do piwa

Polska Wódka marzy o podboju zagranicznych rynków. Na razie jednak jest uwikłana w trwającą od lat wojnę domową. Frontów tej wojny jest wiele. Jeden z najważniejszych ciągnie się na linii władza–polski przemysł spirytusowy. Mamy tu chwilowe zawieszenie broni. Wicepremier, minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki pojednawczo deklaruje gotowość współpracy, czego dowodem był jego udział w Kongresie Branży Spirytusowej. Branża go chwali, bo nie mówi o podnoszeniu akcyzy, a wzmożenie służb skarbowych i zmiana systemu kontroli przyniosła zmniejszenie alkoholowej szarej strefy.

Ale to wszystko cisza przed burzą. Sejm ogłosił 2017 rokiem troski o trzeźwość narodu i branża bardzo się boi jakiegoś ciosu; bo do tej pory liże rany po podwyżce akcyzy wprowadzonej w 2014 r. Ostatnio dużo restrykcji w handlu alkoholem wprowadziły państwa bałtyckie. Być może więc wróci pomysł wprowadzenia państwowego monopolu na handel alkoholem? To rozwiązanie bardzo w duchu „dobrej zmiany”, a na dodatek znane z krajów skandynawskich, gdzie alkohol sprzedawany jest przez państwowe, bardzo szczególne placówki handlowe (np. Systembolaget w Szwecji czy Alko w Norwegii), których liczba, rozmieszczenie i godziny otwarcia są ostro limitowane.

Pomysły na restrykcje w handlu alkoholem były już w Polsce rozważane, ale je zarzucono. I słusznie, bo skandynawski system słabo sprawdza się w praktyce i jest nieskutecznym sposobem walki z ryzykownym piciem – ocenia Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy.

Pojawiają się też inne pomysły. Od klasycznych (ograniczenie punktów sprzedaży) po nietypowe, jak np. skopiowanie węgierskiego podatku zdrowotnego. Rząd Orbána obłożył nim produkty szkodzące zdrowiu, w tym alkohol, oczywiście dodatkowo, poza akcyzą. Nie płacą go jednak lokalni producenci okowit i likierów ziołowych. No i oczywiście palinki, którą Węgrzy masowo produkują metodami domowymi. Węgierski podatek radykalnie ograniczył możliwości sprzedaży wyrobów zagranicznej konkurencji, w tym także producentów polskich alkoholi mocnych. Wcześniej Węgry były dla nich trzecim rynkiem eksportowym. Krajowa wersja takiego podatku mogłaby być dla nich jeszcze gorsza.

Czysta biało-czerwona

Front państwo–branża spirytusowa przebiega blisko innego – piwo kontra wódka. To cicha wojna na raporty i opracowania podsuwane urzędnikom, politykom, mediom. Kto odpowiada za inicjację alkoholową młodzieży, kto bardziej sprzyja ryzykownemu piciu, kogo można winić za społeczne problemy z alkoholem?

Browary podsuwają badania, że co złego to wódka. Piwo to napój, który odciąga naród od alkoholi mocnych, sprzyja pozytywnym zachowaniom, daje relaks i integruje. Taki pogląd zadecydował, że piwo korzysta z przywilejów, o których wódka może pomarzyć: prawa do reklamy i niższej akcyzy. W efekcie Polacy stali się jednymi z największych w Europie piwoszy. Na głowę Polaka przypada prawie 100 litrów rocznie i dziś połowa rynku alkoholowego należy już do piwa.

Dlatego wódka uprzejmie donosi swoje badania, które dowodzą, że właśnie poprzez piwo młodzież rozpoczyna kontakt z alkoholem. „Można wręcz stwierdzić, że napoje o niższej zawartości alkoholu generują pewne dodatkowe ryzyko nadużycia tej substancji” – ostrzega autor raportu, jaki dla branży spirytusowej przygotowała Fundacja Republikańska. Główny wniosek: trzeba skończyć z przywilejami podatkowymi dla piwa. I wygląda na to, że wódka może odegrać się na piwie, bo Ministerstwo Zdrowia zaczęło domagać się podniesienia akcyzy na piwo.

W każdej wojnie domowej szczególnym punktem zapalnym są sprawy narodowościowe. Która wódka jest prawdziwie polska? W czasach wzbierającego patriotyzmu, także konsumenckiego, liczne internetowe poradniki opatrzone hasłem „swój, do swego, po swoje” pomagają zidentyfikować w wódce gen polskości. Można też skorzystać z aplikacji na smartfona „Pola”, pozwalającej już na półce sprawdzić każdy produkt pod kątem polskiej zawartości.

Pola ostrzega, że większość słynnych polskich wódek jest produkowana wprawdzie przez polskie zakłady, ale należące do międzynarodowych koncernów. Największy, ponad 40-proc., udział w naszym rynku wódki ma dziś CEDC International, kontrolowany przez rosyjskiego oligarchę Roustama Tariko, właściciela grupy Roust Corp. Żubrówka, Bols, Soplica, Żytniówka, Absolwent, choć produkowane w zakładach w Białymstoku i Obornikach, to produkty rosyjskiej korporacji – uprzedzają patriotyczne poradniki.

W takim razie może sięgnąć po Żołądkową Gorzką z Lublina? Okazuje się, że ta słynna polska wódka to jeden z produktów Stock Polska, spółki należącej do międzynarodowego koncernu z siedzibą w Londynie. Stock jeszcze niedawno był największym producentem polskich wódek, dziś jest drugi. To może napić się wódki Sobieski? Choć robiona w Starogardzie Gdańskim, należy do francuskiej Grupy Marie Brizard Wine and Spirits.

A słynna Wyborowa? To jeden z niewielu polskich trunków opatrzonych nalepką z biało-czerwonym konturem i napisem „Produkt zgodny z definicją Polska Wódka”. Podobne nalepki znajdziemy jeszcze m.in. na Luksusowej i Panu Tadeuszu. Jednak producentem ich jest spółka Wyborowa SA należąca do francuskiego giganta Pernod Ricard.

Która wódka ma najwięcej biało-czerwonych promili? Poradniki podsuwają m.in. Chopina z siedleckiego Polmosu czy Krakusa z Akwawitu należącego do Bartimpeksu, słynnej firmy stworzonej niegdyś przez Aleksandra Gudzowatego, a dziś należącej do jego syna Tomasza. Bartimpex działał przed laty w branży gazowej, ale taka zmiana specjalności to nic zaskakującego.

Do produkcji wódek na małą skalę ciągnie dziś wielu lokalnych przedsiębiorców zajmujących się na co dzień biznesami z odległych dziedzin, np. chemii rolniczej, hydrauliki czy budownictwa drogowego. Ich trunki są zwykle mało znane (może z wyjątkiem Starki ze Szczecina), ale są polskie, co podkreślają patriotyczne informatory. Niektóre zakłady usługowo produkują też wódki dla krajowych i zagranicznych odbiorców. Dwóch amerykańskich biznesmenów wymyśliło np. wódkę marki Wódka, która produkowana jest dla nich w Kaliszu. Znany muzyk Romuald Lipko wprowadził na rynek serię wódek Jolka, Jolka pamiętasz, których produkcją zajmuje się zakład w Środzie Wielkopolskiej. Planuje kolejne muzyczne trunki, w tym celu odkupił od kolegów prawa do piosenek. Już kiedyś razem z Krzysztofem Cugowskim planowali wypuszczenie trunku Wódka Suflera.

Być jak książę Karol

Andrzeja Szumowskiego, prezesa Stowarzyszenia Polska Wódka (PVA – Polish Vodka Association), własnościowa lustracja firm irytuje. – Większość słynnych marek szkockiej whisky należy dziś do międzynarodowych koncernów, a nikt nie kwestionuje ich szkockości. Jeśli są wytwarzane w Szkocji, zgodnie z The Scotch Whisky Regulations, mają prawo do miana Scotcha i Brytyjczycy są z nich dumni – przekonuje prezes PVA, wskazując na wiszące na ścianie zdjęcie ze spotkania w brytyjskiej ambasadzie, gdzie stoi w towarzystwie księcia Karola. Książę trzyma w dłoni szklaneczkę whisky. Prezesowi marzy się, by taką pozycję w naszym kraju zajęła kiedyś polska wódka, a polscy politycy godnie ją reprezentowali – tak jak brytyjski następca tronu.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną