Futurolog Kai Goerlich o roli człowieka w świecie maszyn

Oswoić robota
Rozmowa z Kaiem Goerlichem, głównym futurologiem w niemieckim koncernie informatycznym SAP, o tym, jak pracować ma człowiek w świecie opanowanym przez maszyny.
Robotnicza restauracja w chińskim Kunshan zatrudnia 10 kelnerów-robotów.
Zhong Zhenbin/Anadolu Agency/Getty Images

Robotnicza restauracja w chińskim Kunshan zatrudnia 10 kelnerów-robotów.

Kai Goerlich
materiały prasowe

Kai Goerlich

Cezary Kowanda: – Jest pan futurologiem w jednej z największych firm informatycznych świata, gigancie niemieckiej gospodarki. Płacą panu za wróżenie?
Kai Goerlich: – Nie, nie jestem żadnym wróżem ani wyrocznią. Na podstawie teraźniejszości, tego, co dziś się dzieje, przygotowuję alternatywne scenariusze przyszłości. Tak żebyśmy byli gotowi na to, co nadejdzie. Interesuje mnie zwłaszcza to, jak będzie wyglądać w przyszłości ludzka praca.

Co ją zmieni?
Przede wszystkim robotyzacja. Tak naprawdę w tej sprawie możliwe są trzy scenariusze. Pierwszy zakłada, że roboty będą mało inteligentne i całkowicie od nas zależne. Tak jak samodzielnie jeżdżący automatyczny odkurzacz, który coraz więcej osób kupuje do swoich domów. Nie zagrożą nam, ale też wielu rzeczy nie zrobią. Drugi scenariusz, dużo bardziej złowieszczy, to roboty inteligentne i od nas niezależne. Wtedy przyszłość może wyglądać jak w filmie „Terminator”, bo maszyny się przeciw nam zbuntują. Wreszcie trzecia opcja, najbardziej pożądana, to roboty inteligentne, uczące się, ale przy tym całkowicie zależne od człowieka.

Wie pan, który z tych scenariuszy się sprawdzi?
Nie, dlatego trzeba się już dziś przygotowywać na każdy z nich. Tak muszą robić wszystkie wielkie firmy, żeby znaleźć dla siebie miejsce w przyszłości. Kilka lat temu analizowaliśmy przyszłość supermarketów. Zastanawialiśmy się, jak często ludzie w przyszłości będą chodzić do sklepów i w jaki sposób będą robić zakupy. Ale nie przyszło nam do głowy, że jedzenie do domów zaczną dostarczać sklepy internetowe, jak np. Amazon. Przyznaję, że takiego scenariusza w ogóle nie wzięliśmy wtedy pod uwagę. Przyszłość zawsze będzie pełna niespodzianek, ale niektóre trendy są raczej pewne.

Który z nich jest najważniejszy?
Koniec dotychczasowego modelu pracy, który narodził się 150 lat temu dzięki rewolucji przemysłowej. Modelu, w którym firmy stawiają na powtarzalność zadań i na ich bezbłędność. Pracownicy robią ciągle to samo, z jak największą wydajnością i w jak największej ilości. Taki klasyczny model industrialny dożywa swoich dni. Kłopot w tym, że póki wiele firm wciąż dobrze na nim zarabia, nie myślą o przyszłości, nie mają planu B.

To prognoza mocno pesymistyczna.
Pesymistyczne są dwie wizje, które dzisiaj wielu powtarza. Jedna zakłada, że z powodu robotyzacji i automatyzacji ludzie nie będą mieli co robić i zaczną masowo szukać pracy, zupełnie jak w latach 20. poprzedniego stulecia. Czeka nas zatem klęska bezrobocia. Druga wizja jest zresztą jeszcze gorsza.

Dlaczego?
Bo w niej inteligentne roboty kompletnie się nas pozbędą. Sztuczna inteligencja zapanuje nad światem, a człowiek nie tylko nie znajdzie pracy, ale nawet nie wiadomo, czy w ogóle przetrwa. Taki scenariusz, który można by nazwać, posługując się terminologią gier komputerowych, „Game Over”.

Nie ma zatem dla nas nadziei?
Jest. To trzeci scenariusz, zakładający współpracę człowieka i maszyny. Jest on dla nas ogromną szansą, żeby znaleźć dla człowieka jakieś miejsce w świecie, gdzie bardzo ważną rolę będą odgrywać roboty. Jednak żeby ten scenariusz się spełnił, filozofia działania firm musi się zmienić.

To znaczy?
Jakkolwiek naiwnie to brzmi, firmy muszą odejść od założenia, że maksymalny zysk to ich najważniejszy cel. Zarobek musi być czymś dodatkowym, a główną siłą napędową powinien być cel. Co firma chce zmienić w świecie, po co istnieje, jaka jest jej rola, dlaczego jest potrzebna?

To dosyć rewolucyjna koncepcja.
Tak, ale tylko firmy, które są na nią gotowe, przetrwają w przyszłości. Nieprzypadkowo takie koncerny jak Apple czy Google, starając się przyciągnąć najlepszych ekspertów w swoich dziedzinach, wiele mówią o filozofii swojego działania, a zyski – choć ogromne – pozostają w tle. Uważam, że firmy będą musiały zupełnie zmienić podejście do pracowników. Zamiast stosunków hierarchicznych potrzebujemy zespołów, w których pracownicy ze sobą współpracują. Zamiast nieustannej kontroli – wzmocnienie roli jednostki. Zamiast planowania wszystkiego – eksperymentowanie. Wreszcie zamiast tajności i poufności – przejrzystość.

Ale skoro roboty i tak zastąpią ludzi na wielu stanowiskach, to czy w ogóle pracownicy będą potrzebni?
Tak, ale mają zająć się czymś innym. A dokładnie kreatywnym myśleniem. Zanim pan zaprotestuje, proszę mi uwierzyć, że zdecydowana większość z nas jest kreatywna. Nie będziemy potrzebni do tych wspomnianych, powtarzalnych czynności. Dzięki temu uda się uwolnić potencjał pracowników. Aby to zilustrować, użyję porównania muzycznego. Do tej pory firmy działały jak orkiestra grająca muzykę klasyczną. Każdy miał dokładnie przypisane zadanie i liczyło się, czy bezbłędnie je wykona. Nad wszystkim czuwał dyrygent. Przyszłość to raczej koncert jazzowy, gdzie można, a nawet trzeba improwizować, gdzie jednostka nie jest wtłoczona w tryby, gdzie każdy ma pewną swobodę.

Czyli firmy mają zwolnić tych dotychczasowych „muzyków” i zatrudnić nowych?
Wcale nie. To zresztą częsty odruch pracodawców. Mamy nowe zadania? To trzeba znaleźć nowych ludzi. Tymczasem ludzie już są, muszą tylko zmienić swój sposób pracy. Z odtwórczej na kreatywną.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną