Czyje są spółki Skarbu Państwa

Na układy nie ma rady
Po dwóch latach władzy Mateusza Morawieckiego nad gospodarką w szeregach PiS umocnił się układ, który coraz bardziej zagraża jego pozycji. Matką chrzestną tego układu jest premier Beata Szydło.
Premier Beata Szydło i wicepremier Mateusz Morawiecki teoretycznie powinni współpracować. Teoretycznie.
Radosław Pietruszka/PAP

Premier Beata Szydło i wicepremier Mateusz Morawiecki teoretycznie powinni współpracować. Teoretycznie.

Michał Krupiński rośnie w siłę. Wielu chętnie zobaczyłoby go na miejscu Morawieckiego.
Piotr Pędziszewski/PAP

Michał Krupiński rośnie w siłę. Wielu chętnie zobaczyłoby go na miejscu Morawieckiego.

audio

AudioPolityka Joanna Solska - Na układy nie ma rady

Na pierwszy rzut oka superpremier Morawiecki ciągle jest na fali wznoszącej. Gospodarka się rozwija, wpływy do budżetu rosną, a aferzyści wyłudzający dziesiątki miliardów złotych wyraźnie wystraszyli się determinacji nowej władzy. Sukces goni sukces. W kwestii uszczelniania systemu VAT można wprawdzie dyskutować o sumach, ale osiągnięcia wydają się niewątpliwe. Jako minister finansów Morawiecki radzi sobie dobrze, co prezes wydaje się w pełni zauważać i doceniać. Na kongresie partii w Przysusze to Morawiecki został wyznaczony, żeby nakreślać dalszy dynamiczny rozwój gospodarki, jakby jego szefowa w tej sprawie niewiele miała do powiedzenia. Nasiliły się spekulacje, że pozycja Beaty Szydło słabnie i zapowiadana na listopad rekonstrukcja rządu może dotyczyć także jej.

Przestaje być jednak oczywiste, że beneficjentem rekonstrukcji – jeśli rzeczywiście do niej dojdzie – zostanie Mateusz Morawiecki. Jako minister rozwoju sukcesami, jak do tej pory, pochwalić się nie może. Co najwyżej może próbować tłumaczyć, że najpierw uchwalenie jego strategii odpowiedzialnego rozwoju torpedowała Szydło, a teraz konsekwentnie wyjmuje mu z rąk narzędzia do jej realizacji. W polityce nie chodzi jednak o wytłumaczenie porażek, ale o skuteczność. Tej skuteczności superpremierowi, jako ministrowi rozwoju, wyraźnie brakuje.

Brakuje mu też umiejętności przewidywania ruchów przeciwnika, nie mówiąc o blokowaniu tych, które jego pozycję mogą osłabić. To osłabianie, najwyraźniej niezauważone przez Morawieckiego, zaczęło się już przed rokiem. Wyglądało niegroźnie. Po likwidacji Ministerstwa Skarbu trzeba było jakoś nadzór nad spółkami, kontrolowanymi przez państwo, uporządkować. Wydawało się, że zrobi to ustawa o zarządzaniu majątkiem Skarbu Państwa. Wydawało się też, że nie chodzi w niej o pomniejszenie stref jego wpływów. Formalnie przekazała ona nadzór nad spółkami w ręce pani premier. Nie zapowiadała żadnej rewolucji, wiadomo było, że i tak władza nad firmami, kontrolowanymi przez państwo, zostanie przekazana poszczególnym ministrom. Czyli – najwięcej wicepremierowi. I tak się stało.

Porażka pierwsza

W wyniku tego podziału wicepremier otrzymał we władanie wszystko, czego pragnął najbardziej. Z ponad 400 największych firm aż 230 trafiło w jego ręce. W tym te, na których najbardziej mu zależało – PZU, Giełda Papierów Wartościowych, Bank PKO BP. Wkrótce miało się jednak okazać, że nie do końca. A tego nie przewidział.

Nie chodzi o względy ambicjonalne i nawet nie o to, że każda z tych firm to setki intratnych stanowisk do obsadzenia. Morawieckiemu chodziło o coś więcej. Upatrzone przez niego spółki miały stanowić narzędzia do realizacji jego strategii. Stanowić finansowe wehikuły, zdolne do animowania i wspierania ważnych przedsięwzięć, na które sam budżet państwa nie ma środków.

Pierwszym wehikułem miał się stać Polski Fundusz Rozwoju, w jaki przekształcono odziedziczone po poprzedniej ekipie Polskie Inwestycje Rozwojowe. PFR, pod wodzą Pawła Borysa (poleconego Morawieckiemu przez prezesa PKO BP Zbigniewa Jagiełłę), wciągnął w swoją orbitę Bank Gospodarstwa Krajowego, Korporację Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych oraz Agencję Rozwoju Przemysłu. Plan Borysa i Morawieckiego przewidywał, że w dalszej perspektywie PFR zarządzać będzie także środkami zgromadzonymi w okrojonych OFE. 25 proc. zostanie przekazanych do Funduszu Rezerwy Demograficznej, reszta – w postaci indywidualnych kont członków – zarządzana będzie przez fundusze związane z PFR. Regularnie też będzie zasilana pieniędzmi z powiększonych składek emerytalnych, które będą inwestowane na rynku kapitałowym.

Na razie w tej sprawie wicepremier zaliczył porażkę. Minister pracy Elżbieta Rafalska na taki podział schedy po OFE stanowczo się nie zgadza. Przywrócenie wcześniejszego wieku emerytalnego grozi zapaścią Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są emerytury. Konieczne są albo zwiększone dotacje z budżetu, który jednak z gumy nie jest, albo… wszystkie pieniądze z OFE. Sprawa zawisła w powietrzu. Niewykluczone, że pierwsze narzędzie do realizacji strategii Morawieckiego będzie o wiele mniej sprawne, niż to sobie wicepremier zaplanował.

Natomiast drugiego został w ogóle pozbawiony. Chodziło o stworzenie wokół PZU – korzystając z siły i zasobów największego na rynku banku detalicznego (PKO BP) oraz Alior Banku, już wcześniej przejętego przez ubezpieczyciela – narodowego koncernu finansowego, dzięki któremu rząd PiS będzie mógł realizować swoją politykę gospodarczą, polegającą na repolonizacji. Czyli odzyskiwaniu przez państwo za pieniądze z kontrolowanych przez siebie instytucji tych firm, które trafiły w obce lub prywatne ręce.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną