Praca w niedzielę to „zgoda na obecność pogaństwa” w Polsce?
Zakaz handlu w niedzielę? To sprawa, co do której Jan Paweł II i Karol Marks zgodziliby się natychmiast, bez najmniejszego trudu. A ja się zgadzam z nimi.
Jeśli ktoś dzięki uwolnieniu niedzieli spod buta kapitalizmu znajdzie czas na pielęgnowanie swojego rozwoju duchowego, będzie to z korzyścią i dla niego, i dla społeczeństwa.
Anthony Tran/StockSnap.io

Jeśli ktoś dzięki uwolnieniu niedzieli spod buta kapitalizmu znajdzie czas na pielęgnowanie swojego rozwoju duchowego, będzie to z korzyścią i dla niego, i dla społeczeństwa.

Przewodniczący episkopatu abp. Gądecki mówi, że „poprzez tolerowanie pracy w niedzielę my sami zgadzamy się na obecność pogaństwa w naszym kraju”.
PantherMedia

Przewodniczący episkopatu abp. Gądecki mówi, że „poprzez tolerowanie pracy w niedzielę my sami zgadzamy się na obecność pogaństwa w naszym kraju”.

Przewodniczący episkopatu abp Gądecki mówi, że „poprzez tolerowanie pracy w niedzielę my sami zgadzamy się na obecność pogaństwa w naszym kraju”. Pogaństwo? Pewnie to nie to słowo, którego należałoby tu użyć. Ale „wyzysk człowieka przez człowieka” – to już na pewno.

Wielu Polaków ma z ograniczeniem handlu w niedziele spory problem. Teoretycznie nawet rozumieją stojącą za tym pomysłem argumentację. Wiedzą, że dla kilkuset tysięcy zatrudnionych w handlu (400 tys. w samych centrach handlowych) zwyczajny tydzień pracy daleki jest od cywilizowanego standardu. Praca w weekendy jest tu wszak na porządku dziennym. A każdy, kto przez dłuższy czas próbował w takim układzie funkcjonować, wie, że konieczność regularnej weekendowej aktywności zawodowej zasadniczo wpływa na standard życia rodzinnego, kontakty towarzyskie czy choćby zwyczajną możliwość zaplanowania odpoczynku.

Podobnie jest ze zrozumieniem rysowanego przez niektórych konfliktu na linii prawa pracownika kontra prawa konsumenta. Nie trzeba być mistrzem empatii, by wiedzieć, że jest to starcie interesów silniejszego ze słabszym. Konsument może konsumować, kiedy chce. Pracownik musi pracować wtedy, kiedy wymaga tego od niego pracodawca. Nieprzypadkowo więc handel w niedziele podlega ograniczeniom w wielu zachodnich rozwiniętych gospodarkach. Bo tam wiedzą, że pracownik to również obywatel, któremu trzeba stworzyć możliwość realizacji jego podstawowych praw.

Często jednak zrozumienie powyższej argumentacji zderza się ze strachem wobec PiS. A często również niechęcią wobec Kościoła katolickiego. Strach i niechęć mają nierzadko swoje dobre powody. Tym lękom sprzyjają oczywiście takie wypowiedzi jak ta niedawna abp. Stanisława Gądeckiego. W rozmowie z KAI przewodniczący episkopatu mówił, że „poprzez tolerowanie pracy w niedzielę my sami zgadzamy się na obecność pogaństwa w naszym kraju”. Bo umówmy się, że w laickim państwie walka z pogaństwem nie powinna stanowić legislacyjnego celu ustawodawcy.

Dlaczego PiS i Kościołowi tak bardzo zależy na ograniczeniu handlu w niedziele?

Jednocześnie nawet w laickim państwie trzeba być fair wobec Kościoła. I należy dostrzec, że w oficjalnym komunikacie (z 1 listopada) ten sam episkopat wypowiada się w sposób bardziej „ekumeniczny”. Ograniczenie handlu w niedziele jest tu przedstawione jako przywrócenie „dnia wypoczynku i czasu budowania więzi rodzinnych oraz umacniania relacji społecznych”. Co żadnych kontrowersji nie budzi. Nie trzeba być też wierzącym katolikiem, by zgodzić się z episkopatem, że „niedzielny odpoczynek jest jednym z nierozłącznych elementów sprawiedliwego traktowania wszystkich i nie może być luksusem dla wybranych”.

To jasne, że przy okazji dyskusji o wolnych niedzielach wielu obawiało się, że oto Kościół katolicki do spółki z partią rządzącą chcą „zapędzić Polaków z powrotem na niedzielną mszę”. Nie da się rzecz jasna wykluczyć, że taka jest rzeczywista pragmatyczna motywacja części księży wspierających zakaz handlu w niedzielę. Z drugiej jednak strony argumentu o „zapędzaniu” da się bronić jedynie przy założeniu, że Polacy to bezwolna masa, która zamiast do galerii pogna z nudów do kruchty. Takiego założenia czynić jednak nie powinniśmy. Ja przynajmniej nie mam na to najmniejszej ochoty.

Wydaje mi się raczej, że jeśli ktoś dzięki uwolnieniu niedzieli spod buta kapitalizmu znajdzie czas na pielęgnowanie swojego rozwoju duchowego, będzie to z korzyścią i dla niego, i dla społeczeństwa. A jeśli ktoś inny wybierze sport, partycypację społeczną, robienie czegoś z innymi lub dla innych, hobby albo rodzinę, to też chyba nieźle. Bo będzie to oznaczało, że zrobiliśmy jako wspólnota ważny krok w kierunku emancypacji pracowników. Którzy wreszcie mogą być ludźmi. A nie tylko składnikami rachunku ekonomicznego. O czym pisał w swoich encyklikach zarówno „prawak” Jan Paweł II, jak i pradziadek światowego „lewactwa” Karol Marks w „Kapitale”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną