Rynek

Efekt wow!

Czy szalone pomysły wielkich koncernów zmienią nasze życie?

Projekt latającej taksówki Ubera Projekt latającej taksówki Ubera Uber/Cover Images / EAST NEWS
Latające samochody, paczki spadające z nieba, podwodne magazyny – słynni biznesmeni zasypują nas fantastycznymi pomysłami. Odlecieli, czy może mocno stąpają po ziemi?
Kapsuła Dragon firmy Space X Elona Muska kończy swoją misję do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).NASA/Wikipedia Kapsuła Dragon firmy Space X Elona Muska kończy swoją misję do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS).

Artykuł w wersji audio

Wybraliśmy się na jogging, graliśmy w tenisa albo w piłkę. Wracamy do domu zmęczeni i spoceni. Wolelibyśmy nie spotykać teraz znajomych. Jest na to rada: osobisty odświeżacz powietrza. Małe urządzenie, które czuwa nad naszym komfortem zapachowym. Kiedy trzeba, zniweluje przykry zapach, a na dodatek dopilnuje, by na naszej drodze nie pojawił się przyjaciel i nie rzucił się nam w ramiona. Jak odświeżacz to robi? Urządzenie współpracuje z naszym smartfonem, ustala, gdzie w danej chwili są nasi znajomi, i podpowiada, jak dyskretnie dotrzeć do domu, nikogo nie spotykając.

To nie jest informacja, która miała trafić do naszej rubryki Technoecho. Jeśli ktoś zamarzył o osobistym odświeżaczu powietrza, będzie rozczarowany, bo kupić go nie można. Zainteresowanych produktem musimy odesłać do Montain View w Kalifornii, gdzie siedzibę ma Google. Osobisty odświeżacz powietrza opatentowali inżynierowie tego koncernu.

Czy to nie dziwne? Wprawdzie każdego dnia do urzędów patentowych na całym świecie zgłaszają się szaleni wynalazcy z jeszcze dziwaczniejszymi projektami, ale firma Larry’ego Page’a? Przecież to jedna z największych na świecie firm technologicznych, która stworzyła najdoskonalszy silnik wyszukiwarki internetowej, system operacyjny Android, z którego korzysta większość smartfonów, a także najbardziej zaawansowany autonomiczny pojazd, czyli auto bez kierowcy. Nic dziwnego, że informacja o osobistym odświeżaczu powietrza Google obiegła amerykańskie media, a analitycy branży kosmetycznej zaczęli się zastanawiać, jak nowe urządzenie wpłynie na sytuację producentów dezodorantów. Ten efekt szybko jednak minął, bo googlowski wynalazek był tak ekscentryczny, że nie doczekał się nawet wersji prototypowej. Nie wiadomo, jak miałby działać i na ile byłby skuteczny. Ale liczył się efekt medialny.

Szalony projekt może bardziej zwrócić uwagę na innowacyjność firmy niż wiadomość, że w laboratoriach koncernu Alphabet (tak teraz nazywa się grupa Google) trwają prace nad lekiem służącym „zwiększaniu aktywności enzymu fosforybozylotransferazy nikotynamidowej”.

W googlowskim koncernie powstała specjalna spółka o nazwie Google X, niedawno przemianowana na „X”, zajmująca się mniej lub bardziej szalonymi projektami. Zwie się je tam moonshots. To właśnie jednym z takich moonshotów jest pierwszy samochód bez kierowcy (Waymo), a także system dostawy paczek dronami (Wing). Wśród analizowanych projektów, którymi się nie zajęto, bo były zbyt nierealne lub przeczyły prawom fizyki, była m.in. winda kosmiczna oraz... teleportacja.

Lista zwariowanych patentów Google jest zresztą długa. Znajdziemy wśród nich np. lep na pieszych. To rozwiązanie ma służyć ochronie przechodnia, który potrącony przez autonomiczne auto, upadłby na maskę. Żeby z niej nie spadł pod koła, na przedniej części nadwozia instalowana byłaby warstwa klejąca, aktywująca się pod naciskiem ciała. I przechodzień jak mucha przylepiałby się do samochodu.

Robi wrażenie? To właśnie wrażenie, zwane „efektem wow!”, jest często celem takich szalonych wynalazków, firmowanych przez znane marki i ich jeszcze słynniejszych prezesów. Nikt tych pomysłów nie zamierza wprowadzać do produkcji, bo te, które rzeczywiście budują przewagę technologiczną firmy, są zazdrośnie strzeżone i często niepatentowane. Bo opis patentowy może czasem za dużo zdradzić konkurentom.

Musk lubi zaszokować

Specem od efektu wow! jest Elon Musk, szef i współtwórca Tesli Motors oraz Space X, człowiek, który nie tylko wie, co będzie w przyszłości – on także potrafi sprawić, by tak się stało. Tak w każdym razie uważają jego liczni wyznawcy. Jeśli powiedział, że przyszłością motoryzacji są samochody elektryczne, to nie ma dyskusji. Inwestorzy mu wierzą, wykładają pieniądze bez szemrania, choć produkcja samochodów elektrycznych przez Teslę wciąż przynosi straty. Niezrażony Musk buduje teraz Gigafactory – zlokalizowaną na pustyni największą fabrykę na świecie. Choć powstał dopiero niewielki fragment, to jej ogrom już robi wrażenie. Produkowane są w niej akumulatory do aut elektrycznych.

Druga firma Muska robi wrażenie jeszcze większe, bo inżynierom Space X udało się stworzyć kosmiczną ciężarówkę wielokrotnego użytku. Rakiety wynoszą na orbitę satelity i zaopatrzenie dla międzynarodowej stacji kosmicznej, a potem wracają, lądując pionowo i w jednym kawałku. Wow! Biznes się kręci, bo Musk obsługuje rządowe zamówienia, głównie NASA.

Dlatego dziś jest ekspertem od kosmosu i obiecuje, że skolonizuje Marsa. Nikt w to nie wątpi. No, może poza naukowcami, którzy przekonują, że jeśli nawet uda się jakoś dolecieć na Czerwoną Planetę, to długo tam człowiek nie przeżyje.

Musk podtrzymuje zainteresowanie, sypiąc cały czas szalonymi projektami. Kiedy orzekł, że będziemy podróżować z ponaddźwiękową prędkością rurociągami, natychmiast zaczęły się poważne przygotowania do budowy kolei hyperloop. Także w Polsce rozważa się taki rodzaj transportu. Musk rzuca kolejne szokujące pomysły. Ostrzega przed sztuczną inteligencją i dlatego proponuje udoskonalenie ludzkiego mózgu przez zintegrowanie go z komputerem. System komputerowo-mózgowy łączyłby ludzkie mózgi z interfejsem komputerowym.

Ale i Musk ma słabsze chwile, kiedy rzuca dość banalne pomysły. Np. problem korków w Los Angeles chce rozwiązać, budując tunel pod miastem. Rzecz technicznie wykonalna, jednak ekonomicznie szalona. Ale skoro to powiedział… Dlatego media były zachwycone, gdy pojawiła się informacja, że Musk już zabrał się za budowę tunelu. Okazało się, że tunel będzie pod drogą międzystanową, połączy firmowy parking z budynkiem biurowym.

Bezos też

Nie próżnuje też Jeff Bezos, twórca i szef Amazona. Ten biznesmen też ma kosmiczne ambicje, może skromniejsze niż Musk, bo chce wozić turystów tylko na orbitę okołoziemską. Ale tu szczegóły trzyma w tajemnicy. Natomiast jego codziennym trudem jest myślenie, jak obniżyć koszty działania internetowego hipermarketu. Symbolem pomysłowości szefa koncernu są biurko-drzwi, otoczone w Amazonie kultem. Twórca firmy swój garażowy biznes rozpoczynał przy biurku samodzielnie zbudowanym ze starych drzwi. I nadal nie ustaje w wynajdowaniu sposobów na obniżenie kosztów. Głównie podatkowych, ale nie tylko. Kilka lat temu Amazon wywołał efekt wow!, ogłaszając, że będzie dostarczał paczki za pomocą dronów. Można było obejrzeć, jak takie latające automaty chwytają paczkę z magazynu, lecą z nią, a potem lądują w ogródku odbiorcy. W praktyce sprawa okazała się trudna w realizacji. Amerykańska administracja lotnicza nie bardzo na razie chce się zgodzić, żeby w powietrzu roiło się od latających paczek. Mimo to Bezos nie kapituluje, a prace nad Prime Air – jak nazywa się amazonowy system powietrznych dostaw – nadal trwają, owocując kolejnymi patentami.

Nowy pomysł polega na podniebnych centrach dystrybucji – wielkich sterowcach, które będą dolatywały w pobliże dużych miast, wioząc zamówione towary oraz flotę pokładowych dronów. Te zaś będą się uwijały, dostarczając paczki odbiorcom. Robi wrażenie? Na pewno pod wrażeniem była konkurencja, bo właśnie Wal-Mart zakomunikował, że ma podobny pomysł. Też chce wysyłać sterowce z towarem, który będą roznosiły drony. I także zgłosił taki patent. Specjaliści zastanawiają się, co z tym zrobi amerykański Urząd Patentów i Znaków Towarowych?

W dużym mieście nie wszyscy jednak mieszkają w domkach z ogródkami. Jak im dostarczyć paczkę? Bezos ma i na to sposób. W wielorodzinnych domach trzeba budować lądowiska dla dronów. Jest i inny pomysł, który Amazon już opatentował: kończące się w mieszkaniach podziemne rurociągi, którymi będą dostarczane paczki. Taki rodzaj poczty pneumatycznej.

Do szalonych pomysłów twórcy Amazona należy też ten, żeby towary składować w… jeziorach. Oczywiście pomysł jest już chroniony patentem. Na czym polega? Otóż towary, którymi handluje Amazon, będą ładowane do hermetycznych pojemników i zatapiane w jeziorze. Ponieważ będzie można sterować wypornością pojemników, istnieje możliwość rozłożenia towarów na różnych głębokościach. Zamówiony towar będzie wyławiany z jeziora. Na sygnał akustyczny we właściwym pojemniku zostanie aktywowany pojemnik z powietrzem, który napełni balon i doprowadzi do wynurzenia. Z wody wyjmie go dron. Prosimy nie pytać, co będzie, kiedy jezioro zamarznie, albo co z podwodną florą i fauną.

Analitycy nowych technologii podchodzą do tego pomysłu sceptycznie, także z powodów ekonomicznych. Każdy pojemnik na towar musiałby być przecież minibatyskafem. Ale projekt wzbudził szacunek, bo firma jest innowacyjna i myśli cały czas, jak obniżać koszty. Może pomysły ma nazbyt ekscentryczne, ale liczy się intencja. Akcjonariusze mogą być zadowoleni.

I jeszcze Kalanic

Mniej lub bardziej szalone wynalazki świetnie przyciągają uwagę opinii publicznej. Każdy przecież widział niejeden film s.f., więc może sobie wyobrazić podwodne magazyny czy rój paczek śmigających nad głowami. Ocena, co jest realne, a co nie, staje się trudna. Dlatego spokojnie przyjęto najnowszą zapowiedź Ubera, że już w 2020 r. ruszy nowa usługa Uber Elevate, latających taksówek. Na początku w Los Angeles, Dallas i Dubaju będzie można za pomocą smartfona sprawdzić, kto w powietrzu jest dostępny i może nas podrzucić. Ten nowy miejski środek transportu na rysunkach przypomina skrzyżowanie małego śmigłowca ze zmiennopłatem (samolot, w którym śmigła mogą unosić go pionowo do góry, a po ich obróceniu leci do przodu).

Choć Uber od dawna pracuje nad samochodem autonomicznym, to latająca taksówka jest zbyt zaawansowanym projektem, by ktoś uwierzył, że wymyślił to Travis Kalanic. Dlatego Uber przekonuje, że ma grono poważnych partnerów: Boeinga, Bell Helicopter, Mooneya i Embraera. Mimo to wielu ekspertów przekonuje, że najnowszy pomysł z latającymi taksówkami to humbug, który ma jedynie przykryć poważne kłopoty Ubera. To jeszcze jeden z pożytków, jakie daje efekt wow!.

Polityka 48.2017 (3138) z dnia 28.11.2017; Rynek; s. 44
Oryginalny tytuł tekstu: "Efekt wow!"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną