Jeffrey Sachs o polskiej gospodarce pod rządami PiS

To wasz problem
Jeffrey Sachs, amerykański ekonomista, były doradca polskich rządów, o tym, co PiS robi z polską gospodarką, jak to się ma do Ameryki, i do czego może doprowadzić.
Jeffrey Sachs, amerykański ekonomista
Orjan F. Ellingvag/Dagens Naringsliv/Corbis/Getty Images

Jeffrey Sachs, amerykański ekonomista

Jeffrey Sachs uważany jest za jednego z najważniejszych ekonomistów na świecie.
Lucas Jackson/REUTERS/Forum

Jeffrey Sachs uważany jest za jednego z najważniejszych ekonomistów na świecie.

Sławomir Sierakowski: – W jakiej kondycji jest polska gospodarka?
Jeffrey Sachs: – Całkiem dobrej. Solidny wzrost gospodarczy, relatywnie niskie i wciąż malejące bezrobocie. Tak to wygląda teraz, ale w gospodarce liczą się trendy. Polska gospodarka jest zależna od gospodarki Unii Europejskiej, a przede wszystkim Niemiec, i dość wrażliwa na zmiany, które tam zachodzą.

Jesteśmy na półmetku rządów PiS, jak można ocenić ten rząd z gospodarczego punktu widzenia?
Dobra kondycja polskiej gospodarki jest przede wszystkim zasługą całego procesu integracji Polski z Unią, zwłaszcza z Niemcami. Wynika z rozwoju infrastruktury, finansowanego z funduszy europejskich, i z napływu zagranicznych inwestycji. Druga sprawa to dobra koniunktura w Europie, a w szczególności w Niemczech, która przyszła po latach kryzysu gospodarczego trwającego od 2008 r. To w dużej mierze zasługa mądrej polityki szefa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego. Trzecia sprawa to dobre od lat zarządzanie gospodarką w Polsce. I tu mamy w dużej mierze do czynienia z kontynuacją, czego w żaden sposób nie można, niestety, powiedzieć o polskiej demokracji. O ile w polityce mamy głównie do czynienia z destrukcją tego, co zbudowano wcześniej, o tyle w gospodarce z ciągłością. I po czwarte, to konkretne zmiany, które wprowadził ten rząd, czyli przede wszystkim transfery socjalne. To nie są decyzje bez znaczenia dla kondycji gospodarczej, ale nie są też przełomowe dla obecnych wyników ekonomicznych Polski.

To jakie decyzje mogłyby być przełomowe?
Strategiczne, czyli takie, które realizuje się w ciągu pracy kilku rządów. Każdej ekipie łatwo powiedzieć, że obecny wzrost albo inny dobry wynik jest jej zasługą, ale gospodarki tak nie działają. Rozwój zależy od długoterminowych inwestycji, wdrażania nowoczesnych technologii, integracji z obszarami rozwiniętymi gospodarczo i pozycji w globalnym łańcuchu dostaw. Takich spraw nie da się załatwić z dnia na dzień. Jedną czy kilkoma decyzjami można to zepsuć, ale nie rozwinąć. Na postęp gospodarczy pracuje się latami, przyjmując pewną orientację ekonomiczno-polityczną. Polska dotąd charakteryzowała się ostrożnością w polityce fiskalnej. Teraz to się trochę zmieniło. Gdyby znacząco przekroczyło dotychczasowy standard, mogłoby się skończyć dla Polski źle. Całej gospodarce Zachodu zagraża pęd do krótkoterminowego zysku. To już ukształtowało naszą mentalność. Polska także musi o tym pamiętać.

Zajmuje się pan także kryzysem demograficznym. Mimo że Polska jest jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw Europy, rząd postanowił obniżyć wiek emerytalny, który podwyższyła wcześniej Platforma.
Obniżenie wieku emerytalnego uważam za jedną z najdziwniejszych decyzji tego rządu i najbardziej szkodliwych dla Polski. Oczekiwana długość życia w Polsce szybko rośnie. Wasz kraj ma jeden z najniższych poziomów dzietności na świecie.

Bezrobocie spada, ale wciąż bardzo wysoki odsetek Polaków nie szuka pracy. Mamy jeden z najwyższych wskaźników bierności zawodowej w Unii. To wynika z niskiej aktywności zawodowej kobiet i osób starszych. Rządowe programy – mimo dużych zalet 500 plus mogą te wskaźniki jeszcze pogorszyć.
Dlatego mam tak krytyczny stosunek do obniżenia wieku emerytalnego. O ile darmowe leki dla seniorów czy 500 plus uważam za sensowne rozwiązania (jeśli oczywiście da się to sfinansować), o tyle obniżenie wieku emerytalnego przeszkodzi w rozwoju gospodarczym Polski. Patrząc na to z perspektywy 20- albo 25-letniej, pomysł przechodzenia na emeryturę w wieku 60 albo 65 lat nie wygląda mądrze. Dłuższy wiek na emeryturze to większe wydatki z budżetu albo wyższe podatki dla pracujących.

Przez 25 lat słuchaliśmy tylko o budżecie, a niewiele o realiach życia Polaków. Dlatego jak ktoś pyta o budżet, gdy jest mowa o obniżeniu wieku emerytalnego, to mało kto chce tego dziś słuchać.
Tym niemniej tylko kwestią czasu jest podniesienie podatków albo wieku emerytalnego. Polska na razie jest krajem o średnim poziomie opodatkowania. Wydaje się jednak, że zarówno wasz rząd, jak i mój nie przejmują się sprzecznościami własnych decyzji gospodarczych. Deficyt budżetowy jako procent dochodu narodowego w Polsce jest dużo niższy niż w USA. U nas to osiągnęło absurdalny poziom w wyniku rażąco niesprawiedliwej polityki fiskalnej, polegającej na obniżaniu podatków najbogatszym. Jeśli w waszym kraju obowiązuje populizm ubogich, to w moim populizm bogatych. Bardziej szkodliwa i niezrozumiała z ekonomicznego punktu widzenia jest nasza wersja. Polityka prorodzinna waszego rządu kosztuje Polskę na razie mniej niż 1 proc. PKB. To nie jest jeszcze przesada. Problemy są gdzie indziej. Po prawie trzech dekadach rozwoju, które należy ocenić jednoznacznie pozytywnie z punktu widzenia całości gospodarki, nie trafiliście jeszcze do europejskiej pierwszej ligi.

Nakłady na badania i rozwój w Polsce to także mniej więcej 1 proc. dochodu narodowego rocznie. To nie jest powód do wielkiego wstydu, ale z pewnością też nie do zadowolenia. W Szwecji ten poziom wynosi 4 proc. Polska wciąż nie kojarzy się z osiągnięciami technologicznymi. Pozostaje warsztatowym zapleczem Niemiec. Jeśli chcecie to zmienić, musicie w najbliższej dekadzie osiągnąć poziom nakładów na badania i rozwój w okolicach dwóch, a najlepiej dwóch i pół procent. Tym bardziej że macie dobre podstawy, bo zdolnych studentów wam nie brakuje, polscy naukowcy i szkoły wyższe potrafią pokazać się na świecie w technologiach informatycznych, a także w robotyce. Tylko że osiągnięcie tego poziomu wymaga zaangażowania państwa. I polski rząd może stanąć przed nieprzyjemnym dylematem: podnosić nakłady na transfery socjalne czy na badania i rozwój? I to w sytuacji, gdy deficyt budżetowy z powodu obniżenia wieku emerytalnego będzie rósł.

Jeszcze jeden problem podnoszony w dyskusjach na temat naszej gospodarki i polityki państwa to inwestycje. Udział inwestycji we wzroście jest najniższy od 1996 r. Wysoki wzrost zawdzięczamy wzrostowi konsumpcji za 500 plus, a więc bardziej polityce społecznej niż gospodarczej.
Prawdziwym problemem jest poziom oszczędności Polaków. Jeśli nie oszczędzasz, to nie masz czego inwestować. Udział oszczędności to mniej więcej 19 proc. dochodu narodowego. Przy takim poziomie oszczędności długofalowo nie osiągniecie wysokiego poziomu inwestycji. Szybki rozwój Chin wynika z utrzymującego się poziomu oszczędności na poziomie 40 proc. Poziom nakładów na badania i rozwój to tam dwa i pół procent.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną