Biznes współdzielny

Mnożenie przez dzielenie
Uber czy Airbnb wymieniane są jako przykład gospodarki współdzielenia. Podbijają świat, ale czy ludzie się tam naprawdę czymś ze sobą dzielą? A może tylko tak się maskują, by więcej zarobić?
Współdzieleniu, wymianie usług i przysług sprzyja dziś ogromna łatwość kontaktowania się tych, którzy coś mają, z tymi, którzy czegoś potrzebują.
Teresa Oleszczuk/Getty Images

Współdzieleniu, wymianie usług i przysług sprzyja dziś ogromna łatwość kontaktowania się tych, którzy coś mają, z tymi, którzy czegoś potrzebują.

Nastał renesans idei współużytkowania, pożyczania, dzielenia się z innymi.

Nastał renesans idei współużytkowania, pożyczania, dzielenia się z innymi.

audio

AudioPolityka Ryszarda Socha - Mnożenie przez dzielenie

Na początku miało być tylko dobrze i pięknie. Trochę, jak w romantycznej komedii „Holiday”. W filmowej opowieści dwie młode kobiety zamieniają się domami, by spędzić Boże Narodzenie z dala od życiowych problemów. W efekcie posiadaczka małego domku na angielskiej prowincji ląduje w słonecznej Kalifornii, w wypasionej willi właścicielki agencji reklamowej. Ta zaś przyjeżdża do tonącego w śniegu domku. Dzięki tej zamianie bohaterki zdobywają nowe doświadczenia, poznają nowych ludzi, rodzą się miłości i przyjaźnie. A wszystko za sprawą portali, które łączą ludzi z różnych zakątków świata.

Takie zamiany domami, przyjmowanie turystów do wolnego pokoju w prywatnym mieszkaniu, zabieranie pasażerów na wolne miejsca w aucie, gdy jedziemy w podróż, pożyczanie innym własnego samochodu, bo nie jest akurat potrzebny i szkoda, by bezczynnie stał na parkingu, dzielenie się miejscami parkingowymi, systemy rowerów miejskich, wypożyczanie odzieży, zwłaszcza ekskluzywnej i na wielkie okazje, użyczanie niewykorzystanych fragmentów ziemi amatorom ogrodnictwa i wiele innych działań – wszystko to nazwano gospodarką współdzielenia (sharing economy) i uznano za przyszłość ludzkości.

Współdzieleniu, wymianie usług i przysług sprzyja dziś ogromna łatwość kontaktowania się tych, którzy coś mają, z tymi, którzy czegoś potrzebują. Ale także preferencje pokolenia milenialsów, które weszło w dorosłe życie bez przekonania, że kluczem jest posiadanie. Przedstawiciele starszych generacji też nierzadko czują się przytłoczeni obowiązkami, które wiążą się z własnością (pilnowanie, serwisowanie, koszty utrzymania itp.). A gdy jest to własność na kredyt, z koniecznością spłaty. Stąd renesans idei współużytkowania, pożyczania, dzielenia się z innymi.

Wszechobecną wcześniej pochwałę własności zastąpiła wizja pożytków ze współdzielenia. Jej propagatorzy wskazują, że współdzielenie pozwala lepiej wykorzystać tzw. uśpione zasoby. Na przykład jeśli część osób nie wyjedzie na miasto swoimi autami, tylko się z kimś zabierze, to zyska środowisko. Jeśli turysta przenocuje nie w hotelu, a w czyimś prywatnym mieszkaniu, to dzięki bezpośrednim kontaktom lepiej pozna realia miejsca, które odwiedza. Druga strona będzie miała z tego też kontakt i jakieś pieniądze. W poważnych opracowaniach można znaleźć pytania: po co taksówki, skoro w dużym mieście zawsze można znaleźć posiadaczy aut gotowych przewieźć pasażerów. Po co hotele, skoro są ludzie gotowi udostępnić mieszkania tym, którzy ich potrzebują, po co banki itd.?

Jeremy Rifkin, amerykański ekonomista i politolog, w książce „Społeczeństwo zerowych kosztów krańcowych” obwieścił zmierzch kapitalizmu w znanej nam wersji, nadejście nowej ery, wolnej od wpływu sił rynku, przejście do wspólnoty współpracy, w której ludzie będą się dzielili lub wymieniali dobrami i usługami. Miejsce korporacji ma zająć przedsiębiorczość społecznościowa, wywodząca się z organizacji non profit. W połowie tego stulecia albo nawet wcześniej w tym sektorze ma pracować większość ludzi. „Dynamika przechodzenia od ery kapitalistycznej do ery współpracy rośnie w każdym regionie świata – pisze Rifkin. – Miejmy nadzieję, że zdążymy uzdrowić biosferę i stworzyć bardziej sprawiedliwą, ludzką i zrównoważoną światową gospodarkę w pierwszej połowie XXI wieku”.

Cena idei

Brzmi optymistycznie, ale problemy pojawiają się już na poziomie definicji: czym jest gospodarka współdzielenia. Sprawa jest prosta, gdy w grę wchodzi zabranie ze sobą w podróż pasażerów w zamian za zwrot kosztów paliwa (serwis BlaBlaCar), albo skrzyknięcie grupy ludzi, żeby kupować świeże produkty od sprawdzonego wytwórcy (OdRolnika.pl, LokalnyRolnik.pl). Wątpliwości nie budzą wyrosłe z idei „banku czasu” portale służące wymianie umiejętności (Skilltrade.org), dóbr, usług i umiejętności (Wymiennik.org).

Skilltrade operuje punktami. Dzięki temu uczestnicy wymiany nie są skazani na barter. W Wymienniku punkty nazywają alterkami (od alternatywnej waluty). „Kiedy bierzesz coś z Wymiennika – objaśniają prowadzący portal – nie zaciągasz długu u osoby, która przekazała ci rzecz lub wyświadczyła przysługę. Twoje zobowiązanie dotyczy całej społeczności, więc możesz wypełnić je później, dając coś od siebie komuś zupełnie innemu”. Ktoś za 40 alterek oferuje sesję jogi śmiechu. Komuś przy gotowaniu wychodzi więcej jedzenia. Zachęca, by dowiedzieć się, co gotuje, i dołączyć do obiadu (dania bezmięsne) za 20 alterek. Są chętni, by za alterki zaopiekować się zwierzętami (u właściciela) albo naprawić rower. Naprawiacz podjedzie w granicach Warszawy. Na portalu zarejestrowanych jest 3305 kont. Na podobnej zasadzie na Brainly.pl uczniowie mogą skorzystać z pomocy w odrabianiu zadań domowych. JadeZabiore.pl – umożliwia dostarczanie paczek z pominięciem wyspecjalizowanych firm, dzięki kierowcom jadącym w dane miejsce. Do gospodarki współdzielenia zaliczane są też najrozmaitsze wypożyczalnie (rowerów, skuterów, samochodów, ciuchów, zabawek, narzędzi) oraz finansowanie społecznościowe (crowdfunding). Uczestnikami wymiany usług i dóbr są zarówno osoby prywatne, jak i firmy. To dodatkowo komplikuje sytuację. Trudno odróżnić to, co faktycznie jest nową jakością, od tego, co jest klasycznym biznesem, który przywdział taką szatę i korzysta z dobrego PR, jaki towarzyszy współdzieleniu.

Specjaliści, próbując to uporządkować, mnożą pojęcia bliskoznaczne, przypisują do nich różne przedsięwzięcia, które trudno zmieścić w formule ekonomii współdzielenia. Ale obraz wcale nie staje się bardziej klarowny. – Bada się to bardzo ciężko, bo nie mamy statystyk. Te, które są, nie przystają do tej nowej gospodarki – mówi dr hab. Małgorzata Poniatowska-Jaksch, prof. Szkoły Głównej Handlowej. – W nowszych opracowaniach kwestia ideologiczna związana ze współdzieleniem gdzieś zniknęła. W jej miejsce weszła cena. Dziś głównie ona się liczy. Wymiar społeczny schodzi na dalszy plan.

Gdzie przebiega linia demarkacyjna, która oddziela biznes od gospodarki współdzielenia? Według prof. Poniatowskiej-Jaksch granicę wyznaczają pieniądze. Ze współdzieleniem z całą pewnością mamy do czynienia wtedy, gdy w grę wchodzi działalność non profit. Jej zdaniem Uber czy Airbnb – platformy, które stały się symbolami cyfrowej rewolucji – z gospodarką współdzielenia mają niewiele wspólnego. To klasyczny model biznesowy, w którym chodzi o maksymalizację zysku.

Cyfrowi konkwistadorzy

Badaczka mówi o „destrukcyjnej innowacji”, która w otoczeniu biznesowym powoduje zarówno skutki negatywne, jak i pozytywne. Poniatowska-Jaksch z pewnym dystansem odnosi się do krytyki rekinów podczepionych pod współdzielenie, gdyż sprowadza się ona głównie do zarzutu nieuczciwej konkurencji. Wytaczanego chociażby pod adresem Ubera (brak licencji, taksometrów, kas fiskalnych obowiązujących taksówki). Badaczka uważa, że łamiąc dotychczasowe reguły gry, destrukcyjne innowacje wymuszają na tradycyjnych firmach także pozytywne zmiany. – One nie są na rękę zwłaszcza tym, którzy zastygli na wcześniejszym etapie rozwoju – stwierdza. – Plusem Ubera jest to, że taksówki zaczęły się przestawiać. Przedtem na rynku działały mafie taksówkowe. Ludzie czuli się niejednokrotnie oszukani. O rozliczeniach bezgotówkowych można było zapomnieć.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną