Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Strajku generalnego w LOT jednak nie będzie?

Jak antyzwiązkowa postawa ma się do podkreślenia przez obecny rząd, że trzeba dbać o pracowników, walczyć z umowami świecowymi i prowadzić dialog ze związkami? Jak antyzwiązkowa postawa ma się do podkreślenia przez obecny rząd, że trzeba dbać o pracowników, walczyć z umowami świecowymi i prowadzić dialog ze związkami? Adam Stepien / Agencja Gazeta
Groźba strajku w LOT była efektem coraz lepszych wyników finansowych linii. Pracownicy mają dość zaciskania pasa i chcą większego udziału w rosnących zyskach.

Konflikt między związkami zawodowymi i zarządem naszego narodowego przewoźnika jest coraz poważniejszy. Obie strony nie szczędzą sobie gorzkich słów, nawzajem oskarżają się o dezinformację i łamanie prawa.

Dla zarządu ewentualny strajk, mający rozpocząć się 1 maja, będzie nielegalny. W piątek wieczorem prezes LOT Rafał Milczarski poinformował, że decyzją Sądu Okręgowego w Warszawie strajk nie może się odbyć.

Związkowcy mają w tej sprawie oczywiście inne zdanie i zapowiadają, że strajk się odbędzie. Przegranymi będą, a właściwie już są pasażerowie. Kto bowiem ma bilety na 1 maja lub kolejne dni, ten nie wie, czy jego lot nie zostanie odwołany, przełożony albo przynajmniej opóźniony.

Jakie będą skutki strajku w LOT?

Skutki strajku trudno przewidzieć z jednego ważnego powodu. W ostatnich latach LOT zatrudniał nowych pracowników nie na etat, ale podpisywał z nimi umowy jako z jednoosobowymi firmami. Takie osoby nie są członkami związków zawodowych i strajkować nie mogą. Szefostwo linii liczy zapewne, że nawet jeśli zabraknie etatowych pilotów czy członków personelu pokładowego, dziury da się załatać właśnie samozatrudnionymi. To zresztą jedna z osi sporu między związkami a firmą. Związkowcy domagają się, żeby zacząć znowu stosować normalne formy zatrudniania. Chcą też lepszych warunków wynagradzania. Mówiąc prościej, pragną powrotu do czasów sprzed kryzysu.

Kilka lat temu LOT był na skraju upadłości. Wówczas otrzymał ponad pół miliarda bezzwrotnej pomocy publicznej. Pracownicy zgodzili się na gorsze warunki płacowe, a przewoźnik przestał przyjmować na etat. Wówczas takie kroki pozwoliły obniżyć koszty i uniknąć bankructwa. Jednak teraz LOT szybko rośnie, zamawia kolejne maszyny, chwali się dobrymi wynikami finansowymi i otwiera nowe połączenia. Dla związkowców sprawa jest zatem jasna – skoro linię stać na sowite premie dla zarządu, skoro jest tak dobrze, to dlaczego dalej zachowuje się wobec pracowników, jakby była w ciężkim kryzysie? Tymczasem zarząd spółki nadal chce dokładnie kontrolować koszty i nie zamierza ustępować związkowcom. Zresztą prezes LOT nieraz wypowiadał się o nich w sposób bardzo negatywny.

Rząd pokazuje LOT jako przykład udanej transformacji

Pozostaje jedno istotne pytanie. Jak taka antyzwiązkowa postawa ma się do podkreślenia przez obecny rząd, że trzeba dbać o pracowników, walczyć z umowami świecowymi (czyli także z fikcyjnym samozatrudnieniem) i prowadzić dialog ze związkami? Gdy można się pochwalić nowymi połączeniami, samolotami czy zyskiem, rząd chętnie pokazuje LOT jako przykład udanej transformacji. Teraz jednak, w sytuacji poważnego wewnętrznego konfliktu, premier głosu zabrać nie chce.

Czy zatem w LOT jest tak dobrze z powodu sukcesów obecnej ekipy, czy może dlatego, że LOT wykorzystuje, jak wiele innych linii, świetną koniunkturę, ale równocześnie czerpie zyski z ostrej kuracji odchudzającej, przeprowadzonej w poprzednich latach? I za wszelką cenę nie chce „przytyć”, czyli zwiększyć swoich kosztów?

Jeśli do strajku dojdzie, nie będzie to nic nadzwyczajnego na europejskim niebie. Konflikty między związkowcami a zarządami są na porządku dziennym w branży lotniczej. Ciągłe strajki wstrząsają ostatnio Air France, długo trwał konflikt płacowy w Lufthansie, a odwoływane loty w Alitalii są wręcz na porządku dziennym. Jednak marne to pocieszenie dla klientów LOT. Jedną z zalet tej linii był właśnie fakt, że tu strajki pasażerom nie grożą i można spokojnie rezerwować bilety. Szkoda byłoby ten atut zaprzepaścić.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną