Rynek

Płacowy symetryzm. NBP pokazał, ile zarabiali prezesi

Prezes NBP Adam Glapiński Prezes NBP Adam Glapiński Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Sprawa płac bankowców od dawna budzi emocje. Nie tylko w Polsce. Cały świat zastanawia się, dlaczego akurat ta grupa menedżerów musi zgarniać tak ogromne pieniądze?

Narodowy Bank Polski opublikował informacje o zarobkach członków jego zarządu z ostatnich 23 lat. Okazało się, że wszyscy poprzednicy prezesa Adama Glapińskiego otrzymywali bardzo wysokie pobory. Niektórzy ich bliscy współpracownicy – również. Czyli mamy płacowy symetryzm. My płacimy dużo, ale wy zaczęliście.

Kto w NBP zarabia najwięcej

W ten sposób NBP postanowił rozbroić bombę, jaką była niedawna afera, w trakcie której ujawniono, ile zarabia nie tylko prezes Glapiński, ale także jego dwie współpracowniczki – Martyna Wojciechowska i Kamila Sukiennik. O ile zarobki prezesa wynoszące 63 tys. zł miesięcznie były dla przeciętnego Polaka jeszcze jakoś do zrozumienia, to powód, dla którego dyrektor departamentu komunikacji, czyli ekspertka od piaru, musi zarabiać niewiele mniej niż prezes – już nie bardzo. Podobnie jak dyrektor gabinetu prezesa. A to dwie najlepiej wynagradzane pracownice NBP niebędące członkami zarządu. To nie są osoby, od których zależy stabilność polskiej waluty.

Czytaj także: Bieda jak w banku. Spór o jawność zarobków w NBP

Przepaść płacowa w administracji publicznej

Lista płac w NBP po raz kolejny pokazała, jaka przepaść płacowa dzieli bank centralny, będący przecież instytucją publiczną, od innych sektorów administracji publicznej. Podobnie jest w całym sektorze finansowym, który jest opłacany wyjątkowo hojnie. Oczywiście mowa o prezesach banków i kadrze zarządzającej, bo płace szeregowych pracowników bankowości do wysokich raczej nie należą. Banki komercyjne już od dawna muszą publikować informacje, ile płacą swoim zarządom. I te kwoty – by użyć słów klasyka – są porażające. Najlepiej wynagradzani szefowie Citi Handlowy i mBanku w ubiegłym roku zarobili ponad 5 mln zł. Prezesi banków kontrolowanych przez państwo zarobili mniej za sprawą znowelizowanej niedawno ustawy kominowej. Ale i tak 1–2 mln zł.

Dlaczego w bankach zarabia się tak dużo?

Sprawa płac bankowców od dawna budzi emocje. Nie tylko w Polsce. Cały świat zastanawia się, dlaczego akurat ta grupa menedżerów musi zgarniać tak ogromne pieniądze? Pojawiają się argumenty, że w innych krajach płaci się więcej, że rynek tego wymaga, a jeśli bank jest prywatną firmą, to właściciel decyduje, komu płaci i ile. Problem w tym, że wielkie banki najczęściej mają akcjonariuszy, którymi są inne banki lub instytucje finansowe, a one same są akcjonariuszami innych instytucji finansowych.

W efekcie płace ustalają sobie we własnym gronie, na zasadzie: ty mnie, a potem ja tobie. I wtedy pada hasło ze strony NBP – skoro w bankach komercyjnych jest taki poziom płac, to i my musimy płacić na odpowiednio wysokim poziomie. Ciemny lud i tak za to zapłaci.

Więcej o płacach bankierów w najbliższym numerze POLITYKI.

Czytaj także: Pięć kluczowych pytań o zarobki w NBP

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rabin, który przeżył kilka obozów, w tym Auschwitz

Nie wiedziałem wtedy, kim jest, ani jak się nazywa. Siedział po turecku na wielkim stole, bez przerwy palił – rabin Nissen Mangel opowiada o spotkaniu z dr. Mengele.

Agnieszka Zagner
27.01.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną