Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Po pierwsze: nie kłamać

Piar dobry i zły

„Public relations dosłownie oznacza relacje publiczne, ale w ciągu ostatnich lat ta definicja przesunęła się w kierunku komunikacji, choć moim zdaniem zarządzanie procesem informacyjnym to tylko znikoma część PR”. „Public relations dosłownie oznacza relacje publiczne, ale w ciągu ostatnich lat ta definicja przesunęła się w kierunku komunikacji, choć moim zdaniem zarządzanie procesem informacyjnym to tylko znikoma część PR”. Rangizzz / PantherMedia
Rozmowa z Grzegorzem Szczepańskim, szefem Związku Firm Public Relations (ZFPR), prezesem agencji Hill+Knowlton Strategies Polska, o złym i dobrym piarze oraz próbach poprawy wizerunku branży.
Grzegorz SzczepańskiZFPR/materiały prasowe Grzegorz Szczepański

ADAM GRZESZAK: – Mamy wakacje, a w praktyce sezon polityczny w pełni. Jedne wybory za nami, za chwilę następne, potem kolejne. Branża public relations nie może opędzić się od zleceń?
GRZEGORZ SZCZEPAŃSKI: – Rozczaruję pana. Politycy nie poszukują profesjonalnego piaru. Z tego, co wiem, żadna z firm należących do ZFPR nie dostała nawet pytania ze strony partii politycznych, czy zajmie się obsługą kampanii wyborczej. To są dwa różne światy. Zaryzykuję nawet stwierdzenie: w polityce nie ma piaru.

Pan chyba żartuje. Przecież polityka coraz częściej polega na skutecznej propagandzie. Dziś każdy polityk co chwila musi zasięgać opinii eksperta PR, a o tym, co ma mówić w mediach, dowiaduje się z „przekazów dnia”, czyli partyjnych instrukcji. To zresztą pomysł jednego z pana kolegów, szefa dużej agencji PR.
Zgoda, może jestem trochę obrażony na politykę i polityków, ale moi koledzy na ogół myślą podobnie i trzymają się od tego świata z daleka. Przecież większość tego, co widać podczas kampanii wyborczych, czyli wielkie zasięgowe kampanie oparte na dyskredytowaniu przeciwników i rozpowszechnianiu informacji – mówiąc delikatnie – nie do końca prawdziwych, nie ma nic wspólnego z piarem. Jestem przekonany, że to nie powstaje w żadnych sztabach piarowych, ale w sztabach politycznych.

W tych sztabach roi się od speców PR.
Powtarzam – nie są ekspertami PR, nawet jeśli się za takich podają. Najczęściej to spin doktorzy, czyli specjaliści od manipulowania nastrojami społecznymi przy użyciu nie do końca prawdziwych informacji, albo urzędnicy z biur informacji w administracji publicznej. To także ludzie od astroturfingu, czyli kreowania symulowanych ruchów obywatelskich w internecie, czy rozpowszechniania fake newsów.

Polityka 28.2019 (3218) z dnia 09.07.2019; Rynek; s. 42
Oryginalny tytuł tekstu: "Po pierwsze: nie kłamać"
Reklama