Rynek

Wielkie odkażanie. Jak oczyścić miasta z wirusów?

Dezynfekcja centrum Warszawy Dezynfekcja centrum Warszawy Mateusz Włodarczyk / Forum
Wraz z odmrażaniem kraju wchodzimy w fazę wielkiego odkażania. Jedną z bardziej obiecujących technologii jest ozonowanie. To znaczy mogłoby być, gdyby pewnego patentu nie spowił ostry cień mgły.

Technologia polegająca na dezynfekcji odgazowaną wodą wysoko ozonowaną (OWWO) została zgłoszona do Urzędu Patentowego w kwietniu 2018 r., na wiele miesięcy przed wybuchem pandemii. Rok wcześniej nagrodą uhonorowała ją Izba Gospodarcza Wodociągi Polskie. Jej twórcą jest dr inż. Robert Muszański. Ozon był tematem jego pracy doktorskiej – studia skończył w 2002 r., potem założył firmę i weryfikował swoje teorie w praktyce.

O tym, że ozon zabija bakterie i wirusy, wiadomo od 150 lat, to nic nowego. Do odkażania małych zamkniętych pomieszczeń stosowany jest od dawna. Po wybuchu pandemii usługę odkażania np. samochodów oferuje już wiele małych firm. Ale w postaci gazu ozon może być dla ludzi szkodliwy, auto czy pomieszczenie należy więc dokładnie wywietrzyć. W skuteczność takiej metody walki z wirusem wątpi Andrzej Biń, emerytowany profesor Politechniki Warszawskiej i były członek władz Międzynarodowego Stowarzyszenia Ozonu. – Co z tego, że np. karetka zostanie dokładnie odkażona wewnątrz, jeśli nic się nie stanie wirusom na klamkach czy lusterkach zewnętrznych? – pyta.

Czytaj też: Wirusów jest 10 mln razy więcej niż gwiazd

Dezynfekcja miejsc publicznych?

Na pandemii teraz dobrze zarabiają też producenci, głównie chińscy, wszelkiej maści urządzeń nazywanych ozonatorami. Mają ozonować powietrze w pokoju, likwidując w ten sposób wirusy. Kupujący nie zdają sobie jednak sprawy, że takie pokojowe urządzenie nie jest w stanie zlikwidować patogenów znajdujących się na szafkach, firankach czy wykładzinach. Więc, mówiąc otwarcie, zakup ozonatora to raczej wyrzucone pieniądze. Właściciele hoteli, którym zależy na powrocie turystów, mówią o konieczności zainwestowania w zakup lamp emitujących promienie ultrafioletowe, których w kraju się nie produkuje. Są skuteczne, ale także wyłącznie w pomieszczeniach zamkniętych. Pociągów się nimi nie odkazi.

Czytaj też: Kto zarobił na wirusie

Szanse na bardziej skuteczną walkę z pandemią rosną wtedy, gdy regularnie dezynfekowane będą także miejsca publiczne, przez które dziennie przewija się bardzo wielu ludzi i gdzie zagrożenie jest największe. A tymczasem świat z dezynfekcją dużych odkrytych przestrzeni radzi sobie dość marnie. Nikt nie zmierzył się z tym problemem, bo do tej pory nie musiał. Więc maseczki, rękawiczki jednorazowe czy społeczny dystans nie zapewnią nam bezpieczeństwa, jeśli jednocześnie nie będą regularnie odkażane stacje i pociągi metra, przystanki czy dworce. Odmrażanie gospodarki bez odkażania miejsc, w których skupiają się ludzie, nie ma szans pełnego powodzenia.

Czytaj też: Ryzyko śmierci z powodu wirusa. Dlaczego lepiej je znać?

Chlor odkażający, ale groźny dla życia

To dlatego zdesperowane władze nadmorskiej wioski Zahara de los Atunes koło Kadyksu w Andaluzji, które jak najszybciej chciałyby znów wpuścić turystów, w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo gości zlały podchlorynem sodu 2 km plaży w nadziei, że ją w ten sposób odkażą. Fakt, odkazili. Wybuchła jednak afera, ponieważ oprócz wirusa chlor zniszczył gniazda lęgowe ptaków i wszystko, co żyło na plaży, nawet owady. O sprawie na swoich stronach poinformował „National Geographic”, a o powrocie turystów na martwe plaże lepiej zapomnieć. Ze zgrozą oglądają je wyłącznie wycieczki ekologów, a władze regionu tłumaczą się z błędnej decyzji i przepraszają.

Chlorem z podobnym skutkiem odkażano także ulice i miejsca publiczne w Wuhanie. Tu do zniszczenia życia biologicznego dodać należy korozję elementów metalowych, których w mieście jest pełno. Pod koniec pandemii w Chinach przed wejściami do instytucji publicznych ustawiono komory kontaminacyjne, w których wchodzących odkażano mgiełką roztworu podchlorynu sodu. Unieszkodliwienie wirusa było ważniejsze niż skutki zdrowotne dla dezynfekowanych osób, nie mówiąc o ich ubraniach.

Czytaj też: Jak zdusiliśmy naturę

Jak się ozonują polskie miasta

Tymczasem władze Warszawy w nocy, bez rozgłosu, w sposób przyjazny dla środowiska i za niewielkie pieniądze odkażają w mieście stacje metra, przystanki, ale także karetki pogotowia, autobusy czy śmieciarki. Każdej nocy można spotkać ludzi w goglach i kombinezonach ochronnych polewających ulice, skwery, wejścia do zakaźnych szpitali wodą wysoko ozonowaną. Magdalena Łań z ratusza przekonuje, że technologia jest bezpieczna dla ludzi, środowiska naturalnego, urządzeń i infrastruktury. Nie wprowadza bowiem do środowiska żadnych sztucznych pierwiastków, do jej produkcji potrzebna jest tylko woda, tlen i energia elektryczna. Dodatkową zaletą jest to, że po kilku minutach dezynfekcji użyta do niej odgazowana woda wysoko ozonowana rozkłada się do czystej wody i czystego tlenu.

W podobny sposób dezynfekuje się dziewięć innych miast w Polsce, m.in. Tczew, Rypin, Katowice, Września. Niejako przez przypadek. Urządzenia mobilne produkujące OWWO kupiły wcześniej nie dlatego, że przewidziały pandemię, ale w innych, sanitarnych celach. Warszawa – żeby uniknąć masowego skażenia środowiska po awarii Czajki.

Inteligentny zabójca patogenu

Muszański, żeby szukać sposobu bezpiecznego ozonowania – nie jako naukowiec, ale jako przedsiębiorca – musiał najpierw zarobić. Jego zlokalizowana w Krynicy firma Wofil oferowała miejskim wodociągom ozonowanie wody, co znacznie poprawiało jej jakość, już nie śmierdziała chlorem. Tak zaczęła się jego współpraca z Józefem Natonkiem, prezesem wodociągów miejskich w Jaworznie na Śląsku, który postanowił przy pomocy ozonu zdezynfekować rurociągi. Po zastosowaniu chloru mieszkańcy byliby pozbawieni wody przez kilka dni, przy użyciu ozonu woda z kranu popłynęła taniej i dwa razy szybciej. Wyprodukowało ją mobilne urządzenie skonstruowane przez Muszańskiego. Teraz w Jaworznie służy do dezynfekcji przystanków i często uczęszczanych miejsc publicznych. Po darmową wodę odkażającą zgłosiła się też Spółdzielnia Górnik, która regularnie dezynfekuje nią kontenery na śmieci.

Czytaj też: Wsłuchani w nagłą ciszę miast

Proces ozonowania niszczy patogeny, jego wielką zaletą jest także to, że ozon szybko się z wody utlenia, nie pozostawiając żadnych szkodliwych substancji – tłumaczy prof. Biń. Tego Muszański nie wymyślił. Jego patent polega na tym, że skonstruował urządzenie mobilne, które produkcją OWWO może zajmować się w dowolnym miejscu, na dworcu, na placach, nawet na plaży.

Mobilne urządzenia do wytwarzania wody ozonowanej produkowane są też w Australii oraz Stanach Zjednoczonych, nie jest to jednak woda odgazowana – tłumaczy Robert Muszański. – To duża różnica, ponieważ ozon w postaci gazu jest dla ludzi niebezpieczny. Ja szukałem metody bezpiecznej dla ludzi i środowiska. Inteligentnego zabójcy patogenów. Nie miałem pojęcia o koronawirusie, ale po pojawieniu się eboli zdałem sobie sprawę, że pandemia jest tylko kwestią czasu. I że bez sposobu bezpiecznego odkażania wielkich przestrzeni sobie z nią nie poradzimy. Niektórzy żartowali, że poświęca życie czekaniu na pandemię. Przestało być śmiesznie, kiedy koronawirus dotarł do Polski.

Józef Natonek, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Jaworznie, dzięki urządzeniu, które zakupił wcześniej, może teraz odkażać miasto właściwie bezkosztowo. Produkcja tysiąca litrów OWWO kosztuje zaledwie kilka złotych. To tyle co prąd i woda.

Czytaj też: Robert Muszański i jego biznes na wodzie

Zanim ozon się utleni

Kiedy w wyniku awarii oczyszczalni ścieków Czajka nieczystości zaczęły płynąć do Wisły, prezydent Warszawy podczas obrad sztabu kryzysowego, na którym obecny był także były minister ochrony środowiska Jacek Kowalczyk, usłyszał o technologii Wofilu po raz pierwszy. Cały zestaw zdalnie sterowanych urządzeń ściągnął wówczas do stolicy, gdzie pełną parą produkowały OWWO i wlewały do nieoczyszczonych ścieków z Czajki, neutralizując patogeny. Dzięki nim nie doszło do skażenia środowiska, a miasto zdecydowało się na zakup trzech mobilnych urządzeń, na wypadek gdyby podobna awaria miała się powtórzyć. Teraz przydają się do odkażania przez okrągłą dobę. Dziś miasta na taki zakup już raczej nie stać. Jedno urządzenie kosztuje ok. 300 tys. zł, a wpływy z podatków gwałtownie się skurczyły. Pieniądze na walkę z pandemią ma rząd.

Czytaj też: Władza daje swoim zarobić. Nawet na kryzysie

W Krynicy kolejki osób z pustymi kanistrami ustawiają się pod siedzibą Wofilu. To właściciele miejscowych hoteli, sklepów i restauracji, ale także zwykli mieszkańcy. Z własnymi naczyniami przychodzą po OWWO, którą firma nalewa im za darmo. Zamiast kupować drogie płyny odkażające na bazie alkoholu, wystarczy systematycznie przecierać podłogi, stoły, łóżka czy szafki wodą z Wofilu, do której produkcji nie potrzeba żadnej chemii. Trzeba się jednak spieszyć, ponieważ po godzinie ozon z wody się utleni, co oznacza, że traci ona swoje właściwości odkażające.

Czytaj też: W miastach dokonuje się zielono-błękitna rewolucja

Rząd się nie interesuje

Rząd i samorządy lokalne walczą z pandemią oddzielnie, każdy na własną rękę, o wspólnym działaniu nie ma mowy. A zagrożenie wirusem ciągle jest największe w szpitalach. Prof. Biń dziwi się, dlaczego komór kontaminacyjnych nie można postawić przed wejściem do najbardziej zagrożonych, a może i wszystkich szpitalnych placówek. Środkiem odkażającym byłaby bezpieczna odgazowana woda wysoko ozonowana, a nie podchloryn sodu (jak w Chinach), czy nawet roztwór wody z ozonem w postaci gazu. Falę zakażeń udałoby się szybciej przytłumić.

Skuteczność OWWO w walce z patogenami przez dwa lata badała i potwierdziła prof. Iza Zimoch z Politechniki Śląskiej. Musiałby się nią jednak zainteresować także Główny Inspektor Sanitarny oraz Ministerstwo Zdrowia. Wnioski do Departamentu Rejestracji i Oceny Dokumentacji Produktów Biobójczych Muszański złożył już w lutym. I czeka. Pozytywna decyzja zachęciłaby biznes do podjęcia produkcji takich kabin odkażających. Muszański podpowiada: wystarczy wziąć cztery próbki z wymazem od osoby zakażonej (takie jak do testów) i do dwóch wstrzyknąć odgazowaną wodę wysoko ozonowaną, po czym je ponownie przebadać. Te dwie z wodą powinny być negatywne.

Czytaj też: Siła Polski lokalnej. Na przekór rządowi i pandemii

Polska we mgle

On sam nie zamierza szukać kooperanta do produkcji kabin kontaminacyjnych. Chce wrócić do przerwanych przez pandemię badań sfinansowanych przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Pracuje z grupą naukowców z Politechniki Warszawskiej oraz Gdańskiej, a także wodociągami z Jaworzna i oczyszczalnią Czajka. – Chodzi o obecność w wodzie mikrozanieczyszczeń, m.in. farmaceutyków, które stają się potencjalnie coraz większym problemem – wyjaśnia Muszański. Obecnie stosowane metody oczyszczania ścieków nie likwidują tych mikrozanieczyszczeń, więc w rezultacie trafiają do środowiska, a potem do wody pitnej. Mogą powodować, że wirusy, także korona, staną się lekooporne i nawet wynalezienie szczepionki nie zlikwiduje problemu.

Technologie ochrony środowiska to będzie wielki globalny biznes. Polska może mieć w tym swój udział, chyba że, jak tyle razy wcześniej, lokalne patenty utkną w administracyjnej mgle.

Czytaj też: Mamy prawo żyć w czystym środowisku

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną