Rynek

Innowacja jest kobietą. Te ekonomistki zmienią świat?

Ekonomistki: Mariana Mazzucato, Kate Raworth, Carlota Perez Ekonomistki: Mariana Mazzucato, Kate Raworth, Carlota Perez mat. pr.
Choć pandemia covid-19 trwa w najlepsze, nie ustały rozważania nad urządzeniem pokryzysowego świata i gospodarki. Silnym głosem wypowiadają się kobiety ekonomistki. Pokazują, że inna ekonomia jest nie tylko możliwa, ale i niezbędna.

Mariana Mazzucato z University College of London zasłynęła książką „Przedsiębiorcze państwo”. Przedmowę do polskiego wydania z 2016 r. napisał wicepremier Mateusz Morawiecki, a lektura pomogła w tworzeniu Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. Mazzucato w swej pracy dowodzi, że państwo jest nieodzownym uczestnikiem gry gospodarczej. Staje się szczególnie niezbędne w epoce, kiedy o dynamice rozwoju decydują głównie innowacje. Te bowiem wbrew romantycznym opowieściom o genialnych wynalazcach przedsiębiorcach, którzy w garażach majstrują przy kolejnych technologicznych rewolucjach, swe źródło mają w badaniach i pracach rozwojowych finansowanych przez państwo. Bez publicznych nakładów nie byłoby Apple, Google, systemu GPS ani też większości leków, ze szczepionkami na SARS-CoV-2 włącznie.

Czytaj także: Nowa, lepsza ekonomia

Lewicowa obrona kapitalizmu

Większość zwolenników, jak i krytyków ekonomistki poprzestaje na tych ilustracjach z dziejów postępu technicznego. Zwolennicy, np. Mateusz Morawiecki, traktują je jako argument za aktywnym zaangażowaniem państwa w gospodarkę, nie dostrzegając, że istnieje zasadnicza różnica między tworzeniem warunków do innowacji a politycznym woluntaryzmem i klientelizmem, polegającym na podporządkowaniu gospodarki centrum władzy. Przeciwnicy twierdzą, że Mazzucato neguje walory wolnego rynku i konkurencji, a przecież nawet dziecko wie, że bez nich nie byłoby iPhone’a, wyszukiwarki Google i systemów nawigacji samochodowej.

Ekonomistka z UCL nie kryje swoich lewicowych poglądów, nie walczy jednak o zastąpienie kapitalizmu socjalizmem. Przeciwnie, próbuje ratować kapitalizm przed kapitalistami, czyli przed destrukcyjnymi popędami sterników kapitalizmu, które doprowadziły do globalnego kryzysu w 2008 r. W tym właśnie celu jako badaczka szuka odpowiedzi, co decyduje o rozwoju gospodarczym i jak go w takim razie najlepiej wspomagać nie tylko po to, żeby zapewnić wzrost, ale także realizację celów społecznych i ekologicznych.

Stwierdzenie, że głównym silnikiem napędzającym rozwój są innowacje, nie jest oryginalne. Wszak niemal wiek temu o roli innowacji pisał jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX stulecia Joseph Schumpeter, pokazując, w jaki sposób wpływają one na gospodarczy i cywilizacyjny postęp, wywołując fale twórczej destrukcji. Pojawienie się samochodu oznaczało wyrok dla transportu opartego na konnych zaprzęgach, a tym samym utratę pracy przez woźniców, konie i rzesze ludzi związanych z obsługą stajni, dostarczaniem paszy i sprzątaniem łajna. Końcowy bilans był jednak pozytywny, bo nowa technologia przyczyniła się do powstania nowego zatrudnienia dla kierowców i mechaników, a także umożliwiła szerszą zmianę społeczną, przekształcenie miast i gospodarki.

Technologiczna granica

Spostrzeżenia Schumpetera nie straciły ważności, radykalnie zmienił się jednak kontekst. Współczesne technologie są znacznie bardziej złożone niż przed stu laty. Najostrzejsza konkurencja toczy się na granicy technologicznej, w obszarze najbardziej zaawansowanych technologii, których rozwój wymaga olbrzymich nakładów, rozwiniętej infrastruktury i wiąże się z wielkim ryzykiem niepowodzenia. Koszt budowy fabryki zdolnej do produkcji mikroprocesorów najnowszych generacji przekracza 10 mld dol. Dodatkowo złożoność powiększa globalizacja powodująca ograniczoną efektywność narodowych polityk rozwojowych.

Prywatne przedsiębiorstwa są niezbędne, by opracowywać nowe produkty i je komercjalizować, nigdy jednak nie będą gotowe do akceptacji wszystkich kosztów związanych z pełnym cyklem innowacji i twórczej destrukcji. Na koszty te składa się zarówno finansowanie badań podstawowych, utrzymanie systemu edukacji, jak i właśnie ochrona kapitalizmu przed kapitalistami. W interesie kapitalisty, który zarabia na nowej technologii, jest bowiem wyciągnięcie z niej jak największego zwrotu. Dlatego tępi, jak może, innowacje, które mogą jego zysk podkopać. W takiej sytuacji rolą państwa jest wspieranie rozwoju innowacji wbrew interesowi grup biznesowych czerpiących z eksploatacji technologii wcześniejszej generacji.

Dlaczego bogaci powinni dzielić się z biednymi? Rozmowa z Marianą Mazzucato

Ekonomia misji

Mariana Mazzucato swoje idee przedstawia nie tylko w artykułach naukowych, ale także w przystępnie napisanych książkach i opracowaniach eksperckich dla gremiów politycznych. Horizon Europe, czyli program badawczo-rozwojowy Unii Europejskiej na lata 2021–27 z budżetem blisko 100 mld euro, zbudowany jest wokół rdzenia, którego główną autorką była właśnie Mazzucato. Ekonomistka, twierdząc, że władza publiczna powinna wspierać proces innowacyjny, dodaje, że musi to robić w odpowiedni sposób. A najlepszym sposobem jest podejście podobne do tego, jakie doprowadziło Stany Zjednoczone do lądowania na Księżycu.

Po prostu potrzebne są ambitne wieloletnie misje koncentrujące wysiłek na strategicznych celach. Horizon Europe wymienia pięć misji: adaptacja do zmian klimatycznych, walka z rakiem, inteligentne i neutralne klimatycznie miasta, zdrowe wody oceanów, mórz i akwenów śródlądowych oraz zdrowa gleba i żywność. Mazzucato nie zadowoliła się jednak afirmacją przez Komisję Europejską, tylko swoje „misyjne” podejście do innowacji rozwija – właśnie ukazała się książka „Mission Economy” opisująca, jak zmienić kapitalizm, wykorzystując do tego szansę stworzoną przez pandemiczny kryzys.

Wojciech Morawski: Koronawirus i gospodarka. Nadchodzi wielki przełom w ekonomii

Wcześniejszą publikację „Wartość wszystkiego” (ukaże się niebawem po polsku nakładem wydawnictwa Heterodox) przeczytał uważnie papież Franciszek, o czym pisze we własnej książce „Powróćmy do marzeń”. Spojrzenie Mazzucato na świat i gospodarkę wydało się papieżowi tak interesujące, że zaprosił ekonomistkę wraz z jej zespołem z Institute for Innovation and Public Purpose (Instytut Innowacji i Misji Publicznej) do współpracy w ramach watykańskiej Komisji ds. Covid-19. Franciszek zachwycił się jednak nie tylko Mazzucato, zwrócił także uwagę na Kate Raworth z Oksfordu. Raworth jest autorką doughnut economics, czyli „ekonomii pączka z dziurką”.

Ekonomia pączka z dziurką

Za tą kulinarną nazwą kryje się przemyślana propozycja. Skonstruowana jest w poprzek sporu, jaki nasila się wśród ekonomistów, a można go sprowadzić do pytania: czy gospodarkę opartą na wzroście PKB da się pogodzić z koniecznością ochrony środowiska i klimatu, czy też jedyną szansą na ratunek przed katastrofą ekologiczną jest przejście do gospodarki dewzrostowej? Raworth, gdy ją pytają o wzrost, odpowiada: w tej sprawie jestem agnostyczką. Po prostu tak postawiona alternatywa nie ma dla niej sensu i w zamian proponuje odmienne spojrzenie na gospodarkę.

Jeśli zgodzimy się, że celem gospodarki jest zaspokajanie materialnych potrzeb społeczeństwa, to powstaje pytanie, czy istnieją granice określające warunki realizacji gospodarczej misji. Raworth proponuje dwie twarde granice. Dolna – podstawowa – to minimum, jakie trzeba zapewnić wszystkim mieszkańcom określonej wspólnoty: miasta, państwa, Ziemi, by można było mówić o godnym życiu dla każdego. W wymiarze zupełnie podstawowym dla skali globalnej minimum takie określają cele zrównoważonego rozwoju określone przez ONZ.

Czytaj także: Kryzysowa zmowa. Miasta przejmują inicjatywę

W wymiarze lokalnym cele te mogą być zdefiniowane inaczej, choć nie dowolnie, bo trzeba pamiętać o drugiej – górnej granicy. To wydolność ekosystemu do obsłużenia ludzkich potrzeb w taki sposób, by nie doszło do nieodwracalnej destrukcji środowiska. Tu Raworth jako twarde wyznaczniki tej ekologicznej granicy przywołuje Granice Planetarne opracowane w Stockholm Resilience Centre. Uczeni z tego ośrodka stwierdzili, że dobrym przybliżeniem stanu globalnego ekosystemu jest dziewięć wymiarów: stan klimatu, stan bioróżnorodności, zakwaszenie oceanów itp. Przekroczenie wartości krytycznych dla każdego z tych wymiarów oznacza zagrożenie załamaniem systemu.

W doughnut economics, o ile jest realizowana zgodnie z założeniami, nie ma np. miejsca na skrajne nierówności, bo muszą prowadzić do naruszenia jednej z granic: albo będą powstawać kosztem niedostatku lub wręcz eksterminacji części mieszkańców wspólnoty, albo kosztem zniszczenia środowiska. Propozycja Raworth, choć brzmi zachowawczo, nie wyklucza możliwości rozwoju. Przeciwnie, zachęca do promowania innowacji jako jedynego sposobu umożliwiającego lepsze zaspokojenie potrzeb w ramach istniejących granic.

Koncepcja Raworth zainspirowała nie tylko papieża. Amsterdam ogłosił w kwietniu nową strategię rozwoju miasta o nazwie doughnut Amsterdam, w której przygotowaniu uczestniczyła ekonomistka z Oksfordu. Prace nad strategią trwały ponad rok, a miasto wykorzystało pandemiczny kryzys do ogłoszenia nowego kierunku rozwoju, uznając, że powrotu do starego, przedkryzysowego modelu nie ma. Do podobnej strategii przymierza się Kopenhaga.

Wartość, głupcze!

Koncepcje Mazzucato i Raworth zdaje się więcej różnić, niż łączyć. Wspólnym mianownikiem okazuje się jednak teoria wartości przedstawiona przez Mazzucato w książce „Wartość wszystkiego”. Ekonomistka pokazuje w niej, że współczesna ekonomia głównego nurtu odeszła od myśli twórców nowoczesnej myśli ekonomicznej, jak François Quesnay, Adam Smith czy Karol Marks. Najważniejsze i najbardziej brzemienne w skutki odstępstwo polega na błędnej interpretacji teorii wartości i przyjęciu, że to cena określa wartość produktu lub płaca wartość świadczonej pracy. Taki rachunek prowadziłby do wniosku, że do najbardziej wartościowych i wydajnych należą pracownicy firmy finansowej Goldman Sachs, którzy zakończyli 2009 r. wypłatą premii w wysokości 16,7 mld dol., choć rok wcześniej firma musiała być ratowana finansowym zastrzykiem z publicznej kasy w wysokości 10 mld dol.

Mazzucato przekonuje, że gdy myli się wartość z ceną, to w konsekwencji myli się także kreowanie wartości z jej ekstrakcją w sposób nieprzynoszący realnej wartości społeczeństwu, a nawet szkodliwy. Tę zasadniczą różnicę między ceną, a zwłaszcza płacą i wartością, pokazała pandemia, gdy nagle odkryliśmy kategorię „pracowników niezbędnych”. W większości są to przedstawiciele zawodów znajdujących się na dole hierarchii płacowych, bez nich jednak funkcjonowanie tkanki społecznej jest niemożliwe.

Raworth i Mazzucato łączy jeszcze to, że przez magazyn ekonomiczny „Forbes” zostały wymienione w 2020 r. wśród pięciu najbardziej wpływowych ekonomistek świata. Znalazła się w tej grupie również Stephanie Kelton promująca tzw. nowoczesną teorię monetarną, z której chętnie korzystają dziś politycy szukający sposobów na ratowanie pogrążających się w pandemicznej recesji gospodarek. Nie zabrakło także ubiegłorocznej noblistki Esther Duflo. Listę zamyka Carlota Perez, nazwisko chyba najmniej popularne.

Czytaj także: Dobra książka na złe czasy

Zielona synteza

Rzeczywiście, ta wenezuelsko-brytyjska ekonomistka nie bryluje w mediach jak Mazzucato i Duflo, i nie posługuje się apetycznymi metaforami jak Raworth. Uznanie przyniosła jej opublikowana w 2002 r. książka „Technological Revolutions and Financial Capital” („Rewolucje technologiczne i kapitał finansowy”). Perez należy do najwybitniejszych badaczek procesów innowacyjnych, jest wybitną kontynuatorką szkoły schumpeterowskiej. Analizę ekonomiczną uzupełnia wiedzą historyczną, z której wynika, że fale innowacji i twórczej destrukcji układają się w powtarzalne cykle.

Perez twierdzi, że obecnie znajdujemy się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej kapitalizm był na przełomie lat 30. i 40. XX w., wychodząc z Wielkiej Depresji. Przed nami technologiczna konwergencja, czyli wykorzystanie rewolucji teleinformatycznej do przyspieszenia zielonej, proekologicznej transformacji. To połączenie i wynikające z niego innowacyjne przyspieszenie samo się jednak nie dokona, tak jak nie dokonał się sam z siebie skok od Wielkiej Depresji do społeczeństwa dobrobytu po drugiej wojnie światowej. Potrzebna jest śmiała polityka publiczna na miarę programów formułowanych w XX w. przez Keynesa, Roosevelta, Beveridge’a.

Nie chodzi jednak o prostą powtórkę, tylko o rozwiązania adekwatne do współczesnego kontekstu. Tu oczywiście Perez spotyka się z Mazzucato, z którą zresztą współpracuje jako honorowa profesorka Instytutu Innowacji i Misji Publicznej. W tej chwili koncentruje się na projektowaniu polityki na rzecz zielonego rozwoju i ekologicznej transformacji. Kluczem do niej są oczywiście innowacje, które wymagają odpowiedniego ekosystemu. Perez w swych rekomendacjach dla polityków radzi, by zastąpić opodatkowanie pracy opodatkowaniem zużycia energii i materiałów; zaleca wprowadzenie powszechnego dochodu gwarantowanego jako warunku rozwoju gospodarki współdzielenia, opartej nie tylko na rynku, ale także na pracy świadczonej poza rynkiem (dobrym przykładem Wikipedia); zaleca ułatwienie dostępu do wiedzy dla mieszkańców krajów biedniejszych. Podobnie jak Mazzucato i Raworth krytykuje dominującą obecnie teorię wartości i sposób pomiaru gospodarki, bo gubi on to, co rzeczywiście przynosi społeczeństwu użyteczną wartość.

Epilog

Ekonomia to ciągle męska dyscyplina nauki. Wystarczy spojrzeć na listę najważniejszych wyróżnień. Nagrodę Banku Szwecji im. Alfreda Nobla zdobyły tylko dwie kobiety: Esther Duflo i nieżyjąca już Elinor Ostrom. Lista wybitnych ekonomistek-myślicielek szczęśliwie wykracza poza te dwa nazwiska. To dobra wiadomość na czas naprawiania świata i szukania lepszych propozycji organizacji życia społeczno-gospodarczego.

Czytaj także: Czy można prowadzić eksperymenty „na biednych”?

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Chwiejne dzieciństwo. Nastolatki coraz wcześniej sięgają po alkohol

Nastolatki piją. Pierwszy raz po alkohol sięgają w wieku 12–13 lat. Kiedy mają 15–18, były już co najmniej raz pijane.

Katarzyna Kaczorowska
05.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną