Trzeźwienie polityków. Potrzeba ograniczenia dostępu do alkoholu w końcu do nich dociera? Są dwa nowe projekty
Jeśli warszawscy radni Koalicji Obywatelskiej, blokujący w ubiegłym tygodniu uchwałę prohibicyjną, działali z inspiracji lobby alkoholowego, to wyświadczyli mu niedźwiedzią przysługę. Zarówno Lewica, jak i Polska 2050 próbują na stołecznym konflikcie zbić polityczny kapitał. W ten sposób problem warszawski stał się problemem koalicyjnym. Musi zdawać sobie z tego sprawę premier Donald Tusk, który skrytykował ostatnio „liberalizm alkoholowy” i dał do zrozumienia, że nie podoba mu się decyzja warszawskich radnych. W tym tygodniu do Sejmu w trybie ekspresowym trafiły dwa projekty poselskie. Bardziej radykalny jest ten przygotowany przez Lewicę, bo zakłada wprowadzenie pełnego zakazu sprzedaży alkoholu od godz. 22 do 6 w całym kraju. Teraz to samorządy decydują o takich obostrzeniach na poziomie poszczególnych gmin albo nawet tylko ich części.
Czytaj także: Po tym głosowaniu będzie kac. Platforma jeszcze nie wie, co sama sobie zrobiła
Prohibicja według Lewicy i Polski 2050
Lewica zamierza ograniczyć w ten sposób kompetencje samorządów. Mogłyby jedynie rozszerzyć prohibicję, by obowiązywała już od godz. 21, a kończyła się dopiero o godz. 9. Lewica chce też zakazać promocji cenowych przy sprzedaży alkoholu, a dodatkowo wprowadzić całkowity zakaz jego reklamy. Obecnie dozwolona jest, z pewnymi obostrzeniami, reklama piwa. Dodatkowo miałby obowiązywać całkowity zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych, a w przypadku zakupu alkoholu przez Internet (to obecnie szara strefa) trzeba by okazać dowód tożsamości w momencie odbioru zakupów od kuriera. Równocześnie posłowie Lewicy zapewniają, że nie zamierzają ograniczać dostępu do alkoholu w lokalach gastronomicznych.
Nieco mniej radykalne są pomysły Polski 2050, bo ta chce co prawda również całkowitego zakazu promocji i reklamy alkoholu, ale nie zamierza wprowadzać ogólnopolskiej nocnej prohibicji. Ta kompetencja pozostałaby w gestii samorządów, choć mogłyby wydłużyć czas trwania zakazu do godz. 9. Polska 2050 chce za to podnieść stawkę za koncesję na sprzedaż alkoholu, która nie była waloryzowana od… 23 lat. Na razie można by wciąż kupować alkohol na stacjach benzynowych, ale nie dostawałyby one kolejnych koncesji, a po wygaśnięciu obecnych musiałyby zabrać z półek napoje z procentami. Aby przypodobać się wyborcom, Polska 2050 wymyśliła jeszcze jedno rozwiązanie: możliwość badania trzeźwości posłów podczas obrad Sejmu.
KO pod ścianą?
Alkoholowa ofensywa to odpowiedź nie tylko na wydarzenia w Warszawie, ale też efekt rządowej niemocy. Od wielu miesięcy trwają prace nad rządowym projektem pilotowanym przez Ministerstwo Zdrowia, z którego w międzyczasie zniknęły na przykład obostrzenia dotyczące stacji benzynowych, a jedynym istotnym ograniczeniem miałby być zakaz alkoholowych promocji typu 5+5 czy 10+10 (połowa butelek czy puszek piwa za darmo), który zresztą i tak sieci handlowe mogłyby łatwo obejść. Mniejsi koalicjanci próbują postawić pod ścianą główną partię rządzącą. Koalicja Obywatelska zapewne będzie próbować w czasie prac komisji nieco złagodzić oba projekty, ale nie ma wyjścia – teraz już antyalkoholowej krucjaty nie da się zupełnie zatrzymać. Temat jest też wdzięczny dla Konfederacji, która z kolei z pewnością stanie po stronie branży piwnej i spirytusowej, podkreślając znaczenie wolności obywatelskich.
Czytaj także: Już 180 polskich gmin z prohibicją. W Warszawie „łatwiej kupić wódkę niż chleb”
Lobby alkoholowe nie daje za wygraną
Chociaż często przy projektach nowych obostrzeń mówi się o prohibicji, w rzeczywistości chodzi o stosunkowo niewielkie ograniczenie dostępu do alkoholu, który w Polsce można rzeczywiście kupić bardzo łatwo i przez całą dobę. Samorządy, które wprowadziły nocne zakazy (chodzi o ok. 180 gmin w całej Polsce, ale są wśród nich już wszystkie duże miasta poza Warszawą), najczęściej chwalą skutki uchwał. Jest mniej interwencji policji, mniej awantur w pobliżu sklepów, a nawet mniej pijanych potrzebujących pomocy na SOR-ach. Jednak lobby alkoholowe nie daje za wygraną. Używa różnych argumentów: przekonuje, że i bez obostrzeń konsumpcja alkoholu w Polsce stopniowo spada, a także zwraca uwagę na niepewną przyszłość małych sklepów monopolowych. Ale politycy słusznie wyczuli, że jest rosnące społeczne oczekiwanie, aby alkohol nie był reklamowany, dostępny bez ograniczeń czy oferowany w ramach bardzo atrakcyjnych promocji. Gdy projekty trafią na plenarną salę Sejmu, może nas czekać awantura znacznie głośniejsza niż na ostatniej sesji warszawskiej Rady Miasta.