To już nie spekulacje, ale konkretne plany. Trzeba tylko znaleźć na nie pieniądze w budżecie. Ministerstwo Rolnictwa chce, żeby Krajowa Grupa Spożywcza przejęła polski Carrefour. Wiadomo, że francuski właściciel planuje wycofać się z Polski i szuka chętnych na swoje sklepy. Wiadomo również, że taka transakcja znajdzie się pod lupą Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Do tej pory zakładano, że Carrefour może zostać rozczłonkowany, a wśród potencjalnych chętnych na sklepy sieci wymieniano Biedronkę, Netto czy Żabkę. Tymczasem minister rolnictwa Stefan Krajewski z PSL marzy, aby Carrefour stał się bazą do rozwoju polskiej sieci sklepów.
Przejąć Carrefoura, czyli co?
Cel jest prosty: spolonizowany (a w zasadzie znacjonalizowany) Carrefour, oczywiście po zmianie nazwy, byłby miejscem, w którym polskim rolnikom łatwiej byłoby sprzedawać swoje produkty. Nie musieliby godzić się na niekorzystne warunki, dyktowane dziś przez prywatne, w większości niepolskie sieci. Tyle teoria, bo w praktyce Carrefour to nie jedna, spójna struktura, a tak naprawdę zlepek bardzo różnych sklepów. Mamy bowiem hipermarkety (niespełna sto), które wydają się zdecydowanie za duże dla Krajowej Grupy Spożywczej. To format szybko tracący na znaczeniu w Polsce – nic dziwnego, że Carrefour chce się go pozbyć, skoro zakupy robimy na co dzień w mniejszych sklepach, przede wszystkim dyskontach.
Bardziej atrakcyjne dla nowego, państwowego gracza byłyby supermarkety Carrefour, których jest ok. 150 – to prawdopodobnie one miałyby stanowić trzon tego przedsięwzięcia. W ramach trzeciego elementu francuskiej sieci – Carrefour Express – działa nieco ponad 500 niewielkich sklepów franczyzowych. Coraz mniej, bo na tym polu Carrefour również przegrywa. Głównie z Żabką, która ma już ponad 12 tys. punktów. Po wycofaniu się Francuzów z Polski zapewne większość franczyzobiorców poszuka sobie innego partnera. Trudno sobie wyobrazić, żeby chcieli wejść pod skrzydła Krajowej Grupy Spożywczej, która nie ma żadnego doświadczenia w zarządzaniu franczyzą.
Czytaj także: Czy franczyza ma dziś sens?
Sieć handlowa kontrolowana przez państwo
Oznacza to, że ewentualne przejęcia Carrefoura przez Krajową Grupę Spożywczą nie byłoby żadną handlową rewolucją. Polski biznes tej sieci przynosił w ostatnich latach straty (tylko w ubiegłym roku ponad 50 mln zł na minusie), a do tego Francuzi nie byli w stanie powstrzymać spadku sprzedaży. Sklepów z logo Carrefour systematycznie ubywa, a skoro centrala nie potrafiła wymyślić żadnej skutecznej strategii konkurowania z Biedronką, Lidlem czy Dino, pozostało tylko wynieść się z Polski. Pytanie dziś brzmi: czy należy angażować zapewne niemałe publiczne pieniądze, aby pomóc w tym francuskiemu gigantowi? Jakie korzyści będzie miał konsument z realizacji marzenia jeszcze z czasów PiS (wówczas planowano przejęcie Żabki) – budowy sieci handlowej kontrolowanej przez państwo?
Niestety, realistyczny wydaje się scenariusz, w którym taka sieć, zarządzana nie przez skutecznych menedżerów, a przez partyjnych nominatów, szybko zacznie przynosić ogromne straty. Jeśli ma konkurować z dużymi graczami, powinna do minimum ograniczyć marże. Straty pokryć będzie musiał większościowy właściciel Krajowej Grupy Spożywczej, a ta w ok. 80 proc. należy do Skarbu Państwa. Od dawna widzimy, że handel detaliczny w naszym kraju to szalenie trudny biznes. Mamy oczywiście potentatów jak Biedronka, Lidl, Dino czy Żabka ze świetnymi wynikami, ale większość sieci zarabia niewiele albo przynosi straty. Marże są niskie, konkurencja cenowa ogromna, a walka o klienta bezwzględna. Stosunkowo niewielka państwowa sieć ze sklepami odziedziczonymi po tych, którzy w Polsce przegrali, nie wydaje się rozsądnym pomysłem. Chyba że ma to być element wsparcia polskiego rolnictwa, od początku pomyślany jako działalność subsydiowana przez podatnika.