Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

13 zł zatrzyma Temu i Shein? Tyle – i więcej – do chińskich paczek dopłacimy w 2026 r.

Już za pół roku obowiązywać nas będzie cło od wszystkich zakupów na chińskich platformach, poza tym podatek od każdej paczki. Już za pół roku obowiązywać nas będzie cło od wszystkich zakupów na chińskich platformach, poza tym podatek od każdej paczki. John / Unsplash
Już za pół roku obowiązywać nas będzie cło od wszystkich zakupów na chińskich platformach, poza tym podatek od każdej paczki – takie są, mocno spóźnione, plany Unii, by azjatyckie firmy zalewające nasz rynek nie zniszczyły europejskich sprzedawców.

W ubiegłym roku granice Unii Europejskiej przekroczyło 4,6 mld paczek (ponad 90 proc. z Chin). Już wiadomo, że w tym roku ten rekord zostanie pobity. Odkąd chińskie platformy, takie jak Temu, Shein i AliExpress, musiały ograniczyć swoją aktywność w Stanach Zjednoczonych (tam Donald Trump wprowadził wysokie cła i opłaty dodatkowe), jeszcze agresywniej działają na naszym kontynencie. Jednak w przyszłym roku może im być już nieco trudniej. Kraje unijne porozumiały się wreszcie w sprawie cła na przesyłki o deklarowanej wartości do 150 euro. Obecnie takie paczki wysyłane do Wspólnoty z krajów nienależących do niej są zwolnione z cła. Kto sprowadza droższe towary, też zazwyczaj cła nie płaci, bo sprzedawcy oszukują i deklarują niższą wartość przesyłki albo dzielą ją na kilka paczek.

3 euro za każdy przedmiot w paczce

Od połowy przyszłego roku ma zostać wprowadzona zryczałtowana opłata celna: 3 euro (ok. 12,7 zł przy obecnym kursie) za każdy sprowadzony przedmiot. Wyjątek będzie dotyczyć takich samych artykułów. Przykładowo w przypadku pięciu par identycznych skarpetek zostanie pobrana opłata 3 euro. Ale jeśli w paczce znajdzie się jeszcze inny rodzaj skarpetek, zostanie doliczone kolejne 3 euro. Co ważne, tę opłatę celną zapłacą wysyłający, a nie klienci. Jednak zapewne zostanie ona przerzucona na zamawiających i uwzględniona w cenie produktów. To rozwiązanie przejściowe, bo docelowo cło ma być naliczane od rzeczywistej wartości zamawianych towarów. Nie stanie się to jednak przed 2028 r.

Na razie zatem pojawia się zryczałtowana dopłata, która ma na celu przede wszystkim ograniczenie napływu z Chin towarów o niewielkiej wartości – np. marnej jakości ubrań czy przedmiotów plastikowych, mających rzekomo ułatwiać nam codzienne życie. Dodatkowe 13 zł nie zatrzyma napływu wszystkich chińskich towarów, ale sprawi, że kupowanie przedmiotów najtańszych nie będzie już tak opłacalne. To może zniechęcić europejskich klientów do zamawiania tych artykułów, które dziś kupują często z ciekawości albo po to, żeby je wypróbować. Być może w przyszłym roku do tych 3 euro dojdzie kolejna opłata. Kraje unijne już w listopadzie uzgodniły wprowadzenie jeszcze jednej daniny – pobieranej już nie od konkretnego towaru, ale od całej paczki. Nie znamy na razie jej wysokości, ale Unia zaproponowała państwom członkowskim 2 euro. To z kolei opłata za obsługę celną paczek.

Czytaj także: Chińskie szaleństwo. Temu, Shein i AliExpress zalewają nas paczkami. Zrobić to, co Trump?

Towary z Chin nie dla Europy

Te dopłaty być może nieco zmniejszą napływ przesyłek z Chin, ale nie rozwiążą innego problemu. Jak wynika z unijnych szacunków, aż 80 proc. paczek z towarami kupionymi na chińskich platformach w ogóle nie powinno trafiać do Europy. Są one niezgodne z naszymi przepisami, często zawierają niebezpieczne substancje, a np. chińskie zabawki to poważne ryzyko dla zdrowia dzieci. Niestety, służby graniczne nie są przygotowane na obsługę tak gigantycznej masy paczek, więc kontrole pozostają wyrywkowe, a większość towarów niespełniających norm bezpieczeństwa bez problemu trafia na nasz rynek. To właśnie te dodatkowe 2 euro za paczkę ma sfinansować rozbudowę systemu celnego, aby lepiej sprawdzać zawartość przesyłek.

Czytaj także: Temu, Shein, Aliexpress: co kupuje Polak od Chińczyków. „Tyle zamawiam, że przyjaciele się martwią”

Wysokie koszty tanich rzeczy

Taki proces potrwa jednak długo, a skutecznych rozwiązań potrzeba już teraz. Same dopłaty, ustalone zresztą na razie na skromnym poziomie, nie zniechęcą kupujących masowo na chińskich platformach. Potrzebna jest z pewnością szeroka kampania edukacyjna, o jaką apelują od dawna europejskie, w tym polskie, firmy sprzedające w sieci. Warto wyjaśniać konsumentom, że wydawanie pieniędzy na chińskich platformach w żaden sposób nie wspiera naszej gospodarki. Tu nie ma żadnych równych warunków gry: chińskie firmy obchodzą europejskie przepisy, co byłoby nie do pomyślenia w przypadku firm polskich. Owszem, zakupy na Temu czy Shein bywają tańsze, ale cena tych oszczędności jest bardzo wysoka, skoro sami później, poprzez opłaty odpadowe (nieustannie rosnące!) płacimy za recykling czy utylizację sprowadzanych towarów. Cel, jakim jest ograniczenie transakcji na chińskich platformach, można nazwać górnolotnie elementem patriotyzmu gospodarczego. Albo mniej spektakularnie: świadectwem zdrowego rozsądku.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Już jedna trzecia Polaków to single. Związki wydają się dziś ciężką harówką, dane są zatrważające

Prof. Tomasz Szlendak o tym, że miłość i związki coraz częściej traktuje się jako ciężką pracę, a romantyczne uniesienia ciągle pozostają pożądane, ale nie są doświadczane.

Joanna Podgórska
06.01.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną