Na jednym silniku
„Politykom nie chodzi o rozwój, ale o władzę”. Bogusław Grabowski dla „Polityki” o polskim wzroście
JOANNA SOLSKA: – Zaproszenie Polski do G20, czyli klubu bilionerów, wygląda podejrzanie. Jeszcze w 2023 r. nasz PKB wynosił 809 mld dol., a nagle dwa lata później Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że przekroczył bilion? Przecież nasza gospodarka tak szybko nie urosła.
BOGUSŁAW GRABOWSKI: – Dobrobyt społeczeństwa też nie, jeśli mierzymy go w złotówkach. To, że trafiliśmy do G20, jest głównie zasługą prezydenta Donalda Trumpa, który prowadzi politykę osłabiającą amerykańską walutę. Gdybyśmy liczyli w euro, do biliona byłoby nam jeszcze daleko. Numerem 1 w klubie są ciągle Stany Zjednoczone, ich PKB wynosi ok. 31 bln dol., my jesteśmy ostatni.
Gwałtownego wzrostu dobrobytu wprawdzie nie doświadczamy, ale dla ludzi 2025 r. także był niezły, średnie zarobki wzrosły o 6 proc., ceny rosły dużo wolniej, o niecałe 2,5 proc.
Ale odczucia sporej części społeczeństwa są inne. GUS porównuje koszyki cen rok do roku, a nawet miesiąc do miesiąca. Polacy patrzą inaczej, na dane makro reagujemy z opóźnieniem. Przez kilka lat, gdy gospodarka szorowała po dnie, a inflacja była dwucyfrowa, zaciskaliśmy pasa, rezygnując z dużych wydatków, takich jak remont mieszkania, kupno samochodu czy mebli, egzotyczny urlop. Teraz, gdy nam się poprawiło, już sobie pozwalamy na więcej. I widzimy, że za remont, którego koszt ocenialiśmy na jakąś sumę, musimy zapłacić o kilkadziesiąt procent więcej, podobnie jak za nowe auto czy meble. Ekonomiści mówią „dobry rok”, a społeczeństwo…
…drożyzna!
W poprzednich latach szybko w górę szły ceny żywności, ale kupowaliśmy ją codziennie, jakoś się z tym oswoiliśmy. Dane z handlu pokazują, że na duże wydatki zaczęliśmy się decydować dopiero pod koniec 2025 r.