Jak Polacy Niemców wykupują
Wejście na niemiecki rynek nie jest ani tanie, ani proste. A jednak polskie firmy wchodzą, inwestują i przejmują
Zaczęło się od obserwowania i dyskretnych rozmów. Mało znany w Polsce, ale za to bardzo istotny na niemieckim rynku HeiterBlick z Lipska szukał inwestora. Dotychczasowy właściciel spółki specjalizującej się w produkcji tramwajów zamierzał sprzedać firmę, a jego decyzję z pewnością przyspieszyły kłopoty z realizacją kontraktów. Z powodu opóźnień w dostawach tramwajów dla kilku niemieckich miast HeiterBlick potrzebował wsparcia. – Do pierwszej fazy przetargu zgłosiło się dziesięć firm, w tym Pesa. Dlaczego to my ostatecznie wygraliśmy? Przekonaliśmy właściciela, że chcemy utrzymać produkcję tramwajów w Niemczech i będziemy solidnym partnerem. Pokazaliśmy, jak dobrze Pesa i HeiterBlick się uzupełniają. Oni mają świetne możliwości montażowe, a my produkujemy konstrukcje pojazdów, których niemiecka firma sama nie wytwarza i między innymi z tego powodu miała kłopoty, gdy zawiedli jej dostawcy – wyjaśnia Krzysztof Zdziarski, prezes bydgoskiej Pesy, jednego z najważniejszych producentów tramwajów i pociągów w Europie Środkowo-Wschodniej.
Czytaj też: Szał hal pod miastami. Polska stała się magazynowym hubem Europy. Mamy „efekt Donalda Trumpa”?
Pesa za Odrą
W poprzedniej dekadzie sama Pesa miała poważne kłopoty. Uratowało ją upaństwowienie i wejście pod skrzydła Polskiego Funduszu Rozwoju. Teraz Pesa ratuje innych. Kwota przejęcia nie została ujawniona, ale HeiterBlick jest wyceniany na 100–150 mln euro. Dla Pesy to świetna okazja, bo do tej pory nie dostarczała tramwajów na niemiecki rynek. – A jest on zdecydowanie największy w Europie, tramwaje jeżdżą w ok.