Złoto na złote
Złote manewry Glapińskiego. I kuriozalny scenariusz: bezpieczna przystań czy bananowa republika
Wiemy, bo prezes Adam Glapiński się tym chwalił, że NBP ma już 570 ton złota. Sporo, ale w skali światowej wciąż daleko nam do liderów. Stany Zjednoczone posiadają ponad 8 tys. ton, Niemcy 3,3 tys., a Włochy, Francja i Rosja po niespełna 2,5 tys. ton. Pod względem wielkości złotych zasobów wśród banków centralnych NBP jest obecnie na 12. miejscu. Wrażenie robi z pewnością tempo przyrostu kruszcu, bo dekadę temu mieliśmy go ok. 100 ton. Adam Glapiński, który został prezesem NBP w 2016 r., po przejęciu pełni władzy przez PiS zdecydował, że złoto ma stanowić większą niż dotąd część rezerw naszego banku centralnego. W 2018 i 2019 r. NBP nabył łącznie ok. 125 ton, czyli więcej, niż dotąd posiadał. Potem nastąpiła przerwa w zakupach, a złota ofensywa została wznowiona w 2023 r. Wówczas przybyło 130 ton, w następnym roku 90 ton, a w 2025 r. kolejne ponad 100 ton. Już wiadomo, że w tym roku zasoby wzrosły o dalsze 20 ton, a to z pewnością nie koniec. Adam Glapiński wyznaczył bowiem kolejny cel: 700 ton.
Tylko ok. 100 ton naszego złota znajduje się obecnie w Polsce. Reszta leży w Nowym Jorku i Londynie. NBP zamierza sprowadzić więcej kruszcu do kraju – przede wszystkim z Wielkiej Brytanii – ale z pewnością nie całość. Problem z przechowywaniem sztabek pokazuje, że duże zapasy złota mają też swoje wady. Trzymane w Polsce jest co prawda pod naszą kontrolą, ale nie można nim swobodnie handlować, a w razie poważnego zagrożenia trzeba organizować jego ewakuację. Tak jak było to w 1939 r. Złoto za granicą jest z jednej strony bezpieczniejsze, ale nie mamy nad nim pełnej kontroli. Teoretycznie zarówno Wielka Brytania, jak i Stany Zjednoczone to wiarygodni partnerzy, którzy naszej własności nigdy nie ukradną. W praktyce dzisiejszy świat jest tak niestabilny i niepewny, że nikomu już bezgranicznie ufać nie można.