Są w Polsce sprawy, wokół których możliwe jest porozumienie ponad podziałami: to ceny paliw. Rządowy pakiet ustaw zwany CPN, czyli Ceny Paliw Niżej, przyjęty na nadzwyczajnym posiedzeniu rządu, trafił błyskawicznie do Sejmu, gdzie natychmiast został jednogłośnie przyjęty. Poparł go także PiS, choć partia ta kilka dni wcześniej zgłosiła własny projekt o podobnym charakterze. Potem CPN przemknął przez Senat, by poszybować do prezydenta Nawrockiego, który podpisał go nad Atlantykiem w czasie lotu do USA. Wszystko po to, by jeszcze przed Wielkanocą, kiedy wielu Polaków rusza w dalszą samochodową podróż, ceny spadły.
Pakiet CPN przewiduje obniżkę VAT od paliw do 8 proc., akcyzy zaś do najniższego poziomu dopuszczonego prawem UE. W sumie ma to dać obniżkę o 1,20 zł na litrze benzyny i oleju napędowego. Dodatkowo wprowadzony zostaje mechanizm maksymalnych cen detalicznych, ustalanych każdego dnia przez ministra energii. Za próbę sprzedaży po cenie wyższej czekają właścicieli stacji wysokie kary; mogą konkurować, tylko redukując swoją marżę i obniżając ceny. Dodatkowo Donald Tusk zagroził, że jeśli koncerny naftowe będą na kryzysie paliwowym osiągać nadzwyczajne zyski, to zapłacą od nich specjalny podatek zwany windfall tax.
Polska musi jeszcze dla pakietu CPN uzyskać akceptację Komisji Europejskiej, z czym, jak zapewnił premier, nie powinno być kłopotu, choć Bruksela apelowała wcześniej, by państwa koncentrowały swą pomoc raczej na grupach najbardziej potrzebujących, a nie na wszystkich, także tych, których stać na droższe tankowanie. Bo pakiet CPN nie jest za darmo: w ciągu miesiąca ubytek dochodów podatkowych wyniesie ok. 1,6 mld zł.
Polska jest kolejnym krajem UE, który reaguje na kryzys paliwowy wywołany wojną w Zatoce Perskiej. Podobne rozwiązania wprowadzają m.