Łup jak klub
Łup jak klub. Nie chodzisz na mecze i futbol cię nie interesuje? Nie szkodzi, płacisz i tak
W Zabrzu poruszenie. Górnik, lokalny futbolowy skarb, ma zmienić właściciela. Transakcja odbędzie się w zaufanym gronie, bo nabywca to Lukas Podolski, który wrócił z przybranej niemieckiej ojczyzny w rodzinne strony na schyłek kariery. Przekroczył już czterdziestkę, rzadziej wybiega na boisko, próbuje sił w biznesie. Otworzył sieć lokali z kebabami, a parę miesięcy temu kupił 8 proc. akcji Górnika. Od dawna negocjuje z władzami miasta, mającymi 86 proc. akcji klubu, warunki sprzedaży. Obiecuje dla Górnika „złotą przyszłość”, choć i teraźniejszość jest niezła – klub, w gierkowskiej Polsce będący ligowym hegemonem, niespodziewanie znalazł się w ligowej czołówce i awansował do finału Pucharu Polski.
Podolski już nieraz dawał wyraz zniecierpliwieniu postawą władz miasta sprawiających w kwestii sprzedaży Górnika wrażenie „chcielibyśmy, ale boimy się”. Te obawy wynikają z presji, że trzeba sprzedać dobrze. To znaczy komuś, kto zapewni stabilność, a jeszcze lepiej rozwój, co z uwagi na specyfikę futbolowego biznesu (stan klubowej kasy zależy od wyników, a na nie wpływ mają czynniki nieprzewidywalne, takie jak forma piłkarzy, kontuzje, udane transfery) jest palcem na wodzie pisane. Podolski był świetnym napastnikiem, ale strzelanie goli to co innego niż zarządzanie klubem.
Jeśli sprzedaż pociągnie za sobą sportową degradację, pozbywający się gorącego futbolowego kartofla politycy mogą się zderzyć z lokalnym gniewem. A moc swoich głosów piłkarskie trybuny pokazały w sąsiednim Chorzowie, gdzie prezydentem jest od 2023 r. Szymon Michałek, twórca tzw. sektora rodzinnego na stadionie Ruchu. Aby mieć pewność, że wygra, organizowano akcję czasowego meldunku w Chorzowie kibiców Ruchu z ościennych miast. W ramach wdzięczności prezydent Michałek obiecał kolegom z trybun, którzy wynieśli go do władzy, że wybuduje dla Ruchu nowy stadion.