Gorące kartofle
Polski ziemniak się popsuł? Zachód go nie chce. Rolnicze lobby sprzedaje nam wielką ściemę
W Radzikowie w banku genów Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin znajduje się 1,8 tys. odmian. Dr hab. Krzysztof Treder z Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Boninie, wirusolog i biolog molekularny, uważa bank ziemniaczanych genów za polskie dobro narodowe, które powinniśmy chronić. Najstarszą odmianą polskiego kartofla, jaką możemy odtworzyć dzięki bankowi genów, jest Marius wyhodowany w dawnym zaborze pruskim w 1893 r. przez hrabiego Henryka Dołkowskiego. Naukowcom nie wydaje się, żeby nam dzisiaj smakował, warzywo jest gorzkie.
Dziś geny istotne dla konsumenta, odpowiadające za kolor miąższu (Polacy wolą biały niż żółty), smak, zawartość skrobi krzyżuje się w instytucie z odpornością na suszę, mokre lato czy krótki okres wegetacji, z jakim mamy do czynienia tej wiosny. Powstają nowe odmiany, lepiej dostosowane do coraz gorszych warunków klimatycznych. Ale nie docierają na polskie stoły, bo rolnicy się nimi nie interesują.
Na etapie manipulowania genami ziemniak powstaje in vitro, w probówce. – Z jednej probówki w ciągu roku można wytworzyć milion roślin potomnych, wolnych od wszelkich patogenów – zapewnia dr Treder. Moglibyśmy błyskawicznie wprowadzić do rolnictwa odmianę wymagającą o wiele mniej wody, co znacznie poprawiłoby opłacalność plantacji. Przecież z powodu ocieplenia klimatu już 25 proc. upraw ziemniaka musi być nawadnianych!
Walory odmiany wyhodowanej in vitro sprawdza się na prawdziwym polu. IHAR ma dwie takie plantacje, w Strzękocinie na Pomorzu i w Zamartem koło Chojnic. Dr Piotr Kamiński, prezes Hodowli Ziemniaka Zamarte, dumny jest z Longiny, odmiany świetnie nadającej się na frytki przyrządzane w domu. Longinę z probówki chętnie kupują Niemcy i Holendrzy, posadzą ją u siebie.
Czytaj też: