Kto kręci lody
Kto kręci lody? Ceny rosną, są nowe trendy. Ale lepiej wiedzieć, co tak naprawdę kupujemy
Nawet lody zostały ostatnio zamieszane w politykę. Lodziarnia Pod Dębem w Pszczynie ogłosiła w czerwcu, że tym razem zrywa ze swoją wieloletnią tradycją: nie będzie darmowych lodów dla uczniów z najlepszymi świadectwami z okazji zakończenia roku szkolnego. Do lodziarni pismo z interwencją napisała sama rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak, która uznała nagradzanie tych z biało-czerwonym paskiem za niesprawiedliwe wobec reszty dzieci. Przez Polskę przetoczyła się ożywiona dyskusja, a niektóre lodziarnie postanowiły ją wykorzystać do własnej promocji. Ogłosiły, że one żadnych urzędów się nie boją i u nich najlepsi uczniowie dostaną lody za darmo.
Z takiej oferty żal nie skorzystać, skoro porcja lodów to dziś wydatek średnio 8–10 zł. Ceny rosną, bo coraz więcej kosztują składniki do produkcji, energia, a przede wszystkim wynagrodzenia pracowników. Dodatkowo mocno podrożały urządzenia potrzebne do wytwarzania i przechowywania lodów.
Eksperci szacują, że w całej Polsce działa ok. 3–4 tys. zakładów produkujących lody, chociaż ich liczba powoli maleje. Szczególnie od pandemii, gdy ceny zaczęły tak szybko rosnąć. – Lodziarze z dużym doświadczeniem mówią, że stracili zwłaszcza rynek dzieci, które kiedyś na przerwie czy po szkole szły na lody. Dzisiaj dla nich to za duży wydatek i jeśli chcą loda, kupią go w pobliskim sklepie za 1–2 zł. Takie ceny mają przyciągać do sieci handlowych, ale z punktu widzenia małych rzemieślniczych lodziarni są nieuczciwą konkurencją – mówi Sławomir Szewczyk, prezes Sempre Group, firmy specjalizującej się w zaopatrzeniu cukierni, lodziarni i gastronomii.
Czytaj też: