Drewniana pułapka
Pułapka z pelletem. Miało być tanio, czysto i eko. Ponad pół miliona odbiorców czeka horror
To było gorące lato dla posiadaczy kotłów na pellet – nie tylko z powodu rekordowych upałów w Polsce. Zazwyczaj właśnie w lipcu czy sierpniu można liczyć na atrakcyjne ceny przy zakupie surowca, którego do ogrzewania używa już niemal pół miliona gospodarstw domowych w naszym kraju. Tym razem pellet nie tylko latem nie staniał, ale wręcz zdrożał. Jak wynika z danych portalu cenapelletu.pl, średnio w czerwcu za tonę pelletu trzeba było zapłacić 1,8 tys. zł, a w lipcu już 2 tys. zł. Danych za sierpień jeszcze nie ma, ale z pewnością średnia cena okazała się jeszcze wyższa. W sieci nie brakuje nawet sprzedających, którzy żądają za tonę pelletu już ok. 3 tys. zł.
Niektórzy zaczęli kupować pellet u naszych sąsiadów – Niemców i Czechów, gdzie ceny też rosną, ale bywają niższe od naszych.
A równocześnie sytuację próbują wykorzystać oszuści. Kuszą niższymi cenami, ale oferują opał bez certyfikatów, niewiadomego pochodzenia i marnej jakości albo nawet inkasują zaliczkę i znikają bez śladu.
Tymczasem jeszcze w ubiegłym roku ceny były stabilne. Od stycznia do sierpnia tona pelletu kosztowała przeciętnie 1,3 tys. zł. Nieco podrożała dopiero jesienią, ale prawdziwa katastrofa przyszła w lutym tego roku. Surowa zima sprawiła, że wielu używających pelletu chciało szybko uzupełnić zapasy. Na ogrzanie średniej wielkości domu zazwyczaj wystarcza 4–5 ton na sezon, ale bardzo niskie temperatury zwiększają zapotrzebowanie.
Równocześnie z powodu dużych mrozów pracę ograniczyły tartaki, a to właśnie w nich powstaje w Polsce większość pelletu wytwarzanego z trocin, wiórów i zrębków – odpadów przy obróbce drewna. Są one suszone, mielone, a potem prasowane. Powstają wałki, cięte na drobne odcinki. Tak uzyskujemy pellet w formie granulatu, sprzedawany najczęściej w 15-kilogramowych paczkach.